Rozterki cudzoziemki : Walizka…

wpid-womennaturesuitcasetravelvintagewoman-f65065a93b93d0320c903f4aec09ba4e_h.jpg.jpeg

Walizka. Zawsze mam za dużo. Nie w drodze do domu. W drodze z powrotem.

Kiedyś, gdy pytano mnie gdzie jadę na wakacje, mówiłam, że jadę do Polski, do rodziców. I Anglicy czy przyjaciele wtedy mi mówili : Acha, jedziesz do domu. Teraz i ja tak mówię. Myślę, że mam dwa domy. Ten pierwszy,  gdzie moje korzenie i ten drugi, gdzie staram się nowe korzenie zapuścić…

A walizka jest pomiędzy. Jestem jedną nogą w Polsce, a drugą nogą na Wyspie. Walizka jest w środku. To jest ten balans, ten mały języczek u wagi.

Zawsze wiozę do domu mało, a wracam z ciężarem nie do uniesienia, prawie. Na szczęście walizka ma kółka. Bo ja jestem z tych drobnych – trochę jak fasolka szparagowa…

I zawsze powtarzam rodzicom, że tym razem się zmieszczę i będę miała niedowagę. I jeszcze to się nie zdarzyło i pewnie nie zdarzy. Nie mogę nie zabrać książki, czasopisma, bajek polskich dla synka i ciasta mamy i bochenka chleba.

I wciąż wracam po więcej. Nie jest możliwe aby się nasycić, aby zabrać tyle aby starczyło na zawsze. Chociaż na długo.

I wszyscy mi mówią, że tutaj można wszystko dostać, nawet więcej niż wszystko. Jednak jest niedosyt, bo to inne, nie to samo co było w domu.

Pewnie tak pozostanie, że będę wracać częściej lub rzadziej i taszczyć tą walizkę. Mąż i ojciec w końcu się dorobi lumbago, kiedy podnosi tą walizkę. Bo mnie zawsze jakiś facet pożałuje, taka lebiodka i z dzieckiem i z taką walizką. A jak doszło dziecko, to doszedł drugi bagaż podręczny 10 kg.

Cóż, wychodzi na to, że niedosyt to luksus, za to się płaci…

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

4 myśli na temat “Rozterki cudzoziemki : Walizka…”

  1. Ja tez mam podobnie. Chociaż nie przekraczam granic krajów a 350 km na północny-wschód od Trójmiasta. Wracam zawsze obładowana. od pół roku jesteśmy posiadaczami samochodu kombi bo mąż stwierdził, że jego sportowy wóz kiedyś się rozkraczy w drodze z „zapasami” od mamy. Mimo, że wszędzie można dostać wszystko to jednak „coś” tym jest, że od mamy, z domu-sentyment, smak, zapach…

    Polubienie

  2. Oooo jak ja to dobrze pamiętam 🙂 Moja walizka była zawsze załadowana ponad normę, zawsze musiałam pakować po reklamówach, upychać do podręcznego czy zjadać na miejscu 🙂 Często tez płaciłam za nadbagaż… Często jak rozpakowywałam walizkę, to unosił się ten zapach… zapach domu. Zawsze kilka dni zajmowało mi „dojście do siebie”… przegryzienie się z emigracją, tęsknotę chowałam wtedy gdzieś głęboko do kieszeni. Po kilku dobrych latach spędzonych na wyspie podjęliśmy decyzję o powrocie. Mieliśmy gdzie mieszkać, co jeść, każde z nas miało dobrą pracę… a jednak. Do polskości ciągnęło. Do domu. Nie potrafiliśmy się wpasować w angielską mentalność – każdorazowe „are you all right?” zdawało się być odpowiedzią na to, że jednak ze mną coś „nie all right….” 🙂 i pewnie to widać – dlatego się dopytują… Ale jak zaczynałam mówić to nikt nie chciał słuchać i to najnormalniejsze na świecie było 🙂

    Polubienie

    1. Ale była przygoda? Nie wiem czy tak to można potraktować… Ja to traktuje jako część mojej Podróży, część nie planowaną, tak zazwyczaj bywa… Nawet nie celem jaka to będzie cześć, może duża?

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s