Wczasy, wszystko w jednym, hm…

image

Wyglada super,  prawda? Zimnica u nas w Anglii,  wiec naszły mnie refleksje z ostatnich wakacji…

Ale zanim zacznę,  to najpierw anegdota z życia wzięta. Nasz przyjaciel,  na marginesie – szef kuchni pojechał na wczasy do Meksyku. Dwa tygodnie,  luksusowe full inclusive czyli wszystko w jednym…

image

Bogowie myślałam,  Meksyk,  super! Wrócił po wczasach,  pokazał się w pięknym,  ogromnym meksykańskim sombrerro. Wiec pytam,  jak było? Fantastycznie było,  mówi mi. Żona zadowolona,  opalona,  on też. To co widziałeś? A zawiezli nas do Akwarium z delfinami. I co jeszcze widziałeś? Nic więcej,  lezelismy nad basenem,  dużo piliśmy kolorowych drinków wyskokowych,  socjalizowalismy się z innymi. Powiedzieli nam,  że tam niebezpiecznie i mamy siedzieć w resorcie. A jak Ci pasuje meksykańskie jedzenie? Wiesz, nie wiem,  bo akurat meksykańska restauracja na terenie naszego resortu była zamknięta,  wiec jedzenie było kontynentalne….

image

Sorry,  dla mnie takie wczasy to nieporozumienie… A Meksyk taki ciekawy,  a jedzenie cudne i co i nic…  Na marginesie moja koleżanka 10 lat temu przemierzyla kawałek Meksyku,  sama,  autobusami,  a atrakcyjna blondynka jest. Opowiadała cuda o tym miejscu i ja jej wierzę…

Wracając do zdjęcia na początku. To resort w Hiszpanii,  pojechaliśmy tam z mężem i dzieckiem samochodem w ramach zwiedzania okolic. I tam taki hotel na hotelu,  plus basen na basenie,  plus dostęp do plaży,  na której prawie nikogo,  bo wszyscy nad basenem z drinkiem z wisienka i parasolka. Sklepów tam nie ma,  no nie były z pamiątkami z Hiszpani, ok i jeden z wszystkim i niczym, tubylców tez niewielu oprócz ludzi pracujących w hotelach. I zastanawialiśmy się z mężem,  czy im się nie nudzi, niewiele zobaczą,  niewiele spróbują. Jedzenie z kuchni hotelowej,  wiec taśma plus mikrofala. Jedno i drugie odbija się na smaku i wartości odżywczej. A ja kocham jeść i jeść dobrze. Wiec po jakiego czorta pytam, tracić tyle kasy na relatywnie mało luksusowe luksusy ???

image

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s