Moje macierzyństwo. Na ile ono moje?

wpid-carti2-bookglut.jpg

Możesz jeszcze nawet nie pomyśleć, że potrzebujesz wsparcia, ale napewno ktoś Cię wyręczy. A potem to już idzie, jak powódź…

Nie będę mówić o mamach,  babciach,  ciociach, przyszłych czy juz mam. Czepię się „autorytetów”, bo każdy z nich serwuje swoją, wyjątkową i jedyną słuszna prawdę na temat mojego macierzyństwa.

Dopóki nosimy dziecko w brzuchu i wszystko jest dobrze, presja wywierania na nas jeszcze nie jest tak silna. Zaczyna się wszystko wraz z przygotowaniem do porodu, no i kiedy już naszego wyczekiwanego mamy na świecie.

Poród, ale byłam straszona opowieściami mrożącymi krew w żyłach. I, że będę rodzić nie w Polsce,  i że będę rodzić sama! Zgroza… Oddychalam głęboko, poszłam na 3 dniową szkołę rodzenia blisko domu i kupiłam jedna książkę – najcieńszą. I było dobrze.

Przyszło dziecko,  bez instrukcji obsługi, jeszcze zdecydował gagatek,  że chce szybciej spojrzeć nam w oczy…  I wtedy zaczęła się presja. Najpierw w szpitalu, później, ktoś zawsze coś sugerował,  jakaś pozycję książkowa, najlepszego specjalisty w świecie,  same sukcesy miał w dawaniu rad matkom, bo one przecież nic nie wiedzą. Guły, co tam instynkt,  intuicja, wsparcie innych mądrych kobiet. Macierzyństwo musi być poparte słowem pisanym, większa książka tym więcej rad do wzięcia… Sporo tych autorytetów to faceci,  nie rodzili a tyle wiedzą,  ciekawe…

Kupiłam dwie książki,  a i napiszę kto autorem był,  co mi tam, Michel Odent i Tracy Hogg. Dla mnie Michel Odent jest do teraz wyjątkiem, ze względu na szacunek do mnie jako kobiety i matki,  do moich instynktów i do matki Natury. Zaś Tracy Hogg, zaczęłam wdrażać jej rady,  trwało to dwa dni i stwierdziłam,  że ja oszaleje i dziecko też… Książka trafiła do kosza, pomimo, że podobno tyle sukcesów ma ta pani, ja nie jestem tym sukcesem,  ja jestem jej porażka i wcale mi nie jest przykro…

Potem dokupiłam jeszcze parę pozycji, starałam się robić to bardzo uważnie. I tak parę razy strzeliłam kulą w płot, cóż bywa.

Trzeba nam pamiętać o dwóch rzeczach. Pierwsza i najważniejsza i złotymi zgłoskami : Zaufaj sobie i powtarzać do jak mantrę. Druga rzecz. Macierzyństwo to olbrzymi biznes z całą chmarą sprzedawców, specjalistów, profesjonalistów (psycholog, pedagog) autorów, dziennikarzy, no i nowa grupa, która się liczy – sic! – celebrytów, a jakże… Oni wszyscy nam powiedzą o najlepszym macierzyństwie na świecie i byciu najlepsza matka na świecie.

A ja preferuje moje macierzyństwo. I każda matka jest najlepszym specjalistą, tylko zaufać musi sobie i zdusić ten strach, który też przychodzi z zewnątrz.

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

5 myśli na temat “Moje macierzyństwo. Na ile ono moje?”

  1. Ja się zgadzam w 100%. Jednak postulat potwornie trudny do zrealizowania, jeśli się własnie od swojej mamusi nie dostało w prezencie tej wiary w siebie, z swój instynkt, w to co nam podpowiada intuicja czy flaki (jak kto woli). A się nie dostało, bo mama sama nie miała. Dla niektórych, trzeba wszystko od nowa budować. Jest fuks jak ma się wokół mądre baby, które naprowadza na to jak łapać kontakt ze sobą (przede wszystkim ze swoim ciałem), te co będą pod telefonem jak dziecię gorączkuje, a my nie chcemy mu dać procha (i co powiedzą „wrzuć na luz, spokój, spokój, spokój”). Szukamy autorytetów (w telewizji, radiu, internecie, w książkach) bo się boimy, ze zrobimy dziecku krzywdę. A strach to łepetyna, Dlatego, te które maja kontakt ze swoim ciałem, z oddechem, i potrafią, zanim zostaną matkami zadbać o siebie, i o swoje cielesne aspekty, o wiele łatwiej „wślizgują się” w role mamy „instynktowej”. Ale to niestety jednostki. A gospodarka opiera się własnie na tym aby ten strach i niepewność i brak zaufania do siebie podjudzać. Z tego kasa jest na bank.

    Polubienie

  2. Ha ! Akurat wczoraj miałam bardzo mądra dyskusje (dzięki mojej rozmówczyni) z mama pięciorga, która przy okazji jest terapeutka. I rozmawiałyśmy o umiejętności proszenia i pomoc a także otrzymywania tej pomocy. Temat bardzo bliski umiejętności otrzymywania miłości. Bo to tak niestety czasem jest, ze te mądre baby mogą nam pod nosem siedzieć, ale się nie odważamy, ale po prostu nie umiemy obchodzić się z tym co nam dają.

    Polubienie

  3. Och jakie to to prawdziwe. Idealne matki, książki, mama, siostra ktora nasluchala sie kolezanek bo dzieci nie ma . Zmarnowalam 2 miesiace, najpiękniejsze miesiace zycia mojego maluszka. Wkoncu powiedzialam sobie dosc i od żyłam i ja i moje kochane dziecko.lubie byc matka nie idealną! !

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s