Gniew kobiety czyli kolekcjonerka okruchów….

july2004_anger

To jest mój gniew,  moja wściekłość. Zbierane po trochu okruszki goryczy, frustracji, niemocy, bezsilności, rozgoryczenia, niedokochania… Kolekcjonuję te okruchy z uporem maniaka.

Ten nie wyartykułowany gniew dostajemy też w spuściznie od naszych mam, babek, prababek. On jakby był od tak dawna częścią nas i płynął w naszych żyłach.

Aż w końcu nazbiera się tyle, że już nie mamy siły go utrzymać. Sączy się w postaci nieustannej złości albo wybucha jak wulkan.

Wiele wtedy nie potrzeba aby nas wyprowadzić z równowagi. Takie drobiazgi, że mąż poprosił o kawę, że powiedział, że zapomniałam kupić coś tam…  Aż same się sobie dziwimy, że aż tyle tego tam jest. I jakże to nieadekwatne do teraźniejszej sytuacji. Bo to nie gniew z reakcji na tu i teraz, to gniew, który wzbierał w nas długo i czekał na swój czas aby powiedzieć : Jestem i co teraz ze mną zrobisz?

A co się stanie, jeżeli się nie uwolni? Nie zostanie w końcu przeżyty. Zostanie w naszym ciele, pozornie zabsorbowany, ale „obcy” dla ciała. Mości się tu, usztywnia nas, blokuje przepływ naszej energii. Zaczynamy być skostniale tu i ówdzie. Zaczynamy być twardsze tu i ówdzie, zaczynamy się opancerzać, co powoduje, ze mniej czujemy. Nie potrafimy już głęboko oddychać.

Dlatego ten gniew trzeba przeżyć, usiąść i poczuć, wziąć go do ręki i obejrzeć. Co tam jest, gdzie jego jądro. Gdzie ten malutki zalążek początku. I wtedy nie będzie rósł w siłę…I nie wymierzymy go przeciw sobie, gdy upchniemy głęboko, bo grzeczność zobowiązuje… Bycie kobietą zobowiązuje… Tylko zbyt często to zobowiązanie uderza w nas same.

I robi nam krzywdę. Jeżeli sobie pozwolimy…

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

3 myśli na temat “Gniew kobiety czyli kolekcjonerka okruchów….”

  1. Dla higieny osobistej, tak jak codzienne mycie zębów, dostałam prikaz, żeby codziennie w łóżeczko przez minute sobie grzecznie piąstkami walić, z pełną świadomością tego co czuje i gdzie jestem. Bardzo pomaga. Człowiek się robi od rana bardziej przytomny i obecny. Ale zgadzam się, to nie wystarczy, bo trzeba gniew i złość przezywać na bieżąco. Bez osadzania, ze to uczucie jest właśnie „be” i ze nie powinnam go czuć, bo przecież tak naprawdę nic się nie stało…. To się zgadza, ale tak jak piszesz, dużo i często to nawet nie jest nasze, tylko się nam dostaje w spadku 🙂 Oj, my, baby. Sama pękam z podziwu, przed naszym skomplikowaniem 🙂

    Lubię to

  2. Tekst świetny, pełen głębi, mówi o tym, o czym przy tych zapomnianych zakupach nie myślimy, co nosimy w sobie jeszcze po poprzednich pokoleniach, co nas dotyka, co przechodzi przez nasze ciało, albo raczej co nie przechodzi, upychamy toto w sobie, z uśmiechem siedzimy na tej beczce, wygładzamy fałdy, udajemy że nic się nie dzieje, że ta pokrywa wcale nie podskakuje, ale w końcu ten gejzer może wybuchnąć. Więc tak na zdrowy rozum, lepiej do tego nie dopuścić, lepiej zawczasu regularnie puszczać fajerwerki. Ale czy na pewno chodzi o wybuch, o gniew?
    Przyjaciółka mówi do mnie co jakiś czas „użyj gniewu”. Tak od lat. Bo gniew oczyszcza, wyzwala, daje siłę. Bywa, że w końcu tego gniewu muszę użyć, ale słabo mnie oczyszcza, niespecjalnie wyzwala, a siły to raczej odbiera. Ona na to, że brak Ci treningu, pracuj nad tym. Jakaż była moja radość i ulga, gdy kiedyś trafiłam na badania, wg których że gniew owszem wzmacnia, ale siebie, po prostu utrwala zachowania agresywne. Myślałam że ten naukowy autorytet stanie się suspensem w naszej wieloletniej dyskusji, ale nic się nie zmieniło, ona swoje, ja swoje. Ale dyskusja trwa, ja potrzebuję by ona pobudzała mnie do walki, ona potrzebuje abym ja hamowała jej rewolucyjne pomysły. Myślę, że nie może być celem nakręcanie się na ten gniew. Świetnie napisałaś – „Dlatego ten gniew trzeba przeżyć, usiąść i poczuć, wziąć go do ręki i obejrzeć. Co tam jest, gdzie jego jądro. Gdzie ten malutki zalążek początku. I wtedy nie będzie rósł w siłę…” Bo gdy nie mamy kontaktu z sobą samo wyrażanie gniewu niewiele zmieni, będzie potrzebowało nowych wybuchów, ale punkt wyjścia ani drgnie.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s