Polacy nie lubią Polaków, którzy wyjechali… a najgorsze są nasze dobre koleżanki…

f92fd0b3fa9b4f3b4a72f94a98aaf625f4ef3424_660

Prędzej czy później dostaniemy szpilę. Przyjedziemy do Polski na wakacje, aby nasze dzieci pobyły z dziadkami, aby pooddychać polskim powietrzem, aby nasycić się polskim jedzeniem, bo nigdzie ono nie smakuje tak dobrze jak w domu.

I w końcu spotkamy się ze znajomymi, przyjaciółmi, których widzimy bardzo rzadko, a rozmowy przez telefon to przecież nie to samo. Jak zwykle pójdziemy z jakimś prezentem, drobiazgiem dla dzieci. I wszystko będzie fajnie, aż do pewnego momentu. Kiedy ktoś z naszych znajomych, najczęściej nasza dobra koleżanka nie wytrzyma i przywali nam.

Wejdziemy może na grząski temat polityki, pieniędzy, kredytów. A jest to nieuchronne w dzisiejszych czasach. Bo tym my wszyscy żyjemy. I wtedy się nam dostanie, że my nie rozumiemy jak to ciężko jest w Polsce. A jeszcze z kredytem we frankach. Przecież my zupełnie nie mamy pojęcia. Bo my sobie siedzimy tam gdzieś jak paczki w maśle, a realny świat i realne problemy są zupełnie gdzie indziej. No i palcem też będzie wytknięte nasze dziecko, które przytargało swojego ukochanego Buzz’a Lightyear, którego dostało pod choinkę –  no bo jak można kupować dzieciakowi takie drogie prezenty. Przecież to majątek, majątek! No, nas w Polsce na takie wyrzucanie pieniędzy w błoto nie stać. I rozpuszczamy te nasze dzieci, potem zobaczymy jak one nam wejdą na głowę….

I po wizycie. Było miło i się skończyło. Więc wycofujemy się rakiem do drzwi, z rumieńcem na twarzy. Wciąż nie za bardzo rozumiejąc o co chodzi. Zazdrość, zawiść, niezrozumienie?

Bo jaka jest właściwie nasza wina? Jedyna to ta, że wyjechaliśmy. I wszystkim się wydaje, że ot tak spakowane manatki i rzucamy wszystko w cholere. Taki funkcjonuje stereotyp. My wiemy, że to wszystko jest dużo bardziej skomplikowane. Nawet nie sposób wymienić głównych powodów, bo człowiek czy rodzina to zawsze inna historia. Można uprościć i powiedzieć, że faktycznie wielu z nas pojechało aby móc poprostu zarobić na rodzinę, czyli do pracy. Czasami po lepsze, godne życie. I na pewno długo każdy z nich się zmagał z podjęciem decyzji, bo to trudna decyzja. Oczywiście cześć z nas pojechała aby podnosić swoje kwalifikacje, uczyć się, część goniła za przygodą. I tak życie zarządziło, że niektórzy z nich też nie wrócili…

Tak, pewnie jesteśmy na lepszej stopie finansowej. Co mamy w zamian, oprócz tego, że możemy sobie pozwolić na więcej, więcej kupić, więcej zaoszczędzić, często wesprzeć rodziców w Polsce.

W zamian mamy – rozdarcie… To jest ta druga strona medalu, o której się nie mówi. My też o niej nie wspominamy. Wolimy o tym nie myśleć, wolimy tego nie czuć…

Ale wiemy prawie na pewno, że my wrócimy, ale nasze dzieci tutaj zostaną. Bo my chcąc nie chcąc zaoferowaliśmy im nową ojczyznę. To jest to najtrudniejsze. A reszta, tęsknota za tym co znane, swojskie, nasze. Ktoś mi powiedział ostatnio, że emigracja to trauma.

I ten ktoś miał sporo racji…

Ale kto to zrozumie?

Advertisements

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

153 myśli na temat “Polacy nie lubią Polaków, którzy wyjechali… a najgorsze są nasze dobre koleżanki…”

  1. Emigracja jest trudna. Z boku widzimy sme plusy: najpewniej kase, lepszy standard zycia, wieksze mozliwosci. Ale jak sie popatrzy z bliska, to obraz nie jest juz tak idealny. Choc trzeba miec refleksje zeby sie glebiej zastanowic a wiekszosc ludzi patrzy tylko powierzchownie. Zazdrosc i zawisc jest obecna w naszym zyciu. Nie tylko w stosunku do emigrantow 😉

    Polubione przez 2 people

    1. Byłem tylko kilka miesięcy zagranicą. Pracowałem ciężko, by spłacić kredyt hipoteczny, by móc wreszcie żyć w miarę spokojnie. Bo tylko wtedy moglibyśmy się z żoną starać o dziecko. Rzeczywistość okazała się inna. Wróciłem do Polski, żona nalegała. Ale gdy zaczęły się nam kończyć pieniądze, a ona nie mogła znaleźć pracy w Polsce to wówczas zdecydowaliśmy, że wyjedzie. Na kilka miesięcy. Wyjechała. Po pół roku wróciła na święta. Prosiłem, by została, ale jej już tamto życie przypadło bardziej do gustu. Awanse, premie, co chwila jakieś zakupy, szef zadowolony, kasa szła na jej konto. Można rzecz: pełen luksus. Zdecydowałem, że skoro jej jest tam tak dobrze, to możemy wyjechać tam na stałe, być we dwoje i tam założyć rodzinę. Protestowała. Po kilku tygodniach dostałem pozew rozwodowy. Wszystko potoczyło się tak szybko, tak nagle, tak niespodziewanie, że w pewnym momencie mój organizm powiedział „dosyć”. I wylądowałem w szpitalu. Pierwszy raz w życiu od chwili narodzin. Minął już rok od rozwodu. Nie mam już mieszkania, nie mam już ukochanej żony, nie mam już perspektyw na dziecko, którego bardzo pragnąłem. Pozostał kredyt i wspomnienia.

      Mam 35 lat i jednego się nauczyłem: emigracja rozbija związki. A w najgorszej sytuacji są dzieci. W moim przypadku na całe szczęście w tym nieszczęściu ich nie było. Ale jak patrzę na bliższych i dalszych znajomych to po prostu mi się przykro robi, ile te dzieci muszą wycierpieć.

      Zagranicę często wyjeżdżają ludzie młodzi w przeświadczeniu, że tam kasa będzie wpływała do kieszeni w zasadzie za samo bycie. Wielu Polaków (obu płci) się mocno rozczarowało, sam widziałem. I musieli za pożyczone pieniądze wracać do kraju. Ja pracowałem ciężko fizycznie, choć w Polsce mam pracę umysłową „za biurkiem”. I nie wstydzę się tego. To mnie nauczyło wiele, poznałem kraj, kulturę tamtejszą, pogodę typowo brytyjską, mam znajomych z innych europejskich krajów. Bilans zysków i strat jest według mnie niewspółmierny. Bo utraciłem kogoś, kogo kochałem ponad wszystko, komu poświęciłem dekadę swojego życia, kto był dla mnie zawsze „numero uno”. To się już nie powtórzy.

      Nie ma czego się wstydzić, że mieszka się poza granicami Polski, że się zarabia więcej, że się wydaje więcej. Jeżeli człowiek ma dobrze poukładane w głowie, nie leci na kasę i władzę, to odnajdzie się w każdej sytuacji. A Polacy są narodem zawistnym. Przeszłość pokazała, że umiemy się jednoczyć tylko w obliczu zagrożenia zewnętrznego. Gdy wszystko jest w miarę okey to rywalizujemy ze sobą na wszelkie możliwe sposoby i jeden drugiego by zabił, żeby tylko tamten nie miał lepiej. Robiąc czasami zakupy w Morissonie czy w Asda obserwowałem Polaków żyjących w UK i rzadko kiedy w takich sytuacjach się przyznawałem, że jestem też Polakiem. Bluzgi i obelgi, szyderstwa i chamstwo. Nie wszyscy oczywiście. To też muszę zaznaczyć.

      Sytuacja Polski będzie w Europie coraz trudniejsza. Społeczeństwo się starzeje. Wielu młodych wyjechało, tylko część powróci. Rodzi się mniej dzieci, mniej niż w latach 80. czy 70. Nie jest to zbyt optymistyczna perspektywa.

      Polubione przez 5 people

      1. Trzymam kciuki za nowe życie. Niech szybko znajdzie się w nim jakaś iskra, która pozwoli na nowo mieć tę radość dnia codziennego. Nie ma co zapominać, trzeba się z tym pogodzić, zrozumieć, wybaczyć i zaakceptować, że ta druga osoba wybrała inną drogę. Kto wie, co dzięki temu Cię jeszcze czeka… a 35 lat dla faceta to siła wieku;)

        Polubione przez 1 osoba

      2. Bardzo to smutne ale co nas nie zabije to nas wzmocni. Podnies wysoko glowe i nie wspominaj , nie miej zalu , wybacz. Czujemy sie ofiara gdy nie wybaczylismy , gdy nie uporzdkowalismy sobie problemu w sercu i glowie. Glowa do gory , jestem pewna ,ze w zyciu doswiadczysz mnostwo wspanialych chwil , znajdziesz milosc i ta pierwsz moze wydac Ci sie niedojrzala , zmaleje jej wartosc w Twoich oczach. Tego Ci zycze. Wiem co mowie , mam 54 lat i 2 rozwody – wydawalo mi sie bardzo bolesne , bo oszukano mnie tak jak Ciebie. A dzis pierwszego pamietam bo mam dzieci , dzis juz dorosle . Ale 15 lat trojka dzieci opiekowalam sie sama bez jakiej kolwiek pomocy .Drugiego zapomnialam nazwiska i kiedys uslyszalam to nazwisko i sie zastanawialam ,ze jest mi jakos znane. Hehe. Tak bylo naprawde. Czytam tu duzo komentarzy o zazdrosci , zawisci ale piszacy pisza w tym samym stylu. Krytykuja ANGLIKOW , nastawienie znajomych , rodziny a wystarczy zachowac sie po ludzku. Nie byz snobem zrozumiec sytuacje tych co zostrali , wytlumaczyc ze nikomu nie jest latwo po obu stronach biegunow. Ale niekoniecznie dziecko musi machac pod nosem droga zabawka , uczmy tez dzieci szacunku i zrozumienia do biedy, klopotow. Moze o to jest ten spor , ze to my wracajac lub przyjezdzajac do Pl zachowujemy sie jak przyslowowe „buraki” . Mieszkam ladnych pare lat w Norwegii i jadac do domu ,zadny moj znajomy nie odczul ,ze mam lepiej , nikt sie nie odwrocil , nie zerwal przyjazni , nikt mnie o nic nie prosi jest tak jak bylo albo jeszcze lepiej . Szanujemy sie ,cieszymy sie mozliwoscia spedzenia ze soba kilku chwil, naladowaniem baterii na caly rok zeby miec to swiatelko w tunelu we wspomnieniach. Nikt mi niczego nie zazdrosci bo tez nie daje nikomu powodu. Zawsze mowie ,ze pracuje ciezszej niz w Pl bo w obcym srodowisku , bez zrozumienia moich problemow , mowie o tesknocie o nostalgii. Nie boje sie mowic o moich uczuciach ze lzami w oczach. Moze tego sie trzeba nauczyc , zeby drudzy nas tez zrozumieli? I to jest prawdziwa przyjazn i prawdziwa rodzina i po tym poznajemy kim jestesmy dla drugich osob. My nie mamy empatii to nie dziwmy sie , ze drudzy jej nie maja dla nas. Ot i cala filozofia. PoLACY ZROBILI SIE TACY KONSUMPCYJNI , kazdy mysli tylko o sobie i o tym czego potrzebuje czego mu jeszcze brakuje do czego ??? do szczescia???? O biedny narodzie jesli miara szczescia sa nasze dobra materialne , co z nimi zrobicie na starosc, co sobie za to kupicie ? Zdrowie , milosc, przyjazn ??? Mieszkalam w Pl i bylam najmniej zamozna z moich przyjaciol bo tez czego mozna sie dorobiz z 3 dzieci samotnie. Ale bylo fajnie , fajniej niz tu teraz . Niby mam pieniadze i wszystko czym mozna sie cieszyc – a ja sie nie ciesze.BYC a nie MIEC powinno byc dewiza zycia.

        Lubię to

      3. Masz 35 lat i piszesz, ze nie masz perspektywy na dziecko??? Ja swoje urodzilam niedlugo przed 40-stka. Dasz rade, podniesiesz sie, spotkasz kogos z kim bedziesz szczesliwy. Moze to teraz tak nie wyglada, ale kto wie, moze to i lepiej? Moj maz czesto powtarza, ze powinnismy byli spotkac sie wczesniej, mielibysmy wiecej czasu do spedzenia razem. A ja jemu, ze gdybysmy sie wczesniej spotkali to na pewno bysmy sie niedocenili. Na wszystko przychodzi w zyciu czas.

        Polubione przez 1 osoba

      4. Przeczytałam cześć komentarzy, z niektórymi sie zgadzam, z niektórymi mniej. Sama jestem na emigracji juz jakiś czas, nie mam tu rodziny, ani wielu znajomych. Pracuje w szpitalu, od początku cieżko harowałam aby sie tam dostać. Mam perspektywy zawodowe, możliwości rozwoju, jakieś pieniądze, ale nigdy nie pomyslałam przed wyjazdem ze będe tu taka samotna. Mówicie o rozpadających sie związkach, przeciwnościach losu dla Waszych rodzin a ja chce wspomnieć o takich, którzy wyjechali, maja swoją karierę i nie maja z kim sie dzielić sukcesami. Nie sądziłam ze wyjazd za granice przyniesie mi z czasem taka samotność, niby Nas tu tyle…

        Polubione przez 1 osoba

      5. To nie emigracja rozwala zwiazki. Tysiace razy slyszalam,ze maz na pewno mnie zdradza, zdradzi , zostawi…Zylismy osobno od stycznia do maja nastepnego roku i myslelismy tylko o tym,zeby ten trudny czas sie nie powtorzyl. Wytrwalismy, bo kochalismy sie i teraz po 9 latach od rozlaki spedzamy kazda mozliwa chwile razem
        . Zostawilam prace za biurkiem , patrosze ryby na islandii ale jestesmy razem.

        Lubię to

      6. Nie poddawaj sie. Zycie jest wiele warte, nie jestes sam. Rozgladnij sie a zobaczysz ze calkiem nie jest zle. Czas wyleczy rany. Nie daj komus przekreslic twoje zycie.

        Polubione przez 1 osoba

      7. Artykul sponsorowany…jak wiadomo biuro moja norwegia miesci sie w Polsce i z czegos musi sie utrzymywac,jak rowniez tym co sponsoruja takie artykuly zalezy na powrocie taniej sily roboczej do PL.

        Polubione przez 1 osoba

      8. ,,Przeszłość pokazała, że umiemy się jednoczyć tylko w obliczu zagrożenia zewnętrznego. Gdy wszystko jest w miarę okey to rywalizujemy ze sobą na wszelkie możliwe sposoby i jeden drugiego by zabił, żeby tylko tamten nie miał lepiej”

        Jeśli zazdrość występuje tylko w Polsce u Polaków, to czemu mamy jeden z najniższych wskaźników przestępczości na świecie? Zobaczcie co się dzieje w USA, tam ludzie kradną dla zabawy? Zazdrość to cecha ludzka a nie narodowa.
        Bzdura, nie rozumiesz o co chodzi w demokracji. Proszę zobaczyć debatę jakąkolwiek w USA, czy w UK – masz po prostu kompleks postkolonialny.
        Przeszłość pokazuje również, a Ty tego nie dostrzegasz, że Polska leży w środku sił Euro-Azji. W Polsce ścierają się wpływy niemieckie i rosyjskie, poznajcie w końcu historię swojego własnego kraju, bo głupoty jakie wypisujecie przerażają.
        Demokracja nie polega na tym, żeby wszyscy myśleli jednakowo.
        pozdrawiam.

        Polubione przez 1 osoba

      9. To, co tu piszesz, to kompletne bzdury. Polska to rozwinięty, bogaty kraj Zachodu, z którego nikt nie wyjeżdża, tylko to inni przyjeżdżają, Polacy nie są zawistni, ani biedni, tylko bogaci i serdeczni. I na pewno nie ma tak, że się jednoczymy tylko w czasie walki, a głównie w czasach pokoju, bo dawno temu byśmy przestali istnieć.

        Lubię to

    2. hmmm z pierwsza czescia sie zgadzam, ludzka zazdrosc nie zna granic, a te plotki typu ten to juz zagraniczniak, zdrajca narodu Polskiego, nie ma pojecia o zyciu itp sa straszne i ponizej pasa 🙂 kazdy z Nas emigrantow wie ze musielismy zaplacic frycowe 😉 z druga czescia zgadzam sie tak pol na pol oczywiscie teskni sie caly czas, zagubienie jest ale na poczatku, pozniej juz jak czlowiek wyrobi sobie swoje miejsce w spoleczenstwie i do tego dojdzie dobra kariera to pozniej jest juz z gorki 🙂 najwazniejsze aby nie zamykac sie w sobie i nie izolowac od danej narodowosci, oczywiscie jestesmy Polakami i zawsze nimi bedziemy wiec jakies zmiany na sile aby stac sie np amerykaninem sa zalosne ale warto zawierac znajomosci nie tylko z Polakami bo to nam pomoze czuc sie jak w domu a nie jak na wygnaniu. Najwazniejsze aby wyjechac po lepsze jutro, po rozwoj, po dobra przygode zycia, bo zadna szkola nie zastapi szkoly zycia na obczyznie 🙂 pozytywne myslenie, otaczanie sie pozytywnymi osobami i do przodu, nie ma co patrzec na to co ludzie mowia, bo to tylko wyssane z palca bzdury 😉 pzdr L 😉

      Polubione przez 3 people

      1. Proszę nie pisać bzdur, przecież wszyscy doskonale wiemy ze jemy jako Polacy nigdy np.z Anglikami się nie zaprzyjaznimy bo Anglicy uważają nas za ,, murzynów, , i taka jest prawda..nawet nie mieszkają tam gdzie my, jesteśmy od nich bardzo odgrodzeni bo mam wrażenie ze się nas brzydza 😦

        Polubione przez 1 osoba

    3. „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”, moja sis siedzi tam 4 lata, z mężem, dzieckiem, sama jak palec. siostra brata miała być ich wsparciem, ostoją – kazała im sobie płacić dosłownie za wszystko. ciułanie każdego funta, by uzbierać na bilety, na zakupy jedzenia w PL aby wysłać paczką do UK, tęsknota, samotność… o tym nikt nie mówi. mój siostrzeniec dorasta, wnuk moich rodziców i my na co dzień w tym nie uczestniczymy, tego nie kupimy za żadne pieniądze. droga autorko – pracuję w banku i co chwilę słyszę, że komuś jest ciężko spłacać kredyt we frankach, ludzie pytają co z tym zrobić, jaki bank ma na to pomysł… odpowiadam są dwa wyjścia: wyjechać do szwajcarii i zarabiać w CHF lub sprzedać chatę, spłacić kredyt, jak nie starczy przewalutować na PL i dalej spłacać…w końcu „widziały gały co brały”, nie ma przebacz, ewentualnie mogą sprzedać nerkę aby pozyskać środki…inni płacą wyższe raty w złotówkach, więc nie rozumiem w czym problem?! a znajomym szybciutko bym ukróciła ich monologi malkontenckie – nie podoba się to pakuj walizy i jazda do UK na przysłowiowy zmywak, do NOK na kutry czy chaty z bali składać… chyba, że ciężkiej pracy się towarzystwo boi. w polsce nie jest jeszcze aż tak źle im, bo mają dziecko, a ja nie i mają czas i siłę na dyskusję i zazdrość ślepą, ja jak wracam po 10 godzinach pracy padam na gębę i mam gdzieś co mają inni, byle byli zdrowi, to się liczy. i na koniec cytując świetny tekst z filmu „Bogowie” – „Polak Polakowi to nawet porażki zazdrości”. wszystkim, którzy przeczytają moje wypociny życzę zdrowia, zdrowia fizycznego i psychicznego w tym chorym, zaściankowym społeczeństwie

      Polubione przez 4 people

      1. Witam mieszkałam z rodzina 5 lat na zielonej wyspie i owszem jak się ma prace na życie godziwe wystarczy, im więcej dzieci tym lepiej pod względem finansowym ..A jak się tą pracę straci to tamtejsze urzędy przyznają zasiłek dla osoby która straciła pracę i dla jej rodziny a także dodatek mieszkaniowy..i to wszystko jest ok nikt głodny i bosy nie chodzi leki za darmo, dzieci w szkole nie uprawiają rewi mody wszyscy równi i tak samo traktowani… pensja lub zasiłek co tydzień wypłacany na 12 polskich wypłat powiedzmy 2000 zł tam takich 52 w roku…różnica kolosalna i wszystko super tylko że tęsknota za krajem znajomymi rodziną nie do opisania jeszcze zależy kiedy się wyjedzie w jakim wieku zaklimatyzować się ciężko inny kraj inna kultura..język..pojedz zostań przekonaj się owszem można podróżować do kraju ale juz tak często jak by się chciało nie możliwe nawet przy 52 pensjach…..owszem fajnie by było jak by bylo tak w naszym kraju..nie jest ani dla młodych ani dla emerytów…A szkoda ja wróciłam.

        Polubione przez 2 people

      2. bzdury piszesz Alina. Moze Polacy w Anglii wyrobili sobie taka opinie ale nie wszedzie. Ja mieszkam na stale w belgii. Mam wspanialych przyjaciol belgow na ktorych moge bardziej liczyć niz na polakow. Nikt mi nigdy nie dal tu odczuc ze jestem obcokrajowcem. Za polska nie tesknie bo niby za czym???? za bezrobociem? za coraz to bardziej drozszym życiem??? bez perspektyw na jakikolwiek rozwoj??? a jeszcze jako samotna mstka nie dam rady się utrzymac. Niestety takie sa realia. Jestem polka zawsze bede się nia czuła ale niestety do polski wracac nie zamierzam bo tu zarabiajac trochę ponad najnizsza krajowa daje rade utrzymać siebie dziecko mieszkanie samochod i co najmniej raz w roku fundujemy sobie wakacje. Jedyne czego mi z pl brakuje to mama i siostra

        Lubię to

    4. zazwyczaj okazuje się że ci co wyjechali tak naprawdę nie byli przyjaciółmi ani nawet znajomymi bo jak prosisz żeby rozejrzeli się dla ciebie za pracą to nagle nabierają wody w usta albo tym bardziej zaczynają opowiadać jak w uk lub norwegii wcale nie jest fajnie a jak poprosisz żeby ci coś kupili prześlesz kasę bo tam jest tańsze niż tu to niestety nie ma czasu chodzić po sklepach. Ja się zawiodłam na kilku osobach i nawet jak przyjeżdżają to nie chce mi się z nimi spotykać. Owszem zapraszają do siebie ale w bliżej nieokreślonej przyszłości. Kiepsko z tymi naszymi rodakami.

      Lubię to

      1. Nigdy nie miałam problemu, by kupić coś i wysłać. Skoro u mnie taniej, to pewnie! Po co przepłacać. Zdarzało mi się kupić cos za własne pieniądze i wysłać do Polski i nie oczekiwałam zwrotu kasy. Nie miałam też kiedyś problemu z pomocą w znalezieniu pracy, dałam dach nad głową, wikt i opierunek a później byłam największym wrogiem. Tyłek obmyty tak, że słuchając nie miałam pojęcia, że to o mnie. Nigdy nie oczekiwałam wdzięczności i calowania po rękach za pomoc ale do groma mogę chyba oczekiwać uczciwości i zwykłego szacunku. O ile w UK dość szybko można się usamodzielnic, bo wypłaty są tygodniowe, to ściągając znajomych do Norwegii musiałam utrzymywać ich przez dość długi czas, by mogli odłożyć na wynajem mieszkania. To jest powód dlaczego powiedziałam dość! I przestałam pomagać. Nie jestem dojną krową, która można robić w konia. Pracuję, mam na utrzymaniu dzieci i to o nich mam myśleć a nie o sponsoringu znajomych, którzy nie potrafią nawet powiedzieć później zwykle „dziękuję”.

        Polubione przez 1 osoba

    5. Pewnie, że niektórzy „tutejsi” (bo trudno ich nazwać Polakami) nie lubią tych co wyjechali, ale należy pamiętać iż dotyczy to przede wszystkim „najgorszego sortu”, gdyż burakowi zawsze skacze gul kiedy jego krajanowi dzieje się dobrze. Tutejsi nie cierpią Polski i polskości jako takiej. Stąd ich niechęć do wszystkiego co przypomina skąd im nogi wyrastają oraz, że nie są żadnymi „Europejczykami” jak przekonują popularne, „postępowe” pisemka dla potrzebujących dowartościowania, zakompleksionych ćwierćinteligentów. Na forach tychże pism można także znaleźć najwięcej zawiści kierowanej pod adresem emigrantów.

      Polubione przez 1 osoba

  2. Najczesciej wyjezdzamy za „chlebem”. By dostawac uczciwe wynagrodzenie za wykonana prace, by nie martwic sie jak zyc od 1szego do 15ego etc, jak oplacic rachunki i zapewnic byt bliskim… ja to wiem jak jest jest ciezko na obczyznie. Ty to wiesz- ile jest wyzeczen, lez i tesknoty za „swoim za tym co znane”… ci co sa w pl – tez moga wyjechac, ale nie zrobia tego. Najtrudniej jest wziac zycie w swoje rece byc panem i kowalem swojego jutra, byc odpowiedzialnym za swoje decyzje. Prosciej jest zostac, komentowac i narzekac…

    Polubione przez 3 people

      1. I patrzec Na nas jak Na skatbonki czy kasy zapomogowo pożyczkowe „bo przecież wiem, że masz” bez zastanowienia, że każdy z nas ma swoje rachunki do zapłacenia, wynajem, czasem kredyt, opłaty jak każdy śmiertelnik i jeszcze do domu się jedzie, jakiś drobiazg dla każdego….. a ile z tych „pozostałych” nas tymi upominkami wita?
        Smutne to…..

        Polubione przez 1 osoba

  3. Mnie najbardziej drażni że ludzie myślą że my na emigracji pieniądze dostajemy za nic! Owszem przy pracy na najniższą krajową też jest się wstanie przyzwoicie żyć , ale musimy na to zapracować. Tak samo wstajemy rano do pracy,tak samo wracamy zmęczeni, a że nas stać na nieco więcej? No trudno,nikt nikogo na siłe w polsce nie trzyma.

    Polubione przez 2 people

      1. Wyjechalam 20 lat temu do pracy, wykiwal mnie wspolnik, stracilam wszystko plus komornik na karku, niepelnosprawne dziecko i inne atrakcje… Moim znajomym wydawalo sie, ze skoro ja za granica to mi pieniadze na drzewie rosna. Bylam z natury szczera i hojna ale zachlanni na cudze ludzie mnie tego oduczyli. Osoba ktora nazywala sie moja najlepsza przyjaciolka potrafila np bez portfela przyjsc na spotkanie ze mna do knajpy bo przeciez ja mam to jej postawie i piwo, i zarcie, i taksowke itp. Nie mowie zebym tego nie zrobila ale taka nahalnosc mnie mierzi. I te ciagle docinki w Polsce: a tobie to dobrze, a nam tu ciezko, a to a tamto. Wbijanie w poczucie winy. Kiedys sie wkurzylam i na w/w dictum mowie: to trzeba bylo tez wyjechac. „No wiesz, ale ja nie znam jezykow”. „To trzeba bylo, k* mac, sie uczyc”. Zaczelam byc wredna – instynkt samozachowawczy. „O, ale zhardziala za granica, dupa jej urosla”. Taaa, badz mila, uprzejma, grzeczna, pokaz ze wysluchasz, ze rozumiesz – to ci na glowe wyjda. To nie moja wredota – to reakcja na akcje. Bo nikt nie wie ile musialam przejsc zeby sie tutaj z dziecmi osiedlic, zeby stac sie pelnoprawnym obywatelem i ze nie bylo tak kolorowo jak im sie wydaje – tylko po co mam o tym mowic? Bylo minelo. Wywalczylam wszystko sama, nikt mi nie dal. Skoro ja moglam to kazdy by mogl. Skoro nie zrobil – to znaczy ze nie mogl lub nie chcial. Moja zasada: nie narzekaj (bo wtedy para idzie w gwizdek i nie ma energii na nic innego) tylko dzialaj. Rob cokolwiek byle do przodu, byle nie zagrzebac sie w samouzalaniu i oczekiwaniu ze inni za nas zrobia. Nie lubie liczyc na innych, w sobie mam najpewniejsze oparcie.

        Lubię to

    1. Każdy może teraz wyjechać do Anglii ale pamiętajcie zwycieza ten kto zostaje tu w Polsce i żyje tutaj na poziomie Anglii a nie ten kto bierze manatki i wyjeżdża…zacytuję ,, straciłeś orientację masz zjazd na emigrację,, dziękuję i przepraszam. Pozdrawiam wszystkich wygnancow którzy nie dali sobie rady w PL.

      Lubię to

      1. Olu prowadziłem firmę budowlaną 10 lat zarabiałem na poziomie zarobków Angielskich do czasu kiedy Państwo nie pozbawiło mnie wszystkiego,jeden kontrakt za który nie otrzymałem pieniędzy,niezapłacone faktury i stałem się bankrutem z długami, (musiałem płacić VAT od niezapłaconych faktur,ZUS-y po 1000zł na miesiąc gdy czekałem na wyjaśnienie sprawy ,długi u ludzi musiałem wziąść kredyty żeby zapłacić dziesiątki tysięcy wynagrodzeń,niezapłacone hurtownie itd). Po 2 latach w UK wychodzę na prostą spłacając powoli długi które nie powinny być gdyby Państwo inaczej podchodziło do przedsiębiorców a nie ich okradało.Musiałem wyjechać z całą rodziną żeby ją jeszcze mieć.

        Polubione przez 1 osoba

      2. Bzdury Olu! W Polsce pracowalam jako anglistka, na dwoch uczelniach, w liceum + korepetycje = na czysto +/-6000 zl. Przyjechalam do Canady. Przez dwa pierwsze lata czekalam na work permit, utrzymywal mnie maz. Uznali moje kwalifikacje z Polski, wbrew temu co sie mowi. Po dwoch latach dostalam prace jako… English Language Professor w College’u, ale nie mam stalego zatrudnieneia, tylko jako part-time. Standard zycia mam wyzszy niz w Polsce, opieke zdrowotna za darmo, a nie haruje tyle co w Polsce. Ludzie wyjezdzaja z Polski bo maja dosc polskiej mentalnosci: chlania, narzekania, zawisci i nieproporcjonalnie niskich zarobkow do statusu spolecznego badz kwalifikacji. Wiecej porozmawiamy jak bedziesz sie zblizac do wieku emerytalnego…

        Polubione przez 2 people

      3. Alicja zgadzam się z Tobą. Moja przyjaciółka od lat pracuje w dwóch szkołach jako nauczyciel plus w sobotę przez 2 godziny prowadzi prywatnie zajęcia. Ostatnio była u ZUS aby zobaczyć jaka jej się należy emerytura za ileś tam lat i się załamała…

        Lubię to

      4. Twoj komentarz jest zlosliwy , zachowanie twoje podobne o ktorym jest napisane wPoscie Sylvie.”Nie dali sobie rady w Pl’u” ha ha ah ! Ja ucieklam w 1979 przed komunistami ! prace jako zlotnik maialm ciekawa i bardzo dobrze platna nie potrzeba mi az tak bylo emigracji .mimo ze przez pare lat moj standart zyciowy sie obnizyl to nigdy nie zalowalam mojej decyzji.najgorsza w Polsce jest ta zawisc, udowodnienie komus ,ze sie jest lepszym od innych nieuzytecznosc i podlosc.Wiele by tu wymieniac.Dla mnie to szok bo opuszczajac moj kraj 36 lat temu zostawilam spoleczenstwo zyczliwe, zgodne i przyjazne, obecnie ci sami ludzie sa inni sa falszywi,zle sie czuje w ich towarzystwie.

        Polubione przez 2 people

      5. Absolutnie nie zgadzam sie z toba. Wyjechalam zaraz po studiach 12 lat temu. Polska pozwolila mi sie wyedukowac, a na koniec studiow pozyczka 30 tys zlotych do splacenia! Takich pieniedzy w zyciu na oczy naraz nie widzialam. A tu teraz brak perspektyw na prace, zero kasy i po wyprowadzce z akademika zero zakwaterowania ( u rodzicow malutkie mieszkanko a ja mialam juz wtedy stalego chlopaka z ktorym chcialam zamieszkac). Decyzja o wyjezdzie do Uk byla najlepsza w naszym zyciu. Zaczynalo sie od sprzatania, potem szybko kursy i lepsza praca. Pol rok i kredyt studencki splacony. W Polsce splata zajela by mi pewnie z 10 lat! W UK mialam tez przyjemnosc studiowac na studiach dziennych i przekonac sie, o ile lepiej przygotowuja one do podjecia samodzielnej pracy i ile daja mozliwosci rozwoju. Nie wspominajac juz o 8 x wiekszych zarobkach minimalnych. W 12 lat w UK dorobilismy sie dwoch domow, kupujemy trzeci w Londynie, jezdzimy 2-3 razy w roku do cieplych krajow i jesli wrocilibysmy do Polski bylibysmy milionerami. Majac tylko po 35 lat moglibysmy kupic sobie przepiekna wille nad jeziorkiem i zyc na wysokim poziomie wogole nie pracujac. Ale nie wrocimy. Nigdy! Nawet nie moge juz ogladnac telewizji aby nie przeklinac w duszy kiedy widze co sie dzieje w polityce czy sluzbie zdrowia. Wole zostac w UK bo zyje mi sie tu bardzo dobrze. Mam tu wiecej znajomych obcokrajowcow niz Polakow i jedynie tesknie za babcia. Reszta rodziny nawet kartki na Swieta nie wysle, wiec mi ich nie brakuje. Rodzicom oplacam bilety do nas i widujemy sie kilka razy w roku. Nie wiem jak ty na to patrzysz ale ja wiem jedno. Zapracowalismy sobie ciezko na kazdego centa i jestesmy z tego bardzo dumni i nie wazne czy dorobiles sie w Polsce czy za granica, wazne ze sobie poradziles bo znam tez i takich w UK, co ciulaja od rana do nocy 7 dni w tygodniu i nadal nie maja nic, zyja od pierwszego do pierwszego. Jesli jestes nieudacznikiem, to nawet Anglia ci nie pomoze.

        Polubione przez 1 osoba

      6. Ja nie wyjechalam za przysłowia kasa bo mi jej nie brakowało.
        Wyjechalam bo pl to zacofany kierowany zazdrością rasistowski i nietolerancyjny kraj. Tu na polakow nie ma co liczyć moi szkoccy przyjaciele są i zawsze mogę na nich liczyć!!!

        Polubione przez 1 osoba

  4. Pewnie masz rację, że prędzej czy później gdzieś to każda z nas usłyszy. Ale czy to nie dotyczyło także nas kiedy jeszcze byłyśmy w Polsce? A koleżanki często same miały ochotę wyjechać tylko przygniótł je strach i poczucie, że sobie zwyczajnie nie poradzą.
    Jedno wiem na pewno, że spotykając się z taką sytuacją nie wychodziłabym czerwona, rakiem i z poczuciem winy. Nie mogę się tu z Tobą zgodzić. Ta decycja i to życie, na któ®e się zdecydowała to nie powód do wstydu. I na pewno nie pójście na łatwiznę. I jeśli jakaś pseudo koleżanka tego nie rozumie to niech sama się wstydzi…

    Polubione przez 2 people

    1. Myślę, że my wycofujemy się zaklopotani. Ale też jest nam wstyd i mamy poczucie winy. Te hasła Bóg, honor i ojczyzna wciąż w nas tkwią. I łatwo manipulować naszym poczuciem winy, nawet tylko lekko zahaczajac o te pojęcia… Takie mam odczucia. Zgodzisz się ze mną?

      Lubię to

      1. Jeśli bym się wstydziła to tylko tego, że wcześniej nie zauważyłam jaką mam krótkowzroczną i wpatrzoną w siebie tylko koleżankę. Pewnie by to była moja ostatnia u niej wizyta bo moje życie jest za krótkie żeby otaczać się ludźmi, których tak naprawdę nie interesuję ja jako ja, tylko ktoś komu można dogryźć i niesprawiedliwie potraktować. Więc nie. Nadal nie zgadzam się z Tobą 🙂 Bóg, honor, ojczyzna? Tak wiem, że próbowano to w nas wtłoczyć, ale jeśli jesteś myślącym człowiekiem i zdajesz sobie sprawę, że to manipulacja to chyba nie dasz sobą manipulować?

        Polubione przez 1 osoba

      2. Ola, problem w tym, że ludzie często mówią i wcale nie chcą Cię zranić tylko klapia dziobem bez sensu… Więc nie myślę, żeby zaraz tak wszystkich pogonię, bo kto by się ostał? 😉
        Ja wierzę w to Bóg, honor, ojczyzna, to da korzenie, to jest tradycja, ale, może tak ALE , trzeba do tego mieć odpowiednie podejście, dystans tak jak mówisz nie dać się zmanipulowac ani wkręcić, bo o to łatwo… Tak sobie myślę… z rana 😉

        Lubię to

      1. Właśnie,ładnie i bajkowo wygląda to tylko z boku.Skąd ci wszyscy co zostali w Polsce mogą wiedzieć jak jest za granicą.Każdy myśli,że tu wystarczy palcem kiwnac i kasa leci z nieba.Nikt kto nie był sam na emigracji nie ma zielonego pojęcia jaka drogę trzeba przejść,żeby mieć to lepsze życie.Nikt nie pomyśli nawet,że gdyby w Polsce miało się godna pracę,z godnym zarobkiem zostałoby sie w kraju.

        Polubione przez 1 osoba

  5. Życie emigranta to jedna wielka tęsknota. Wyjezdzasz z Polski to tesknisz za rodzina, znajomymi, jedzeniem, świetami, itd. A kiedy wracasz tesknisz za krajem w ktorym spedziłes ostatnie lata. Bo chcac nie chcac poznaje sie nowych ludzi, przyzwyczaja sie do nowego otoczenia, jedzenia generalnie innego zycia. A nie ma co ukrywac ze powrot do polskiej zeczywistości jest bardzo brutalny… Kto nigdy nie byl na emigracji to nie zrozumie emigranta… Kiedyś w świeta moja mama rozplakala sie do sluchawki ze nie ma mnie. Tylko ze ja swieta spedzalam sama a ona z cala rodzina. W koncu jej powiedzialam zeby postawila sie na moim miejscu i przestala plakac bo to nic nie da. Takie sa nasze wybory i musimy nauczyć sie z tym zyc. A ludzie zawsze beda lepiej wiedzeć i gadać, zreszta Polacy słyna z zazdrości i nienawisci do innych.

    Polubione przez 1 osoba

    1. ,, Polacy słyna z zazdrości i nienawisci do innych.”

      Słynny to jest Twój kompleks niższości.
      Polacy słyną z nienawiści? Zabawne, bo nasza historia mówi nam co innego. (:
      Napiszę Tobie coś byś skutecznie wyleczyła się z kompleksu bycia tym wstrętnym Polakiem. Kiedyś istniał taki twór, który zwał się Rzeczpospolita Obojga Narodów i wtedy to Niemcy emigrowali do ,,Polski”(Korony) za chlebem i swobodą a nie na odwrót. Szok? Prawda?

      Lubię to

  6. Dziękuję za ten post. Właśnie noszę się z zamiarem napisania postu o emigracyjnym wymiarze miłości ojczyzny,wiele prawdy zawarłas w swoim poście. Odrzucenie,gorycz niezrozumienia i to nasze wzajemne oddalenie się od siebie MY tutaj…-ONI tam…

    Polubione przez 1 osoba

  7. Ale po co się ekscytować? Wystarczy odpowiedzieć: wyjedź, znajdź swoje miejsce a potem pogadamy. Wszystkim na emigracji życzę szczęścia, pieniędzy i spełnienia marzeń – bo przecież po to wyjeżdżamy.

    Polubione przez 2 people

    1. A ja tego życzę też tym co zostali ….
      Bo troche przebija z niektórych komentarzy, że „MY” na emigracji to mamy ciężko, a „WY” w Polsce nic o życiu nie wiecie. Różni są ludzie, różne charaktery, różne sytuacje. Jedni zostają, jedni wyjeżdżają, niekomu nie jest łatwo. A ci co krytykuja (i tych wyjeżdzacjących i tych co zostali), to zapewne wszystko krytykują – i rząd, i pogodę, i panią w sklepie…

      Polubione przez 1 osoba

  8. Okropne jest liczenie cudzych pieniędzy, okropna jest zazdrość. Nie wiem czy to typowe dla polskiej mentalności, zawsze znajdzie się ksiądz, który będzie zazdrościł aptekarzowej lekkiego porodu.

    Polubione przez 1 osoba

  9. A jeszcze do tego, wszystko to, o czym piszę na swoim blogu – językowe przepaści, które tworzą sie pomiędzy nami, naszymi dziećmi i rodzina, przyjaciółmi w Polsce – My stajemy na głowie, zeby dzieci znały polski a nikt nie wie ile nas to kosztuje czasu i pracy i energii i emocji… Pozdrawiam serdecznie!!

    Lubię to

  10. Powrót z emigracji to jeszcze większa trauma. Bo przecież co marudzisz jak euro przywiozłaś, a jeszcze u rodziny masz wsparcie mieszkaniowe. No taka to pożyje. Kosmetyczka na dzień dobry i karnet na siłownię. I jeszcze smęci.. że autostrad nie ma i przychodnia jeszcze komunę pamięta. Nikt szoku nie rozumie, że w aptece zapłacić musisz. No bo, że z ubezpieczenia nie ściągną !? i tak dalej. I tak w kółko. Wrastasz na nowo w te dziurawe drogi. W to TESCO nieuporządkowane.. i te dziadki niezadowole co na ulicach nosem na wszystko zgrabnie kręcą..

    Polubione przez 1 osoba

  11. Dziwi mnie to wieczne marudzenie „emigrantów”, a już najbardziej narzekanie, że po powrocie ludzie nie padają im do stup pod tytułem „jak ja się cieszę, że wróciłeś/odwiedziłeś”. Nie można tego oczekiwać, wyjechaliście z własnej nie przymuszonej woli więc nie dziwcie się, że znajomych takich jak kiedyś już nie ma itp. Sam byłem na emigracji 4 lata, prawdziwi przyjaciele nimi pozostali, a Ci byle jacy to wiadomo. Czemu pojechałem ? „dla lepszego życia” które wcale tam lepsze nie było, obcy język, tęsknota za rodziną, przyjaciółmi i wszystkim co „nasze polskie”. Wróciłem bo pieniądze nie są najważniejsze, ważniejsza jest rodzina i przyjaciele. Za granicami Polak zawsze będzie kimś obcym i było to odczuwalne. Pochodzę z malutkiej miejscowości bez możliwości znalezienia jakiejkolwiek pracy (o dobrej już nie wspomnę), teraz wiem, że wystarczy poszukać u nas w Polsce trochę dalej a nie pod nosem, i też da się żyć, Ten 1000euro i u nas idzie zarobić, a wyjazd za granicę najczęściej to jest ucieczka po prostu od samego siebie, od braku chęci polepszenia sobie życia tutaj u nas, co za problem wyjechać 100 – 200km od rodzinnego domu w poszukiwaniu pracy, 1000 – 5000km to nie problem dla emigrantów ale żeby wyjechać 100 – 200 u nas to już się nie opłaca itp itd.

    Polubione przez 1 osoba

    1. a co za różnica ile kilometrów skoro i tak z dala od domu i przyjaciół?
      200 km to kilka godzin jazdy autem, tyle samo samolotem z Londynu można przyjechać.
      Pierdolnik w Polsce, zdrajcy wyprzedający narodowy majątek dla mnie był najgorszy do tego brak perspektyw i birokratyzacja, człowiek się nie liczy.
      9 lat w Uk (nie na zmywaku).
      zwykły kierowca autobusu.
      Zaczynalem tu od zera (właściwie od minusa bo kredyt w Pl najpierw spłacić trzeba było), kilka miesięcy temu kupilem dom. Kredyt tylko na 25 lat, nawet z minimalnej pensji w najgorszym przypadku dałbym radę spłacić. Spokój umysłu i głowa podniesiona do góry. Auto, motocykl, normalka tutaj nie szpan. Tak łatwiej iść przez życie, a nie stłamszony i w ciągłym strachu jak w Pl.

      Polubione przez 2 people

    2. dla mnie takim samym problemem wydaje się wyjechanie na odległość 100 km, jak i 1500km, bo jak się ma rodzinę i dzieci to nic nie jest proste… nie zawsze można zmienić pracę ot tak zwłaszcza jak przepracowało się w jednym zawodzie wiele lat i ma się swoje lata… ja z małżonkiem mamy za sobą 14 i 23 lat pracy w Polsce… jednak przez ostatnie lata nie dawaliśmy rady zarabiać na utrzymanie rodziny, dlatego spróbowaliśmy zagranicą i tu w tym samym zawodzie zarabia się dużo więcej, stać nas teraz na wszystko co niezbędne do życia i czujemy się dobrze… co więcej nie tęsknimy specjalnie za krajem, bo mamy tu wszystkich, na których nam zależy czyli siebie wzajemnie i nasze dzieci. Po 2 latach mamy już sporo dobrych znajomych zarówno wśród rodaków jak i tubylców oraz wielu i innych narodowości… Co więcej powiem – ani razu nie dano mi ani mojemu mężowi, ani dzieciom odczuć, że jesteśmy tu obcy – zostaliśmy przyjęci bardzo serdecznie i ciepło zarówno w szkole, jak i w pracy, jak i na wsi wśród sąsiadów, i tak jest do dziś dnia. Ogranicza nas trochę język ale z dnia na dzień lepiej się dogadujemy z każdym. Więc to wszystko kwestia losu… i charakteru, bo znam takich, którzy żyjąc w Polsce w biedzie są szczęśliwi, a znam tez takich, którzy mają mnóstwo pieniedzy, dobre zdrowie, prace i ciągle są niezadowoleni i narzekaja na wszystko od pogody do niewygodnego fotela…. Dla mnie i mojej najbliższej rodzinki nie liczy sie miejsce na kuli ziemskiej ani to co tam mruczą pod nosem inni – liczy sie to, że jesteśmy razem i mamy pracę, za którą żyjemy sobie spokojnie, że mamy gdzie mieszkać i co jeść, a reszta niech zajmie się swoimi problemami, bo każdy ma ich od cholery bez względu na to, gdzie żyje, ile zarabia i kim jest…

      Polubione przez 1 osoba

    3. ehh ja mialam bardzo dobra pracę, nawet 3 w jednym czasie, pracowalam cale długie dni I weekedny. Dorobiłam się mieszkania, dobrego auta, pieniądze były.. nie dawały mi szczęscia.. nie mialam czasu sie nimi cieszyc, nie mialam czasu by zyć.., teraz mija 2 lata odkad wyjechalam, nie żałuje.. nie pracuje w zawodzie, choc nadal nad tym pracuje, by do niego powrócic, uczę sie, pracuje z milymi ludzmi, zarabiam wystarczająco dużo, załozyłam rodzinę, nie gonię już, nie odkładam życia na później…nie uciekłam, to była próba polepszenia życia, mi się udało:) dzis wiem, że pókij moje dziecko nie bedzie dorosłę to nie opuszczę Szwecji ale na emeryturę wrócę tam gdzie moje korzenie…

      Lubię to

  12. Wydaje mi się, że jednak trochę jest to marudzenia a może bardziej narzekanie, i nie możemy oczekiwać, że jeśli kogoś zostawiamy bo sami wyjeżdżamy (wiadomo wolna wola) że będzie wszystko super pięknie jak przyjedziemy w odwiedziny, bo dla nas to może i jest urlop jakiś czy coś, a dla rodaków to dzień jak co dzień i nie oczekujmy od nich, że będą się uśmiechać i chwalić wszystko bo ktoś „z zagranicy” przyjechał.
    Dzieje się to też dlatego, że spora grupa emigrantów, uważa się za lepszych niż Ci co nie zdecydowali się na wyjazd i jakoś wiążą koniec z końcem. Teksty w stylu „po co tu siedzisz, nic nie masz, wyjedź też tam z socjalu idzie żyć” itp itd. Dodatkowo za pierwsze pieniądze spora część tych ludzi od razu kupuje jakieś droższe auta, oryginalne ciuchy, rzeczy drogie i się dziwią, a tak naprawdę to podejrzewam, że pewnie z 80% emigrantów po prostu wegetuje za granicami, praca często po 12h za nędzne porównując do lokalnych zarobków, życia prywatnego prawie wcale, a przyjeżdża do Polski i wielki Pan bo zarabia e euro, funtach czy innej walucie, i to jest największy problem. Znam dziesiątki emigrantów i wiem jak odrobinę lepsze zarobki w obcej walucie potrafią ludzi zmienić (przeważnie na gorsze).

    Polubione przez 2 people

    1. Każdy ma oczekiwania, ludzka rzecz…
      Różnych spotykamy Polaków, tym którym sodowa woda uderzyła do głowy, bo zarobili trochę pieniędzy, tych, którym jest trudno aby zawalczyć o więcej, bo się za mało cenią i tych, którzy uważają się za lepszych, chociaż moim zdaniem udają… Tylko, że ocieramy się o ekstremum, ja myślę że ja napisałam o tym środku, o nas, których jest najwięcej…

      Lubię to

  13. Drodzy rodacy – w kraju i za granicą,

    Najgorzej „wrzucić wszystkich do jednego worka” i powiedzieć, że Ci co zostali w polsce … albo Ci co wyjechali.
    Ja zostałem, mam rodzinę, pracuję, moja żona pracuje, mamy dwójkę dzieci, zimą jeździmy na snowboardzie a latem nad morze/jezioro/ w góry etc.
    Żyjemy.
    Nie czytałem wszystkich komentarzy ale po przeczytaniu wpisu proponuję … 🙂 zmienić znajomych.
    Mnie dziwią ludzie którzy mieszkają długo za granicami polski i przyjeżdżając tu na tydzień Świąteczny czy wakacyjny chcieliby żeby było tak jak dawniej…
    Ludzie wyjechaliście i pozwólcie żeby nasz kraj też szedł do przodu, zmieniał się i rozwijał. Jak jesteście takimi kultywatorami tradycji to zapraszam do kraju i wracać do regionalnych tradycji…
    najczęściej jednak spotykam znajomych z UK i wcześniej to nie byli jacyś giganci jeśli chodzi o wartości, tradycje itp. związane z Polską. a tu nagle wylewanie, że u nas w kraju się źle dzieje i takie tam.

    Konstatując – w kraju nie jest tak, źle. Jest wiele do poprawienia ale dzięki temu, że wielu zdecydowało się wyjechać, Ci którzy zostali mają więcej opcji jeśli chodzi o pracę.

    Proponuję też tym „rozdartym” taką myśl – łatwiej, żyć swoim życiem…co za tym idzie, jęsli mieszkasz w kraju, płacisz w nim podatki, pijesz w nim wódkę, głosujesz, chodzisz do kina, masz znajomych, przyjaciół, Twoje dzieci hcodzą tam do przedszkola/szkoły itp. to znaczy że nie jesteś na emigracji, nie chcesz wracać, zdobądź się na szczyt odwagi i powiedz sobie ja teraz (bo może kiedyś na starość powrót do PL będzie 🙂 ) jestem tu i teraz. Nie ma rozdarcia.

    Pozdrawiam i życzę więcej dystansu i mniej uogólniania.
    owca

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zgadzam się z tym „byciem tu i teraz” – trzeba żyć „dzisiaj” a nie „wczoraj” czy „jutro”, trzeba wgryzać się w lokalną społeczność, szukać nowych relacji – nikt nie jest z nami na całe życie, może tylko mąż (w modelowej sytuacji)

      co nie zmienia faktu, że czyjeś „dzisiaj” może być bardzo trudne, bo dzieci na obczyźnie nie mają babci i dziadka, bo problem z językiem, bo problem z pracą i samotnością
      a że świat się skurczył – łatwo można wyskoczyć do Polski, nawet na weekend – to człowiek żyje w rozkroku
      Wydaje mi się, że do pewnego stopnia można tak żyć, na przykład dawniejsza emigracja, ta z lat 80tych, bardzo się organizowała i kultywowała polskie tradycje, żya razem, bo nie mogli właśnie wracać co chwila. Niektórzy w ogóle nie mogli, bo byli uchodźcami politycznymi. Dzisiaj można wracać, więc można mieć więzi z Prawdziwą Polską – babcią, ciocią, przyjaciółką z podstawówki. I boli jak te więzi się psują tak bez sensu. Rozumiem autorkę posta.

      Polubione przez 1 osoba

    2. Popieram w 100% . Ja poszlabym nawet dalej, osobiscie uwazam ze my zyjacy w Anglii, Niemczech, Francji Holandii etc, nie powinnismy rowniez brac udzialu glosowaniu. Nie zyjemy w Polsce, nie dokladamy przyslowiowej cegielki do rozwoju tego kraju ( tez uwazam ze moze w Polsce nie jest idealnie ale co dwa lata kiedy zabieram dzieci na wakacje do Polski widze ogromne zmiany) wiec dlaczego mielibysmy decydowac kto bedzie tym krajem rzadzic. Wyjechalam 8 lat temu I ani razu nie poszlam glosowac, nie dlatego ze nie jestem patriotka albo ze mnie to nie obchodzi ale dlatego ze uwazam ze nie mam moralnego prawa uczestniczyc w tej decyzji. Powinni to robic ci ktorych to dotyczy.
      Ani ja , ani prawdopodobnie moje dzieci nie wrocimy do Polski, jak ktos powiedzial za granica tez sa problemy, ale moejgo punktu widzenia, tutaj jakos latwiej je przezwyciezyc, poza tym oprocz wizualnych zmian dla mnie osobiscie w Polsce musialaby sie zmienic mentalnosc ludzi, niestety w tym wzgledzie przez 8 lat nic sie nie zmienilo: zawisc, malkontenctwo, malostkowosc, cwaniactwo wciaz kwitna. Niestety doswiadczam tego za kazdym razem kiedy jedziemy do kraju. Coz moze I to sie kiedys zmieni. Poki co powodzenia tym ktorzy staraja sie zmieniac I rozwijac Polske, oby sie wam udalo lepiej niz naszym przodkom.

      Polubione przez 1 osoba

  14. Wcale nie zazdroszczę tym, którzy wyjechali. Wprost przeciwnie – współczuję, że u nas nie znaleźli miejsca dla siebie, że muszą gdzieś na tułaczkę jechać. Nie zgadzam się z ocenianiem, że bardziej czy mniej zaradni są Ci którzy wyjechali, czy Ci, którzy zostali. Znam masę ludzi, którym świetnie wiedzie się w Polsce, sama nie narzekam i nie czuję potrzeby emigracji. (być może na razie;-)
    Ale naprawdę zazdroszczę dzieciom emigrantów – bo one jednak zyskują bardzo dużo – przede wszystkim języki – takie dzieci często w wieku 10 lat są trzyjęzyczne (mam koleżanki w Austrii i Norwegii – dzieci oczywiście znają biegle język kraju w którym mieszkają, oraz angielski i polski). Jak to powiedziała moja znajoma – „ja tu mam życie marne, jestem nikim, ale moje dzieci mają 3 razy lepszy start niż w Polsce”. Takie dzieci to „obywatele Europy” którzy swobodnie będą się czuć w każdym kraju i im nasze dzieci będą kiedyś zazdrościć.

    Polubione przez 4 people

  15. a co się dzieje między Polakami na emigracji? To jest dopiero temat na elaborat lub przewód doktorski. Nienawiść, zawisć, obgadywanie, emocjonalne rozgrywki i frustracja, a jak już się komś powiedzie, bo zwyczajnie dużo pracuje, nie pobiera zasiłków i stara się rozwinąć, wykorzystać sznasę, to już osobny temat na diagnozę Polaków poza granicami. To jest bardzo smutne, że potrafimy źle życzyć a nie wspierać i trzymać kciuki za naszych rodaków 😦

    Polubione przez 2 people

  16. Druga wada naszego narodu to tendencja go generalizacji. Zawsze znają się tacy, którzy będą zazdrościć jedni „lepszego” życia na emigracji, inni życia w kraju. Lepiej jednak unikać generalizowania, że wszyscy zazdroszczą emigrantom i ich nie lubią – bo to nie prawda.
    Proponuję więcej optymizmu i tolerancji dla wszystkich.
    Zadowolony optymista z kraju 🙂

    Polubione przez 2 people

  17. Ja dorastałem we Włoszech; od piątej klasy podstawówki do matury. I to o czym nikt nie wspomniał to to, że każdy mógł mnie bezkarnie wyzywać od polaczków. Nawet „koledzy”, którym pomagałem w odrabianiu prac domowych. Wróciłem do kraju i chociaż nie ma takiego „względnego dobrobytu” jak za granicą, to tutaj przynajmniej jestem u siebie.
    A odnośnie konsternacji, że dziecko przytargało Buzz’a ( w Polsce to 147-150 złotych, jak na prezent świąteczny to całkiem przystępne)…. U mnie w rodzinie jest trójka małych dzieci i łączna kwota wydawana na prezenty dla nich (pod choinkę ma się rozumieć) przekracza 2000 złotych ( w rodzinie nikt nie jest jakoś tak za specjalnie bogaty). I nikt się nie bulwersował, chociaż w obu przypadkach jest to raczej kwestia tego jak ludzie traktują pieniądze; czy pieniądz jest dla ludzi, czy raczej ludzie dla pieniądza.

    Polubione przez 2 people

  18. Skąd w wyjeżdżających pomysł, że Ci, którzy zostali czegokolwiek im zazdroszczą… To tylko marzenie. Ja cieszę, się, że radzę sobie tutaj , w kraju. Dla mnie najważniejszą wartością jest rodzina, nie tylko ta moja najbliższa (mąż, dziecko), ale też rodzice, dziadkowie. Nie mam z nimi idealnych relacji, ale nie wyobrażam sobie żyć w innych realiach niż oni. Co to za rodzina, o czym rozmawiać, kiedy żyje się w „innych światach”? Dla mnie rodzina ma za dużą wartość, żeby to tanio „sprzedać”, dobra materialne i tak przeminą. Wyjeżdżającym, którzy mają takie żale po prostu nie wyszło…i szukają dziury w całym. Nie podobało się wam tu, „nie dało się tu żyć”, to dajcie żyć nam, którzy tu zostali…Nie mieszajcie się do naszej polityki, nie oceniajcie gospodarki , bo są tu ludzi, którzy zostali i wiodą życie na całkiem dobrym poziomie, bez wzdychania za tym co utracone.
    „Ale wiemy prawie napewno (pisownia oryg.), że my wrócimy, ale nasze dzieci tutaj zostaną. Bo my chcąc nie chcąc zaoferowaliśmy im nową ojczyznę”.: To po co mieć dzieci? Dla mnie jako matki to brzmi jak tragedia!

    Lubię to

    1. Żyjesz w Polsce i to jest ok. Jednak nie wszystkim tak się życie ułożyło. Często życie wręcz zmusza do innych wyborów i wybierasz tak a nie inaczej. Wielu ludzi stanęło przed wyborem takim, że w każdą stronę trudno. Może życie nie stawiało Cię nigdy pod ścianą. Ja to znam…
      A dzieci masz aby oddać je światu. Dylemat jaki mam to ten, że jest to możliwe, że będę mieszkać kiedyś w innym kraju niż mój syn. I to jest dylemat serca matki, bo wolałabym być bliżej… A decyzję podjęłam ja, że urodziłam dziecko nie w Polsce.
      To jest życie, podejmujesz wybory, czasami bardzo trudne, potem z nimi żyjesz. Ja szanuje to co życie mi przynosi i nie staram się stawać okoniem
      Może taki Los, tak ktoś mi zapisał na Górze? Kto to wie???

      Lubię to

    2. Jakim prawewem ,,PANI,, pisze w ten sposob??? nie mieszajcie sie do naszej polityki, do naszej gospodarki, dajcie zyc tym co zostali??? Z calym szcunkiem, ale sugeruje PANI ze to juz nie nasza polityka czy kraj??? To dzieki takiej a nie innej polityce tu jestesmy, to dzieki naszym ,,PSEUDORZADZACYM,, zostalismy postawieni przed takimi wyborami.I dzis majac dwa fakultety musze zaniedbywac rodzine, dwoic sie i troic i uczyc tutejszego jezyka, zeby miec lepsza prace w tym kraju niz ,,latanie na miotle,, Kazdy mial plany, marzenia a dobrej pracy i lekkie zycie, ale jak sie okazalo istotnym nie kazdy ma sytuowanych rodzicow, znajomosci, czy troche szczescia, nie kazdy dostal strzal w kolano…, po ktorym nie bylo innego wyboru jak emigracja. Wiec uwazam, ze jest to conajmniej nie na miejscu pozbywanie nas praw do ingerowania w sprawy NASZEGO KRAJU. To, ze teraz jetem tutaj nie znaczy, ze nie zamierzam wrocic i nie jest mi obojetny los kraju w ktorym sie wychowalam, ksztalcilam i w ktorym zostali moi rodzice, najblizsi i przyjaciele. Prosze wybaczyc smialosc, ale wyczuwam w PANI wypowiedzi nutke egocentryzmu, przykre to jest.

      Polubione przez 1 osoba

  19. Nie demonizujcie Polski. To nie kraj ogarnięty wojną, nie uciekliście za chlebem. Mieszkam w 13 tysięcznym mieście na zadupiu. Ile w mieście jeździ luksusowych lexusów, mercedesów – nie zliczę, jeśli nie widzę jakiejś podmiejskiej ulicy kilka miesięcy to jej nie poznaję, same nowe domy. Jestem przed 30, kuzynostwo z mojego „pokolenia” właśnie przeprowadza się do swoich domów, mimo, że mają po 2 dzieci… Mąż ma swoją firmę, nie narzeka więc, że jest w pracy „non stop”, prowadzi ją od 19 r.ż (po ojcu), czasem święta, czasem niedziela, czasem po 12 h, ale mieszamy sami, wyjeżdżamy na wycieczki, urlopy, obiady jemy na mieście. Co tydzień kupuję sobie jakiś ciuch. Najważniejsze: jesteśmy razem, z dzieckiem do rodziców, dziadków mamy 5 minut. Nie liczymy na niczyją łaskę, nie chcemy żeby inni na mas pracowali, nie mamy roszczeniowej postawy…

    Polubione przez 1 osoba

    1. Jest takie przysłowie: syty głodnego nie zrozumie… To, że sąsiad jeździ maserati, a inny ma 3 domy ma świadczyć niby o tym, że w Polsce sami bogacze mieszkają, że nie ma biedy? No w sumie niejeden obcokrajowiec słysząc, że politycy na jeden obiad wydaja kilka tysięcy, muszą sobie mysleć, że to musi byc bogaty kraj – ta Polska hehe.
      Ale tak się jakoś dziwnie składa, że nie każdy ma firmę po ojcu… Przeciętny człowiek zaczyna wszystko od zera i to w Polsce jest o wiele trudniejsze niż w innych krajach europejskich, częstokroć wręcz niemożliwe, dlatego wiele osób wyjeżdża, by zarobić na start… Tyle, że większość nie wraca… Pochodzę z małej wsi, gdzie wszyscy się znają i czasem taki sobie robimy z rodziną przegląd wsi i okazuje się, że nie ma domu, z którego by ktoś nie wyjechał, większość nie ma zamiaru wracać, bo NIE MA DO CZEGO. U nas nie ma nic, dobrze prosperujące kiedyś fabryki, firmy przestały istnieć dawno temu, dlatego nie ma pracy, a jak jest to za śmieszne pieniądze i na czarno. Mój sąsiad ma firme zagranicą, chciał wrócic do kraju, wybudował dom i drugi budynek pod tą firmę, ale do dzis stoja puste, bo to nie ma sensu, gdy co dnia ktos ucieka stamtąd jakby się paliło i zostają sami emeryci, nie ma po co zakładać własnego biznesu, własnej firmy bo nie ma żywcem dla kogo. Może ktoś powie, że są inne rejony Polski, ale w takim układzie po co wracać z zagranicy, jak i tak się nie będzie u siebie? W stronach mojego męża, gdy jedzie się przez wieś to aż serce sie kraje – stoi wiele pięknych domów, niektóre nawet nigdy nie zamieszkane, niektórych ktos dogląda, kosi trawnik, wietrzy (dla niewtajemniczonych wygladają jak zamieszkane nawet), do niektórych czasem ktoś przyjeżdża na wakacje, ale są też takie, które powoli się walą, bo ludzie od dawna zagranicą, a wieś się wyludnia po trochu… To że nie dawno jedna znana kretynka stwierdziła publicznie, że Polacy wyjeżdżają, po to by zobaczyć jak jest gdzie indziej, nie znaczy, że tak właśnie jest. W z nas wyjechała bowiem za chlebem. Piszę bloga emigracyjnego (belgianasznowydom) i co miesiąc dostaję listy od Polaków, którzy się pakują, bo brakuje im na chleb mimo, że pracują, że są wykształceni. Sa to ludzie w wieku 20 – 50 lat, niektórzy mają dorosłe dzieci. Sa to ludzie z małych wsi i dużych miast ze stolicą włącznie i oni postanawiają z wielkim bólem zostawić wszystko co znają i kochają i próbować zacząć od nowa na obczyźnie. Każdy ma już tam kogoś – męża, żonę, kolegę z dawnej pracy… Co dnia wyjeżdżąją kolejni i kolejni, a ktoś tu mówi, że nie ma takiej potrzeby, bo w Polsce jest bogactwo… Może czasem wystarczy spojrzeć dalej niż czubek swojego nosa, zobaczyć też drugiego człowieka, ale tak z dystansem do siebie i całego świata, subiektywnie, a nie przez pryzmat zazdrości i zawiści, żeby po prostu ujrzeć ten prawdziwy świat, a nie tylko to, co się chce widzieć albo co każą nam widzieć media.
      Ja wyjechałam, bo musiałam, ale jestem z tego faktu bardzo zadowolona, gdyż mój nowy kraj podoba mi sie o wiele bardziej niż Polska. Nie zmienia to jednak faktu, że gdy porównuję te dwa kraje, widzę o ile lepiej żyje się tutaj każdemu od małolata do staruszka (mówię o przeciętnych ludziach), a niestety wielu moich znajomych i rodziny musiało tam zostać i nie są tym faktem bynajmniej zachwyceni, bo często nie mają na chleb, na leki, na ubrania, buty, podręczniki, mimo, że rodzice i babcia przepracowali uczciwie całe życie, choć rodzeństwo i znajomi pracują jak tylko dopadną jakiejś pracy… Nie da się po wyjeździe odciąć od Polski, bo tam zawsze ktoś znajomy zostanie, którego życie i spokój jest dla nas ważny, a o ile siostry, braci można tu ściągnąć tak dziadków raczej się nie da, bo z polską emeryturą 200euro to tygodnia by nie przeżyli…

      Lubię to

  20. Czy warto zazdrościć pieniędzy-bo to chyba rzecz nabyta. Dla mnie mniej ważna. Czy to że ktoś zarobi w tydzień tyle co ja w miesiąc jest wyznacznikiem-chyb nie. Każdy ma wybór i wolną wolę. My albo szanujemy te wybory albo nie. Ja nie nadaję się na emigrację, jest to mój świadomy wybór aby zostać w PL nie mam czego zazdrościć osobom na emigracji. Sylwia bardzo dobrze rozumiem Twoje emocjonalne rozterki bo one do mnie przemówiły z tego posta.Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  21. Emigracja pozwala na ewaluację swoich przyjaźni. Dopiero po jakimś czasie orientujesz się, kto był tym prawdziwym przyjacielem a kto tylko się nim wydał. Jedno co zauważyłam, to to, że mam wiele nie wychwalać Stanów w obecności swoich znajomych…

    Polubione przez 1 osoba

  22. Zazdroszczę ludziom którzy mogli zostać w PL i godnie żyć…ja nie miałam takiej możliwości. Jestem matką wychowująca samotnie córką do tego chorą…nie byłam w stanie utrzymać nas w PL za 1000 zł miesięcznie…na chwilę obecną mieszkam z dala od niej i nie jest to dla mnie łatwe….ale miałam wybór albo przestać ją leczyć i pozwolić się uczyć albo wyjechać i zadbać o jej godne życie….Polska mi tego nie ułatwiła….jestem emigrantką ale moje dziecko dzięki temu żyje godnie….

    Polubione przez 1 osoba

  23. Mieszkalismy w UK… Z rodzina, a jakze. Obydwoje pracujacy zawodowo na ciekawych stanowiskach – maz jako szkoleniowiec i specjalista od nowych produktow we francuskiej firmie, ja w finansach… Dwojka dzieci. I jak z nieba nam spada propozycja z firmy meza – wyjazd z cala rodzina do Dubaju – filia sie rozwija, potrzebuja mojego meza, zeby sie rozwinela lepiej i szybciej… Co w zamian – pakiet dla przesiedlencow – oplacone miedzynarodowe szkoly, oplacony czynsz za dom, ubezpieczenie zdrowotne, podwyzka i wyplata nieopodatkowana (taki lokalny folklor)… Grzech nie brac – czyli zapada decyzja o przeprowadzce na Bliski Wschod. I o ile mieszkajac w Anglii kolezanki mialy nas za ludzi oderwanych od rzeczywistosci, to teraz? Jak wytlumaczyc, ze I pad to dla 6-latka normalna pomoc naukowa w szkole? Jak wytlumaczyc, ze nie musimy placic za czynsz? ze wyplata nieopodatkowana i ze nie trzeba sie martwic kosztami szkoly, bo firma je pokrywa? Ze nie musze sie martwic co zrobic pod koniec sierpnia, zeby wystarczylo na podreczniki, zeszyty, rachunki i jedzenie do konca wrzesnia? Pamietam jak kilkanascie lat temu pozyczalam od sasiadki 200 zlotych, bo nie mielismy za co kupic jedzenia na Wielkanoc… To, ze nasze zycie zmienilo sie tak dramatycznie nie znaczy, ze nie rozumiemy. To ze dzisiaj nie musimy sie martwic wydatkami i mozemy sobie pozwolic na kupowanie drogich zabawek, czy gadzetow naszym dzieciom – nie znaczy, ze nie wychowujemy ich w poszanowaniu do pieniadza. Nasza 17-letnia corka pracuje w weekendy, zeby zarobic na swoje wydatki. Jest samodzielna, pomaga w domu, potrafi gotowac, sprzatac i gdyby nam sie cokolwiek stalo – z powodzeniem da sobie rade sama. W taki sam sposob wychowujemy naszego syna – ma 7 lat i mase zabawek, ale my ich nie ruszamy – on sam po sobie sprzata. Dzieci sie wychowuje niezaleznie od posiadanych srodkow finansowych. Dzieci sie kocha i mysli o ich przyszlosci – a jak sie je wychowuje madrze, to niezaleznie czy ma super drogie zabawki, czy dwa kapsle i patyk – nigdy nam nie wejda na glowe. To nie jest kwestia finansow. To kwestia wychowania i szacunku, ktore im wpajamy od najmlodszych lat.

    Lubię to

      1. My pamietamy, bo to przezylismy. Dziecko, ktore patrzylo przez wystawe I nawet nie poprosilo o zabawke, bo wiedzialo jaka jest sytuacja materialna rodzicow. Smutne, ale prawdziwe. Nie bede sie upierala, ze to wszystko to tylko nasza ciezka praca, bo jednak jakis lut szczescia, ze akurat ktores z nas w jakims momencie zdecydowala sie zaaplikowac do takiej pracy, a nie do innej… Ale moze wlasnie dlatego doskonale rozumiemy to jak zle sie niektorym w Polsce zyje. Z drugiej strony – rowniez jestem w stanie zrozumiec fakt, ze moje kolezanki maja jakies nie do konca wyrobione opinie o zyciu za granica – teraz jest jeszcze gorzej, bo przeciez zyje w kraju muzulmanskim. I tlumaczenie, ze jest bezpiecznie, ze nie musze nosic nakrycia na twarzy, ze nie mam zadnych ograniczen jako kobieta w zyciu codziennym jakos ich nie przekonuja. No I … po prostu przestalam.
        Zastanawialam sie dlaczego tak sie dzieje, ze przestajemy byc rozumiani – myslalam podobnie jak Ty, ze przeciez jestesmy tacy sami jak wtedy kiedy wyjezdzalismy… Ale to nie jest prawda. My sie zmienilismy – zmienil sie nasz swiatopoglad, zmienily realia zycia, a tym samym zmienily sie priorytety. Nasza corka bedzie skladala podania na uniwersytety w grudniu. Ona od kilku lat juz wie jaki zawod chce wykonywac, w zwiazku z tym wybierala konkretne opcje w sredniej szkole… I ja bardzo dziwi postawa jej rowiesniczek, ktore nie maja pojecia co robic, ktore ida po gimnazjum do liceum, pozniej na jakiekolwiek studia (gdzie przyjma, to bedzie dobrze), a pozniej „jakos to bedzie”… Roznice w kulturach, w ktorych wychowala sie ona i jej kolezanki sa zastraszajace – ona ma jakies ambicje, dazy do celu, bo widzi dookola ludzi, ktorzy cos osiagneli – nawet jesli ma to byc tylko stabilizacja zyciowa na srednim poziomie. Jej kolezanki widza szarpiacych sie rodzicow, traktowanych jak pol=ludzi przez pracodawcow i tak naprawde nie widza zadnej mozliwosci zrobienia wiecej ze swoim zyciem. To jest mieszanka wileu skladnikow – poczawszy od kultury, przez historie, srodowisko, codziennosc, az do indywidualnych racji kazdego. Dla ludzi, ktorzy ulozyli sobie zycie za granica i maja stabilna sytuacje rodzinna i majatkowa – wydanie na zabawke 20 funtow nie stanowi problem, ani nie zrobi dziury w budzecie domowym. W polskich realich to wydatek rzedu 100 zlotych i sa, niestety osoby, dla ktorych jest to kwota, za ktora zrobia zakupy na tydzien….

        Polubione przez 1 osoba

      2. Bea, ciekawe, że wspominasz o pracodawcach. Wczoraj czytałam dobry artykuł o tym, że w Polsce w większości firm panuje ustrój feudalny – nadal! Po tylu latach, często i gęsto w korporacjach… Pamiętam jakim szokiem byli dla mnie jak inaczej jestem traktowana w pracy w Anglii.
        Bardzo celna myśl! My się zmieniamy, myślę, że może nawet szybciej niż nasi znajomi w Polsce, bo nie mamy wyjścia, musimy weryfikować swoje podejście, niektóre swoje wartości i kupę innych rzeczy,bo tego od nas wymaga życie tutaj. A w Polsce, jest tak jak jest…
        Mój mąż mi zawsze mówi jak jedziemy do Portugalii, patrz ja to widzę, oni się w ogóle nie zmieniają, ja tutaj przyjeżdżam co roku rozmawiam z nimi, oni są tacy sami jak 10, 20,30 lat temu, a ja jestem zupełnie gdzie indziej…

        Lubię to

      3. ,,Po tylu latach, często i gęsto w korporacjach”

        Kopro w Polsce to głownie zachodni kapitał.

        ,,Po tylu latach, często i gęsto w korporacjach… Pamiętam jakim szokiem byli dla mnie jak inaczej jestem traktowana w pracy w Anglii.”

        Anglia ma wyśmienite położenie geopolityczne, więc lud nie zaznał ostatnio poważnego kryzysu. Gdyby była jakaś poważna zapaś gospodarcza i ludzie nie byli pewni następnego dnia, to atmosfera panująca w pracy również uległaby zmianie – jak jest tylko jedno krzesło na którym można usiąść a chętnych do zasiadania wielu, to zaczyna się walka. Jeśli poziom gospodarczy na zachodzie się obniży to pierwszymi ofiarami tego kryzysu padną emigranci bez obywatelstwa.
        Jestem ciekaw jakby zachód dzisiaj wyglądał gdybyśmy przepuścili bolszewików w 1920 roku albo gdyby to ich sąsiedzi zachowywali się tak agresywnie, jak to oni mieli przez setki lat w swoim zwyczaju. A Wy, drodzy emigranci, teraz z tego również czerpiecie korzyści(:

        ,A w Polsce, jest tak jak jest…”

        Polska jest na etapie odbudowywania kraju z ,,wojennych zgliszcz”. Niestety wymordowanej elity nie da się odtworzyć tak krótkim czasie, to trochę potrwa.
        Poza tym jest w kraju coraz lepiej(:
        pozdrawiam serdecznie(:

        Polubione przez 1 osoba

  24. Nie przeczytałam wszystkich komentarzy, może ktoś to już napisał.
    Nie doświadczyłam postawy, o której piszesz – tego odrzucenia i zawiści tych, co zostali w Polsce. Może dlatego, że nie wyjechałam „za chlebem” tylko założyłam rodzinę z osobą innej narodowości, która mieszkała poza Polską. Najczęściej doświadczam współczucia i podziwu, że daję radę żyć poza Polską – którą kocham do szpiku kości i moi przyjaciele i znajomi też.
    Ale wierzę, że bywa też inaczej.

    Najbardziej negatywna postawa, z jaką się zetknęłam, to opinie, że „ci, co wyjechali nie powinni mieć prawa do głosowania”. Oczywiście zupełnie się z tym nie zgodzę, może jedynie w wypadku osób, które wybrały inne obywatelstwa i nie obchodzi ich los kraju, ale skoro tego nie da się w żaden sposób miarodajnie stwierdzić (czasem ludzie mają dwa obywatelstwa, bo tak łatwiej, a wcale nie przestali kochać „matki”) to głosować ma prawo każdy, kto jest Polakiem. Czyli ma obywatelstwo. Jak kogoś nie obchodzi Polska to przeważnie i tak nie głosuje.

    Pozdrawiam serdecznie dzieląc traumę emigracyjną

    Polubione przez 1 osoba

  25. wiecie co ,przeczytałam wszystkie komentarze. i naprawde jest wiele wersji. i kazda po trochu jest prawda. troche sie boimy, troche zazdroscimy, trochę demonizujemy, troche nie da sie w Pl zyc. wszystko zalezy od człowieka i jego historii zycia, jednemu sie uklada w PL drugiemu zas nieeeee. jeden spotkal poza granicami polskich przyjaciol a inny wrogow. jeden sie cieszy ze udalo mu sie wyrwac z tego kraju, drugi zas placze ze musial wyjezdzac. sama wiem a raczej sie dopiero przekonuje jak to jest. nigdy nie chcialam z Polski wyjezdzac. bo po co… jakos sie zylo, niestety nadszedl ciezki czas, kredyty dlugi i mąż wyjechal, spotkal na swojej drodze bardzo wiele zlych ludzi…w sumie to zle okreslenie…;udzi ktorym w kosc dalo zycie w Pl, ktorzy zachowuja sie strasznie wobec rodakow nauczeni przez system ze czego nie wydrzesz sam, to nie bedziesz tego mial. zazdrosc, chciwosc , zawisc-to wszystko skutki….sami wiemy co jest przyczyna…nie usprawiedliwiam takich ludzi lecz poniekad rozumiem…to ma zwiazek z przeszloscia… ehhh wiec i ja do meza wyjezdzam do DE w niedlugim czasie bo nie chce rozbijac naszej rodziny i dac naszemu synkowi lepszy start…a jednak i ja nie wyobrazam sobie zycia w tym miejscu… nie tylko z powodu braku pracy ale i takze z powodow politycznych…i systemowych… pozdrawiam wszystkich, i tych narzekajacych i tych zadowolonych…

    Polubione przez 1 osoba

  26. witam, w roku 2007 moja mama i bracia (z tatą nie mam kontaktu) wyjechali za „chlebem”, ja zostałam w Polsce aby ukończyć studia, tęsknota za rodziną była ogromna, kusiło mnie żeby rzucić studia i zacząć nowe życie z rodziną tam na obczyźnie, jednak studia skończyłam poznałam obecnego męża i…. za namową mojej mamy, pojechaliśmy do nich z myślą że w krótkim czasie zarobimy i odłożymy dobre pieniądze i wrócimy do Polski i otworzymy swoja działalność prywatną 🙂 na początku sprzątaliśmy i pieniążki były fajne, ale zaskoczyło nas że jestem w ciąży, podjęliśmy decyzję, że zostajemy bo tu będzie nam ” łatwiej”, w szybkim czasie dostaliśmy mieszkanie z ogrodem ze spółdzielni, dodatki do czynszu, ubezpieczenia, na dziecko, mąż zmienił pracę na lepiej płatną.
    Mąż bardzo tęskni za swoją rodziną, więc w miarę możliwość do Polski zjeżdżamy 5 lub więcej razy w ciągu jednego roku, czasem na 10 dni czasem tylko na 4 dni .
    Ja nie lubię zjeżdżać, tylko dla tego że odwiedziny u bliskich zawsze kończą się kłótnią z bliskimi.
    Rodzice oraz rodzeństwo męża twierdzą, że :
    – wyjechaliśmy bo jesteśmy zazdrośni, że to na brata został przepisany dom po rodzicach, (moi rodzice też na mnie przepisali mieszkanie więc mamy gdzie wracać, )
    – to my konkurujemy i rywalizujemy ( tylko z kim i o co??)
    – chcieliśmy oddać pod wynajem mieszkanie w Polsce (wiadomo dodatkowy zarobek), mąż podjął rozmowę oraz zapytanie:
    ? czy możemy zjeżdżać na te parę dni w roku do rodziców męża, biorąc pod uwagę, że mają do tego warunki, odpowiedź była powalająca, Lepiej żebyśmy do nich nie zjeżdżali, wizyty po parę godzin dziennie są wystarczające ( wyczerpujące?)
    -wizyty po parę godzin codziennie to jakieś 60 km dziennie w obie strony, nasz dom dom teściów , (nasz czas, gdzie moglibyśmy dłużej posiedzieć z rodziną, męka dla malucha, który o dziwo ale podczas jazdy autem nie śpi, oraz benzyna, która niestety ale kosztuje),
    – teściowa mówi mi że faworyzuję swoją rodzinę w Polsce (dziadków i ciotki), to nie prawda, ale prawdą jest to że wolę do nich w odwiedziny jeździć ponieważ:
    1. są tu dzieci, z którymi może pobawić się moja mała (u teściowej dzieci jeszcze nie ma, wiec co ma robić taki maluch jak starsi chcą porozmawiać),
    2.nigdy nie było problemu z gościną, babcia zawsze pyta a wręcz namawia żebyśmy zostali na noc.
    – jak zjeżdżamy do bliskich to mąż chce jak najwięcej czasu spędzić z każdym i dla wszystkich ma czas(mąż jest bardzo zżyty z bliskimi i uczuciowy), czasem w jednym dniu odwiedzamy 3 rodziny w oddalonych od siebie miejscowościach,
    ale kiedy mąż chce się spotkać ze swoim rodzeństwem! (nie wiem czy to z braku czasu czy z czystej złośliwości) to często nie mają czasu i czasem jest tak że podczas naszego pobytu mąż nie spotkał się z rodzeństwem, a później się dowiadujemy że byli na meczu, siłowni, u znajomych, i dla nas czasu zabrakło 😦

    My też nie oczekujemy nie wiadomo jakiej pomocy, radzimy sobie sami, wiadomo że jak byśmy nocowali u teściów to byśmy się dorzucali finansowo, zakupy , obiady , posprzątać dla mnie to normalne skoro u kogoś przebywam to mu pomagam, nie jestem jak kula u nogi.
    Nie rozumiem skąd taka postawa rodziny męża, skoro teściowa jest taka stęskniona za wnuczką i synem.
    Tak wyglądają nasze relację z kochającą i z utęsknioną rodzina z Polski.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Oj, jak ja to dobrze znam :/
      kilka razy przyjechałam z dziećmi do Polski, do mamy – i strasznie się gnieciemy, bo mama jest typem chomika i nie ma dla nas fizycznie miejsca – a kiedyś w tym domu mieszkało kilka osób, nie wiem czy chcę jeszcze raz jechać
      Bywało, że z siostrą się nie spotkałam, bo „wszystko ma zaplanowane” – baseny, czas na bieganie, wizyty znajomych…
      Przy jakiejś rozmowie i wyrażeniu żalu, że to tak wygląda usłyszałam, że „wyjazd to była moja decyzja i trzeba ponosić konsekwencje swoich wyborów” i jeszcze zgarnęłam ochrzan, że mamie się „wciskam” a ona nie ma nerwó na małe dzieci
      Noż choleta jasna, w hotelu mam mieszkać jak chcę, żeby dzieci miały relację z babcią i ciocią?

      :/

      Polubione przez 1 osoba

  27. A ja mam przyjaciół, którzy wyjechali i kocham ich dalej tak samo, chociaż minęło już tyle lat! Tylko tęsknię i żałuję, że nie możemy spotkać się częściej… Myślę, że wyjazd to wybór taki jak każdy inny i tyle. Są plusy i minusy tak jak z pozostaniem w kraju i tyle.

    Lubię to

  28. właśnie przeczytałam takie słowa Kurta Webera ” Nie ma wesołej emigracji, nie ma szczęśliwej emigracji – mówił w październiku ubiegłego roku. – Emigracja może być udana. I to mogę o sobie powiedzieć, że złapałem grunt pod nogami i że godnie przeżyłem te następne 40 lat. Ale to jest emigracja” i pewnie coś w tym jest.
    Choć z drugiej strony to samo można powiedzieć w ogóle o życiu. Tylko pewnie bez emigracji nie ma w nim tej tęsknoty, o której mówi moja przyjaciółka na emigracji.

    Polubione przez 1 osoba

  29. Bo Ci co wyjechali pojęcia nie mają jak jest… JA miałam okazję być za granicą, znam plusy i minusy – wróciłam bo to nie było życie dla mnie. Pewnie zostałabym gdyby nie środowisko Polskie wz jakim miałam do czynienia na codzień – konkurowanie w pracy, zawiść, chodzenie na bok z mężem koleżanki… mogłabym ksiażkę napisać a byłam tam ‚zaledwie’ 4 lata. Wszystkei wartościowe osoby, które poznałam są już w Polsce. Ci co zostali to ludzie, których w Poslce omijałabym szerokim łukiem. I ci sami ludzie przyjeżdzają do Polski szpanujkąć kasą, opowiadająć jak to nie jest, jak to inni głupi nie są, że w kraju siedzą… i takie osoby powodują niechęć do tych ‚porządnych’. Znałam jednego co na urlop brał 2tyś funtow – ‚myślisz, że starczy, chce stawiać wszystkim we wśi chlanie cały urlop’. Bo trzeba się pokazać. W Polsce nie raz spotykam na ulicach emigrantów rozmaiających ze znajomymi i też słyszę przechwałki. Sama mam dalszego znajomego co na każdym urlopie, jak nas spotka głośno gada, że głupim trzeba być, żeby tu siedzieć, bo tu nic nie ma. Inna znajoma na świeta wystawia zdjęcia wszystkich prezentów jakie dostali na fejsie. Mądre to? I ta niechęć jest poszerzana…. No niestety jedni emigranci drugim zgotowali ten los 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  30. Nie zgodzę się z tym, że emigracja to trauma. Świadomie wybieramy swój los. W trakcie wyboru jesteśmy ludźmi dorosłymi. Z mojego doświadczenia wiem jedno, jeśli wyjeżdża się za granicę Polski trzeba znać język danego kraju aby swobodnie komunikować się, znać kulturę oraz zachowania ludzi z danego kraju aby wiedzieć co należy robić a czego nie robić. Polacy wyjeżdżając za granicę np do UK nie asymilują się z społeczeństwem, przykład: praca w fabrykach – pora lunchu – każdy siedzi osobno – oni siedzą razem. Moim zdaniem, każde Państwo powinno wprowadzić obowiązek znajomości na poziomie średnim znajomości danego języka jeśli chce się tam pracować lub mieszkać i pracować na stale. Mnie życie nauczyło jednej bardzo ważnej rzeczy: nie przywiązywać się do miejsc w których się mieszka (brak tęsknoty). Miejsce zamieszkania traktować jako azyl anie coś co jest do końca życia. Wtedy będziemy weselsi. W Polsce jeszcze długo tak będzie, ponieważ jesteśmy krajem, który długo walczył z komunizmem i nie możemy wymagać kokosów od razu. Na wszystko przyjdzie czas ale na pewno nie dogonimy standardem życia np UK. Nie żyjmy opiniami innych. Życie jest zbyt krótkie aby pić marne wino 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Agnieszko tak jesteśmy dorośli i wybieramy świadomie. Poniekąd. Bierzemy się za wielką zmianę i nie znamy konsekwencji. One przychodzą i czasami trudno im sprostać. I wtedy wchodzą emocje. Wiele ich, dużo starych emocji, które okazuje się, że są ważne… Emigracja jest trudna…

      Lubię to

  31. Moim zdaniem wbić przysłowiową szpile potrafią również najbliżsi. Moja teściowa np. jest święcie przekonana, że dla nas tzn. Dla mnie, męża i naszego 2 letniego synka urlop w Polsce to kaszka z mleczkiem, bo co to dla nas odłożyć z jednej pensji męża. A moje siostry komentując,e jak mi to dobrze siedzieć w domu z dzieckiem, podczas gdy one muszą pracować doprowadzają mnie do szewskiej pasji, bo każda co jakiś czas podrzuca dzieci moim rodzicom, podczas gdy ja nie mam nikogo, kto w razie czego mógł by się zająć synem i nie narzekam. I chociaż pragnę iść do pracy, to przy systemie zmianowym męża nie mam na to szans przynajmniej na razie. Ale i tak najlepsi są dalsi krewni, którzy to życie w UK traktują jako luksusowe zabijanie bąków :/

    Lubię to

  32. A ja tak z innej beczki, z punktu widzenia osoby, która w Polsce gościła często byłe już koleżanki, które mieszkają za granicą.

    Otóż sprawa wygląda tak, że koleżanki przyjeżdżając zza granicy nie chcą zrozumieć, że my nadal mamy tak, jak oni mieli kiedyś, gdy jeszcze w Polsce mieszkali, czyli nadal nie stać nas na zagraniczne wycieczki, nadal kombinujemy aby nie zabrakło na chleb od 1. do 1. itp. Jak mówię, że w tym roku nie wyjedziemy to spotykam się ze słowami: To oszczędzaj moja lejdi, przecież co to jest oszczędzić 500 złotych miesięcznie? (tak, z 2 tys. dochodu na miesiąc na 4 osoby).
    Ponadto co się porobiło… Po dwóch latach mieszkania w Niemczech koleżanka nie potrafi już poprawnie mówić po polsku, do swojego męża nie mówi już Marcin ale Martin, jej dziecko przestało być Antkiem a teraz jest Anton a nawet pies imię zmienił na niemieckie, no zniemczyli się w dwa lata i są bardziej niemieccy niż rodowici Niemcy. Chleba też nie kupują tylko Brot i czasem się pytają…
    „- Ehm, jak się u was mówi ten, no ten… no o ser mi chodzi, oj zapomniałam jak to jest po polsku”.
    I oni nie są jedyni… Takich znam dziesiątki, nawet na fejsie po polsku już nie piszą, do własnej matki sms-y wysyłają po niemiecku!!! (sąsiadka przyszła by przetłumaczyć, co córka do niej napisała) – czy to nie dziwne???
    Oto jaka jest prawda, w głowach się niektórym popier**ło od pewnych rzeczy i pewnie właśnie to te osoby narzekają że już się polskie koleżanki odzywać nie chcą.

    Polubione przez 1 osoba

  33. Dlaczego Polacy nie lubia Polakow ,ktorzy wyjechali za granice. ………hymmmmm temat rzekaTez mieszkam za granica ,jezdze do Polski odwiedzic rodzine i nigdy jeszcze nikt mi nie powiedzial i nie dal odczuc ,ze mi czegos zazdrosci lub ,ze ja mam lepiej ,bo nie jestem w Polsce.Dlaczego ? Nie wiem ,moze dlatego ze jestem normalna i nie zgrywam paniusi z zagranicy i nie opowiadam czego to ja nie mam i czego to ja moge kupic.Przykro mi bardzo,ale znam takich.Za granica siedza na socjalu i z pieniedzy na dzieci,sciubia kazdy grosz by rznac bogaczy w Polsce.Moze dlatego Polacy nie lubia. Polakow z zagranicy ?Pewnie cos w tym jest 😉

    Lubię to

  34. Emigracja jest traumą, nawet ponoć zostały napisane na ten temat książki. Kiedyś może i ja napiszę. I rzeczywiście nie zrozumiemy się tak do końca. Bo my musimy się dostosować do nowych warunków, a co za tym do nowej kultury. A w tej nowej kulturze nie masz prawa narzekać, bo wszystko zawsze musi byc ok. A juz największym nietaktem jest rozmawiać o pieniądzach, szczególnie pytać o zarobki. Mój maz (Kanadyjczyk brytyjskiego poch.) nie zna zarobków swojej siostry, tak na przykład. Przyjeżdżamy do Polski i jest i jedno i drugie: narzekanie i zapytanie: A ile zarabiasz? I tu żenada, bo nie wiemy jak zareagować. Lata na emigracji zrobiły swoje, wiec milczymy, co jest odbierane, ze nam się powodzi i ze jesteśmy w raju. I jest zawiść i zazdrość. I NIKT się nie raczy zapytać: A jak ci tam sie żyje? Jakie masz kłopoty? Bo juz dawno sobie na to pytanie odpowiedzieli – my przeciez nie mamy kłopotów! I wyjezdzamy rozdarci jeszcze bardziej, do naszej rzeczywistości. Do długów, do kart kredytowych, do spłat za dom, do stresu, do konieczności pożyczki bo dziecku należy opłacić 10 000 dolarów rocznie za uniwersytet, do jedzenia GMO, którym nad truja i do niewspółmiernej tęsknoty, ale bardziej za tym co było kiedyś, co pamiętamy, ale nie za tym jak nas się odbiera dzisiaj. Smutne to.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Masz rację Monika, cokolwiek by się nie powiedziało to zawsze będzie za mało, bo to temat rzeka : emigracja. Z drugiej strony cokolwiek by się nie powiedziało o emigracji zawsze będzie jak wsadzenie kija w mrowisko, bo zawsze coś komuś nie będzie pasowało, bo ktoś myśli inaczej, bo Polakom w Polsce, będzie to obrazą bądź innym przytykiem…

      Lubię to

  35. Tez jestem emigrantka i jakby tego bylo malo, jestem rowniez reemigrantka, spedzilam 8 lat na Zielonej, wrocilam na 2 lata do Polski i teraz wracam na Zielona – za kazdym razem spotykalam sie z krytyka otoczenia. Jak wyjezdzalam tam bylo zle, jak wracalam do Pl, jeszcze gorzej, popelnialam najwiekszy blad mojego zycia, teraz znowu wyjezdzam, o jezu, jezu, co ja robie najlepszego, przeciez tak mi w Pl dobrze. Ludzie o co Wam chodzi???

    Lubię to

  36. Nie martw się i nie przejmuj. Polska nie ucieknie ;] Tęsknota do domu i do dzieciństwa jest czymś normalnym. Niestey Polacy mają zapas kompleksów. Niektóre lubimy, inne nas irytują, część z nich uświadamiamy sobie i dostrzegamy dopiero za granicą w konfrontacji z autochtonami. Jak już pisano, zawsze najbardziej rzucają się w oczy zachowania ekstremalne i one często powodują mylne osądy tego „jak jest”. Potem te osądy są przenoszone na pozostałych emigrantów i boli kiedy osoby nam bliskie przyjmują taki tok myślenia. Z drugiej strony dostrzegamy kto myśli samodzielnie i jest prawdziwym przyjacielem, a kto nigdy nim nie był i nie życzy nam dobrze. Uważam, że pewnych rzeczy nie da się poznać i zrozumieć jeśli nigdy nigdzie się nie wyjechało, ale są też ludzie którzy tych rzeczy nie zrozumieją choćby wyjechali 1000 razy i to jest jedyna różnica między ludźmi; każdy ma swoje własne doświadczenia życiowe, a to czy potrafi się czegoś z nich nauczyć zależy od jego inteligencji.
    Pisz dalej, żyj szczęśliwie i pamiętaj, że tęsknisz do tego co idealizujesz, więc znaczna część tego piękna i dobra to Ty.

    Polubione przez 1 osoba

  37. Czytam i czytam i oczywiscie wiele Tu prawdy ….ale rowniez bardzo duzo glupstw…
    Dla wyjasnienia zylam 8 lat na wyspach obecnie od 6 lat mieszkam w Polsce…
    Dzieci mialam juz na wyspach , mialam rowniez partnera- oczywiscie zylo nam sie dobrze, mielismy wlasna dobrze prosperujaca firme….,stac nas bylo na duzo, zagraniczne wakacje w najbardziej odlegle zakatki swiata, mnostwo przyjaciol ( rowniez rodowitych anglikow !!!!! nigdy nie odczulam zeby ktos sie nas brzydzil jak ktos Tu napisal ) oczywiscie przyjazdy do Polski bardzo regularnie – znajomi oczywiscie patrzyli na nas z zawiscia, ze pokazujemy jak nam sie dobrze zyje….wiekszosc nie mowila nic zlego bo chcieli zwiedzic kawalek swiata z nasza pomoca 🙂
    Ale wracajac do tematu……wrocilismy – ja nie chcialam balam sie ze w Polsce znow bede musiala wszystko od poczatku zaczynac….sama tez balam sie zostac na wyspach-jak sobie poradze z dwojka malenkich wtedy dzieci……
    Teraz jestem sama juz od prawie czterech lat…..i prosze uwierzcie mi w Polsce tez da sie zyc, nawet jak jest sie samotna matka ( dodam ze ojciec dzieci nie placi alimentow, ani on ani jego rodzina nie pomaga w zaden sposob mi w opiece nad dziecmi, moja mama pracuje nadal zawodowo a do tego mam tate na wozku inwalidzkim ktorym trzeba sie opiekowac ) oczywiscie mozna zalamac rece i powiedziec nie dam rady…….albo mozna zakasac rekawy i wziac sie w garsc…..naprawde mozna uwierzcie mi…..mozna pracowac, zajmowac sie dziecmi i jescze pomoc mamie w opiece nad zchorowanym tata, mozna rowniez zyc na dobrym poziomie….ok w tym roku bylam na wakacjach na mazurach a w sierpniu jedziemy jeszcze nad morze…..moze to nie Dominikana 🙂 ale to tez wakacje i tez mozna fajnie spedzic czas….mam przyjaciol ktorzy nie patrza na mnie zawistnie bo wiedza ze wcale nie mam lepiej niz oni…..moze nawet patrza na mnie z podziwem ze radze sobie i to wcale niezle i c najwazniejsze jestem szczesliwa …..tu w Polsce moze troche gorzej mi sie zyje , moze troche biedniej ale jestem szczesliwa mam rodzine w zasiegu reki …
    Kazdy podejmuje swiadomy wybor…….ale zyc mozna wszedzie 🙂 🙂 🙂
    Pozdrawiam
    Aneta

    Polubione przez 1 osoba

  38. Właśnie najgorsze jest to, że kiedy człowiek przyjedzie – to ludzi nie interesuje nic, tylko zarobki. No i najlepiej skoro za granicą się siedzi to powinno się przywieźć każdemu po dużej plaźmie. Ale i tak by było źle, bo dlaczego po plaźmie a nie nowym samochodzie. Po prostu polacy – tak już mają.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dokładnie, zgadzam się. Ludzie w Polsce często zapominają, że mieszkając za granicą też mamy kupę opłat. Moja szwagierka ma pretensje,że jej brat zarabia dużo w De,ale przelicza to na złotówki. Co uważam nie ma najmniejszego sensu,biorąc pod uwagę fakt, że mieszkam na stałe w Niemczech. I to tutaj wydaje pieniądze.

      Polubione przez 1 osoba

  39. Tworzysz na niej nierealne scenariusze, budujesz je zdarzeń, które nigdy nie będą miały miejsce i myślisz „co byłoby gdyby…” oraz robisz coś najważniejszego dla swojej psychiki: uczysz się siebie.

    Polubione przez 1 osoba

  40. Nie rozumiem, dlaczego tak się dziwisz, bo w życiu codziennym biedni i bogaci tez razem z sobą nie funkcjonują/żyją – żyją po prostu obok siebie a nie razem, to jest dość normalne. Na naszym świecie wszystko przelicza się na pieniądze, standard. : )

    Polubione przez 1 osoba

      1. Wiesz nikt nie lubi czuć się gorszy, nikt nie lubi tego uczucia wstydu; wartość człowieka zależna jest od zarobków- cały nasz świat. Pomyśl jak muszą się czuć dzieci(rodzice też), które nie mają dostępu do takich okazałych prezentów; czują wstyd a uczucie wstydu naprawdę boli. Bogaty z biednym raczej nie za bardzo mają wspólne tematy. Ty mająca wszystko nie zrozumiesz tych co nie mają nic. Jednak Ty nie masz wszystkiego, czegoś tobie brakuje, tylko problem polega na tym, że oni o tym nie wiedzą.
        Poza tym wszyscy udajemy tych… którymi nie jesteśmy. Taki ten nasz świat dziwny jest.

        Lubię to

      2. Mieć wszystko. Co to znaczy? Że mogę kupić dziecku jedną droższa zabawkę – bo tylko to o mnie wiesz. Wyszukasz wnioski, mając bardzo mało informacji tak naprawdę..
        Bogaty i biedny to dwa ekstrema, nie mówimy tutaj o tym, przynajmniej ja nie mówię, bo to jest nie ta bajka tutaj gw tym czasie i miejscu.

        Lubię to

      3. Napisałem tak ogólnikowo, jak my ludzie w sumie się zachowujemy lub myślimy. Po prostu wiem, że zazdrość to w naszym świecie norma. To jest takie głupie rozmyślanie i tyle. Może jakaś cząstka prawdy w takich przemyśleniach jest a może nie(: pozdrawiam

        Polubione przez 1 osoba

  41. Mieszkam w Niemczech już dwa lata. Na początku było mi bardzo ciężko. Mąż w pracy, ja w domu. Na dniach urodzi nam się córeczka. Powiem tak, ludziom w Polsce-a przynajmniej naszym rodzinom wydaje się, że emigracja to tylko kasa. Jak jesteśmy w Polsce-ostatnio coraz rzadziej, to słyszę komentarze typu: bo wy przecież macie tyle kasy. Oczywiście w żartach.
    Myślę, że osoby, które nigdy nie mieszkały za granicą, chociaż kilka miesięcy, tego nie zrozumieją.
    Ostatnio coraz rzadziej myślimy o powrocie,ale dobrze jest mieć dokąd wracać☺
    Pozdrawiam wszystkich emigrantów.

    Polubione przez 1 osoba

  42. Czytam tego bloga i to jakbym czytała własne przemyślenia.
    My z mężem „uciekliśmy” z Holandii, byliśmy tam 3 lata.
    Wyjechaliśmy z Polski z wielkim bólem, ale nie mieliśmy wyjścia.
    Kilka lat temu gdyby ktoś mi powiedział , że wyjadę za granicę wyśmiałabym go.

    Na szczęście półtora tygodnia temu wróciliśmy do Polski. Jestem przeszczęśliwa, mąż też.
    Wróciliśmy tak naprawdę do niczego, bo nie mamy tu nic… Ani pracy ani za bardzo gdzie mieszkać… Spłaciliśmy tylko nasze zobowiązania, tyle z tych 3 lat wyszło na dobre, bo nawet nie mamy oszczędności. Ale to jest nieważne! Ważne, że w końcu jestem w Polsce wśród Polaków. Chociaż na emigracji to od Polaków najlepiej jak najdalej 😉

    Odkąd wiedziałam, że zaczynamy powoli wracać, codziennie skreślałam dni w kalendarzu i to dawało mi power do życia, bez tego skończyłoby się chyba depresją.

    Holandia nadszarpnęła moje zdrowie i fizyczne i psychiczne. Zmieniłam się przez te trzy lata- jestem dużo smutniejszą osobą niż kiedyś.
    Prace w których jesteś robotem, traktowany gorzej niż bakteria, nie możesz nawet dostać wolnego jak potrzebujesz lub jesteś chory…to jakiś koszmar.

    Nie mamy tu nic oprócz rodziny ale wierze, że nam się uda!
    Najgorszy scenariusz jaki sobie mogę wyobrazić w życiu to to, że w Polsce sobie nie poradzimy i będę musiała tam wrócić.
    Na razie jednak jestem dobrej myśli.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s