Skrzydła na urodziny…

IMG_20150515_074549

Boimy się i tego, że spadniemy i tego, że polecimy… Czego boimy się bardziej? Myślę, że nieznanego… A to, że nabijemy sobie kolejnego guza na głowie czy obijemy tyłek, to przecież już znamy.

Tak, a przecież miałam skrzydła, jak byłam małą dziewczynką. Używałam ich codziennie, kiedy dni dla mnie nie było ani dobre ani niedobre, one były takie jakie były. Używałam skrzydeł kiedy świeciło słońce i kiedy padał deszcz, rozkładałam je każdego dnia rano i składałam idąc spać. Były częścią mnie. Nierozerwalną.

Co stało się potem? Nie wierzę w to co mówią, że ktoś mi je podciął, zabrał, schował… To wszystko ja sama. Ja je podcięłam czy głęboko schowałam tak aby nawet rąbek nie wystawał, żeby, jak mi się wydawało było łatwiej, żeby dorosnąć, żeby się nie wyróżniać. Dzięki temu ogłociłam się z pewnego rodzaju czucia i przymknęłam swoje serce…

Tak jest. To nie jest o winie. Nie ma winnych. Idziemy, coś bierzemy, często płacąc za to częścią siebie. Nie wiemy, że potem będzie nam bardzo tego kawałka siebie brak.

I potem to wraca. Ta tęsknota za czymś kompletnie niezrozumiałym. Patrząc okiem dorosłej, dojrzałej, przystosowane do życia w społeczeństwie kobiety. O akceptowanej społecznie kobiety. Super!

Tylko mi to nie wystarcza.

Bo ja chcę znów wierzyć w Tinkerbell czyli Dzwoneczka. Bo ja chcę być jak Maszenka z serialu „Masza i niedźwiedź”.

Bo ja chcę stąpać po ziemi i kiedy mi przyjdzie ochota to otworzyć skrzydła i polecieć kawałek.

Bo ja nie chce już czuć tego bezdechu, tej dyscypliny, która daje mi „przykleszcza” w ciele, tego „wężykiem” kobieto… Nie chce słyszeć o zmianie konstruktywnej, o tym, żeby się nie podniecać i „przyśrubować” moje emocje do konkretnego poziomu. Że mi nie wolno wierzgnać po drodze, bo opóźniam się w drodze do zmiany. Bo to niezgodne z wytycznymi, które ktoś mi podsuwa pod nos, Ci wszyscy specjaliści od mojego życia. Nieważne, że szyte nie na miarę… Nieważne, że to ich, nie moje…

Ja idę swoją drogą. I wiem, że jest mój czas na skrzydła. One tam są.

A co jeśli polecę?

No właśnie co? Jeszcze nie wiem? Ale się dowiem…

A Ty?

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

11 myśli na temat “Skrzydła na urodziny…”

  1. Lazdy z Nas ma w sobie cos z dziecka. Kazda z Nas z refleksja patrzy wstecz majac nadzieje ze te „cos” moze powroci, moze jeszcze raz sie uda sie poczuc tj kiedys. A ja uwazam, ze to jacy jestesmy zalezy tylko od nas samych. Nie jest to zalezne od zadnych trendow, wytycznych…Kazda z nas jest chodzacym indywiduum- to w jaki sposob wyrazisz siebie zalezy tylko od Ciebie. Ja skrzydel nie chowam. Nigdy. Nie frune 3cm ponad chodnikiem kazdego dnia ale tez nie pozwalam nikomu by tlamsil moje ja swoim narzuconym swiatopogladem czy osoba …. Gdzies w glebi serca kazde z nas jest marzycielem…

    Polubione przez 1 osoba

  2. Może boimy się samego lotu? A może spadania? Może skrzydła nigdy nas nie opuszczają? Tylko wchodząc w dorosłość w naszym życiu pojawia się coś, co zmienia każdy jego aspekt – konsekwencje. Ja jestem zdania, że nigdy ale to nigdy nie wolno „uśmiercać” cząstki dziecka w sobie. Przestawać marzyć, mieć do świata odrobinę dystansu, czy nawet oglądać bajki. Obiecałem sobie, że nigdy do tego nie dopuszczę.

    Polubione przez 1 osoba

  3. „Jeszcze na strychu każdy klei połamane skrzydła!” No najwyraźniej coś podziało się z tymi skrzydłami, czy to połamane, czy podcięte czy zapomniane jakiś problem jest. Przyszło mi do głowy, że raczej ich nie używamy, bo mamy ich wypaczony obraz, trudno się więc dziwić, że jakoś nie pasują, gdy przez cudze okulary patrzymy na nie i myślimy gdzie to niby mielibyśmy zalecieć. W dzieciństwie używaliśmy ich bezwiednie, po prostu, teraz chcemy bardziej górnolotnie i spektakularnie, a może wystarczyłoby żeby podlecieć kawałek dalej, tam gdzie nas ciągnie, małą rzecz zrobić po swojemu…jedną, potem drugą.

    Polubione przez 1 osoba

  4. no to dla autorki buziak od Dzwoneczka, dla Marii też, za wypaczony obraz skrzydeł, tylko jaki jest prawdziwy obraz, pewnie dla kazdego inny, moje własnie prawie wylysiały ,po prostu poprzedni kolor piór mi nie odpowiadał, a ich konstrukcja tez byla do bani,przyjdzie mi latac na golasa zanim wypracuję sobie nowy garniturek. A moze wziąć od mamy i taty.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Myślę, że skrzydła mamy od taty i mamy. Dlatego, jeżeli one schowane z miłością i dla miłości, aby je odnaleźć, musimy wrócić do taty i mamy, na początek drogi. I potem da radę nasze skrzydła rozpostrzec, moje są skrzydłami motyla, tęczowe… proszę… Skrzydła są szyte na miarę. Każdy ma inne. Ale fajnie 🙂

      Lubię to

  5. piękna notka .. tu na Twoim blogu jest wiele takich :^)
    czuję, że nadal je mamy :^) .. może są troszkę inne niż te, któe sobie wyobrażaliśmy ale są .. może w niektóre dnie bardziej w inne mniej :^)
    w dni, które pomimo wszystko zdobywam się na jakieś ‚pay it forward’ czuje, żę nadal są :^)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s