O siedzeniu na dziecku okrakiem, no prawie…

image

Poczucie winy większe lub mniejsze zawiesza mi się u gardła,  kiedy słucham coponiektórych koleżanek i ich opowieści co to one z dziećmi nie robią. Dziecko mi się nie nudzi mówią…

Siedzą z dzieckiem i uczą pisać,  układać jakieś rozwijająco-wspomagajace rozwój kreatywne klocki,  robią jakieś gry tez rozwijające na komputerze itd itd. A czy one mają chwilę może aby rzucić okiem w jakąś książkę dla siebie czy artykuł ciekawy w gazecie? I ściga mnie myśl,  jestem niewystarczająco dobra matką chyba… Lekko wpadłam w osłupienie jak koleżanka wspomniała,  że jej córka na zakupach poprosiła rodziców aby poszukali jej jakieś nowe kreatywne gry. Dziewczynka ma 4 lata.

Moje dziecko gdy idziemy do sklepu to szuka play doh,  czyli angielskiej wersji plasteliny,  bo to u nas jest głównie w użyciu ostatni rok z okładem. Do komputera mój gagatek ma zerowy dostęp,  bo uważam,  że im później tym lepiej. Z klocków kreatywnych to poważam Lego,  bądź zwykłe drewniane klocki. Z dalszych ulubionych zabaw to bicie się na szable z tatą czy zabawa samochodami też z tatą,  bo z mamą nigdy nie zrobi się prawdziwej demolki samochodowej. A literki? Ma w przedszkolu naukę rozpoznawania liter i początek pisania, uważam,  że to wystarczy,  pójdzie do szkoły,  bedzie problem,  będziemy tłuc to wtedy, kiedy nie będzie już wyboru.
Ciesze się kiedy bawi się sam,  wymyśla jakieś krótkie scenariusze dla smerfów czy innych tam Mickey Mouse’ow , od czasu do czasu woła mnie i prosi abym się przyłączyła. Kiedy ma ochotę to czytamy książeczki,  które wybiera,  niekoniecznie rozwijające… Długo jego ulubionym zajęciem było siedzenie na blacie kuchennym i obserwacja plus pomoc mi w gotowaniu czyli dodawanie przypraw,  wrzucanie warzyw do zupy…

Do 4 roku życia opiekowała się mną babcia,  potem poszłam do przedszkola,  kiedy tylko miałam wolne spędzalam czas z babcia. Babcia nigdy nie uczyła mnie literek,  nie czytała mi,  bo może było jej trudno, nie było klocków,  siedziałam z nią w kuchni przyglądając się jak gotuje, chodzilysmy na zakupy i na długie spacery. I jakoś potem przebrnęłam przez szkoły,  potem uniwersytet.
Ktoś mi kiedy powiedział,  że nie mam siedzieć na dziecku okrakiem,  ono ma być pod bokiem,  niedaleko,  zawsze może nas zawołać,  ale należy dać mu przestrzeń i nauczyć go,  że może się nudzić i to jest też fajne…
Ja lubiłam myśleć o niebieskich migdałach,  chciałabym to przekazać mojemu synkowi.

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s