Idziemy do restauracji, z małym oczywiście – hahaha…

image

Mąż i ojciec oznajmił,  że znajomi chcą się spotkać i zaprosili nas do restauracji. I oczywiście zabieramy małego. Taaak,  powiedziałam i uniosłam brwi. A może podasz mi więcej szczegółów?

Ach będzie fajnie,  idziemy do portugalskiej restauracji w porze obiadu czyli około 18, tam też będzie można potańczyć potem… I wtedy juz nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać…. Obśmialam się jak norka i poprosiłam mojego,  „darling” a może jednak zastanów się ile nasze dziecko usiedzi przy stole,  a i jakie są możliwości rozrywki dla niego w tym lokalu? Moj „darling” najpierw powiedział,  że korzenie w tym domu zapuszczam… potem wrócił po paru godzinach i powiedział,  że chyba jednak lepiej pójdzie sam. Chciałby mnie mieć w obcasie i spowitą w obłoczek perfum u boku,  ale jak mamy się non-stop odrywać od talerza,  żeby mieć na małego oko,  to bez sensu.

Sęk w tym aby mierzyć siły na zamiary. Mamy żywe dziecko,  które zje i leci odkrywać świat dookoła. On nie jest już małym bobo ,  któremu jest ok w wózku i z nudów od patrzenia na jedzacych i konwersujacych rodziców ze znajomymi zapada w drzemkę parogodzinną i mamy spokój święty. Restauracja,  to nie jest teraz miejsce dla mojego dziecka,  przynajmniej narazie. Kiedyś dorośnie do tego,  żeby siedzieć przy stole dłużej i prowadzić konwersacje znad talerza z sąsiadem. Skądinąd na dłuższą metę jest to dla mnie też nudne i tez się wiercę ,  wole zjeść i iść walnąć się na wygodnej kanapie i w pozycji semi-horyzontalnej,  gdy wątroba przerabia,  oddać się konwersacji, a mój synek w tym czasie może molestować czy przekarmiać psa przyjaciół czy straszyć rybki w akwarium u innych znajomych,  bo swoimi zabawkami się już wybawił, a przestrzeni aby pobiegać brak.
Nie mam zamiaru wbijać mu do głowy jak się powinien zachowywać w restauracji,  bo on na to za mały. Są oczywiście dzieci,  które posadzisz i siedzą i nawet nie „drygną”,  moje dziecko gdy rozdawali te cechy,  gdzieś na górze ,  poleciało za motylkiem …

Szanuje ludzi,  którzy przychodzą do restauracji aby się zrelaksować,  a nie patrzeć na spoconą matkę lawirujacą pomiędzy kelnerami z pełnym tacami i stolikami pełnymi gości. I szanuje siebie i oszczędzę sobie frustracji,  która przyjdzie kiedy cierpliwość juz się skończy,  i nieprzyjemności z szybko konsumowanego i jeszcze szybciej trawionego posiłku…
Poza tym portugalskiego papu nie lubię,  wiec bez żalu… tym razem…

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s