Matka niepracującą czyli leżę i pachnę dzień cały…

image

A robota leży i czeka na krasnoludki. Ale oczekiwania wobec mnie nie czekają,  raczej próbują zawiesić się mi u szyi.

Odwiedziłam w sobotę z rana znajomą ,a tam uroczy bałagan,  mnie to akurat nie przeszkadza,  ale ona szybko zaczęła się tłumaczyć : wiesz nie mam czasu w tygodniu,  wpadam po pracy o 5, odbieram małą od opiekunki,  trzeba ją i mojego nakarmić,  coś zrobić na dzień kolejny… no Ty tego problemu nie masz,  bo nie pracujesz. Nie dodała jeszcze,  że mam tyyyyyle wolnego czasu. Zapomniała części standardowej formułki ???

Tak,  znam ten tekst,  od dawna. Ja „muszę” zrobić,  bo nie pracuje poza domem. Tego się ode mnie oczekuje,  chałupe ogarnąć ,  mąż wraca papu wjeżdża na stół,  miło jest jak codzień co innego w menu,  dziecko zaopiekowane,  nakarmione ,  koty nakarmione etc.
Ja nie mogę powiedzieć : nie miałam czasu,  bo się brwi unoszą innym. Nikt nie pamięta,  że dziecko mam 3 godziny w przedszkolu i potem już w domu,  że z dzieckiem wiele roboty domowej nie zrobisz,  że chcesz z nim porysować,  poczytać,  że chcesz usiąść na chwile i pobyć ze sobą,  zanim wróci mąż i ojciec,  bo nie masz pracy jako odskoczni,  bo rutyna potrafi drenować z energii i radości i czasami ciężko jest się z nią zaprzyjaźniać i oswajać ją każdego dnia od nowa.

Ja lubię być w domu,  wiele lat pracowałam bardzo intensywnie plus dodatkowo studiowałam w tym samym czasie. Ale,  to wyszło w praniu,  że zadatków na perfekcyjna panią domu nie ma,  zero,  nawet mniej niż zero…

Poszłam po rozum do głowy,  zresetowalam męża. Wraca i widzi,  że w chałupie syf i malaria,  bo bądźmy szczerzy nie zawsze mi się chce,  wtedy ja z uśmiechem na ustach mówię : kochanie,  ale dziś nie będę zmęczona wieczorową porą…

Mąż to woli… abym leżała i pachniała…

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

5 myśli na temat “Matka niepracującą czyli leżę i pachnę dzień cały…”

  1. Są na świecie takie „męże-węże”, które dużo wymagają za dnia i w nocy. Studiując dziennie z malutkim dzieckiem przy boku miałam zakuwać do stypendium, sprzątnąć w domu, ugotować dwudaniowy obiad, posprzątać i pokornie wysłuchać narzekania, że w domu bałagan, a mi „dupa urosła”…a wieczorem gładka jak jedwabna wstęga miałam leżeć i czekać na swego „księcia” i mieć ochotę na wszystko. No cóż…księcia wyrzuciłam do innej bajki, bo w naszej nie było happy endu 😉
    Dlatego jak mężowie dobrzy i wyrozumiali chwalmy często i rozpieszczajmy, bo zasługują 🙂

    Pozdrawiam

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s