Weź pigułkę, weź pigułkę…

pills

Dwóch facetów leży na łopatkach,  więc ja też zaniemoglam, dni temu parę.

Głowa kwadratowa,  nos częściowo zablokowany,  częściowo leci jak z kranu, myśli rozczochrane walają się po podłodze bez ładu i składu,  a wieczorową porą padło mi też na oczy,  światłowstręt (myślę,  że już nie chciałam na nic patrzeć,  tak byłam zmęczona) i mogłam, bez winy,  która może być kulą u nogi ,  walnąć się spać o 21.

Cały czas za mną chodził mąż i ojciec,  jak cień,  ok,  jak kat za dobrą duszą – lepiej brzmi – i mówił : Weź pigułkę,  weź pigułkę… Tak non-stop,  jak zdarta płyta winylowa. Co do naszych podejść do leczenia,  to mamy zasadniczo odmienne,  on bierze pigułki garściami, ja biorę aspirynę i zapijam kawa gotowaną ,  jak już chodzę na czterech. Mnie pomaga moje,  jemu nie pomaga nic. Może coś w tym jest i on lubi cierpieć? ,  ciekawe,  ale ja nie o tym…

Moja niemoc,  spowodowana bakteriami krosciastymi czy bakteriami kaszlacymi non stop przeszła po dwóch dniach, pozostawiając mnie z lekko zapchanym nosem i większym apetytem na papu,  bo dnia drugiego straciłam węch i smak i nic mi nie wchodziło. Nic to,  już uzupełniłam, to co straciłam na wadze. Najważniejsze,  że jak zwykle dałam rade podpierając się dwiema aspirynami i gorącym odwzajemnionym objęciem termofora przez pół nocy.

Mąż i ojciec jest fanem farmacji,  ja jestem przekorna z natury i nie lubię płacić za coś co mi nic nie daje a jeszcze szkodzi. Jak to działa widać, mi po aspirynie wczoraj,  dzisiaj już lepiej. Mąż i ojciec wciągnął w przeciągu 2 tygodni ze cztery garście piguł różnorodnych a nadal kaszle tak,  że dach się unosi… Został więc karnie przeniesiony na kanapę,  bo ja spać muszę,  a dziecko jak nosem pociągnie w nocy to ja się budzę,  pomiędzy jednym a drugim,  czeka mnie status zombie, a w to nie wchodzę.

Z ostatniej chwili : mąż i ojciec został wysłany z pracy do domu w trybie pilnym,  bo się bali jego kaszlu. Lekarza przestraszył też, siedzi teraz i łyka antybiotyk silny. Ja w antybiotyki też nie wierze,  ale to zupełnie inna historia…

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

3 myśli na temat “Weź pigułkę, weź pigułkę…”

  1. Przypomniałam sobie pewne starcie z mężem, gdy usiłowałam go przekonać do naturalnych metod, w końcu on wzburzony mówi „ja używam lekarstw”, ja równie stanowczym tonem – „ja używam ziół”. Obserwujący nas autystyczny syn dorzucił :”ja używam dezodorantu”.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s