Papu, komfort dla ciała i duszy…

image

Odkąd pamiętam zawsze jedzenie było dla mnie ważne. A jak coś mi nie smakowało,  to nie jadłam,  kropka.

I było sporo tych rzeczy,  które mi nie pasowały. Doprowadzałam tym moja mamę do szału… Ale dotąd pamiętam kopytka z podduszoną cebulką i „kwadracikami” czyli pokrojonym w kwadraty boczkiem z patelni, czy racuchy mamy,  czy piękne,  kolorowe leczo z dobrą polska kiełbasą. To było proste jedzenie,  a potem mając lat 17 miałam styczność u przyjaciół z kuchnią afrykańska,  był to gulasz z kozy z polenta. Jadło się palcami,  gulasz był niesamowicie aromatyczny,  miał głębię. Takich smaków jeszcze nie znałam,  ale wtedy poczułam,  że jedzenie może być boskie…

image

Zanim urodziłam dziecko,  intensywnie pracowałam z dziećmi i ich rodzicami,  jako terapeuta . Miałam ten przywilej,  że mogłam pracować u tych różnych ludzi w domu.
I jakiś tak wyszło,  że sporo z tych rodzin było pochodzenia hinduskiego. Zawsze też miałam szczęście do pomocy domowych w tych domach,  były to zazwyczaj cudowne,  ciepłe kobiety,  które prowadziły dom,  gotowały i zajmowały się dziećmi. One zawsze mi trochę matkowały i oczywiście dokarmiały mnie. Widocznie tak się mnie postrzega, że potrzebuje być trochę zaopiekowana   a może wtedy właśnie tego ich matkowania potrzebowałam? I wtedy posmakowalam tej prawdziwej,  pełnej aromatów kuchni wschodniej. Ja lubię być karmiona dobrze,  a jak coś mi smakuje to widać,  może zaczynam świecić ze szczęścia ,  nie wiem… Ale dla mnie przygotowywały to co robiły najlepiej,  bądź dzieliły się tym co zrobiły dla siebie i to było fantastyczne. W żadnej restauracji nie jadłam tak smacznie. Uczyły mnie też jak gotować po ichniemu,  ale teraz już wiem,  że każda kobieta ma inną rękę i nie da się powtórzyć pewnych smaków. No cóż,  ale ja je zapamiętam…

Teraz juz nie potrafię gotować bez garści przypraw i ziół, inaczej jedzenie jest „metłe” jak się mówi na Kaszubach czyli mdłe, bez smaku i wyrazu, co dla mnie jest trudne do zaakceptowania.

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s