„Label slave” – niewolnik marki czyli urodziłam się aby kupować?

$_57

Właściwie powinnyśmy być wdzięczne. Mamy podstawowy pakiet aby przetrwać czyli wodę, jedzenie i tusz do rzęs. Ale nie, chcemy więcej…

Jestem kobietą, wiec piszę o kobietach, bo myślę podobnie, albo myślę, że myślę podobnie, bo czasami mam wątpliwości…

Jak to jest? Urodziłam się aby kupować? To jest jeszcze ok, bo właściwie dlaczego nie? Kupowanie jest fajne, podciąga poziom adrenaliny, serotoniny, dopaminy tak pięknie do góry, że nie potrzeba pigułki szczęścia. Torebka Chanel u wielu powoduje wyższe poczucie wartości. Moim zdaniem to lepsze niż terapia. Idziemy, wydajemy kasę i mamy coś. A z terapia jest tak, że idziemy, mówimy, płacimy i często nie mamy nic. Ach, zapomniałam, terapeuta ma spłacony kredyt za dom, dwa samochody i kolejna nową torebkę Chanel dla żony, kochanki, albo dla siebie. Proszę się nie dziwić, terapeuta też człowiek, ma potrzeby i popełnia błędy… O czym my zbyt często zapominamy… Ale ja nie o tym chciałam…

Ach, no można iść na terapię, bo mamy shopoholizm czyli uzależnienie od kupowania. E, tam, to ekstremum, każda kobieta to robi pasjami…

Ja też tak miałam jak przyjechałam do Anglii. Zaczęłam zarabiać sensowne pieniądze i odkryłam Sale’s, outlet’y, eBay i inne takie tam. No i się zaczęło, zachłysnęłam się – „hulaj dusza, piekła nie ma….”. Ciuch na tęsknotę, baleriny na otarcie łez, bo facet się nie sprawdził, nowa torebka na zmęczenie, a reszta to dlatego, że odbijalam sobie, że jak byłam w Polsce to takich rzeczy nie mogłam mieć, wiec teraz trzeba to sobie wynagrodzić …

Tylko pewnego dnia usiadłam przed pękającą w szwach szafą i pomyślało mi się : „Cholera, ja tego do śmierci nie wynoszę, a moda się zmienia co sezon… „. Cześć rozdałam, teraz już kupuję z głową. Też bywa, że robię sobie prezent na poprawę humoru czy otarcie łez, bo dlaczego nie?

Bo kupowanie jest fajne, a ja jestem kobietą i lubię szpilki od Kurt Geiger, bo da się w nich chodzić bez bólu…

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s