Moje dziecko zabrało mi wolność i pokazało mi gdzie moje miejsce…

wpid-deal-with-a-toddler-saying-no.jpg

Przed dzieckiem moje życie było piękne. Byłam wolna, robiłam co chciałam, kiedy chciałam i jak chciałam. I przyszło „ono” i wszystko diabli wzieli …

Zanim urodziłam większość znanych mi kobiet straszyła mnie porodem. Cóż, poród to pestka. Ma początek, potem długo boli i jest koniec. Mamy gagatka. Ale to co przychodzi po porodzie – to nie ma początku i nie ma końca. I siedzimy w tym po uszy… I nie ma zmiłuj. 

Jak dobrze, że ja sobie nic nie wymyśliłam. To znaczy jaką fantastyczna będę matką. Więc w zderzeniu z rzeczywistością aż tak nie bolało. Bo jestem matką zwyczajną. Taką, która na początku robiła „rybkę” i zastanawiała się jak to możliwe, że przypadku jej dziecka nie można znaleźć w żadnej książce, która przeczytała. A ja czytałam nie tylko poradniki, czytałam konkretną literaturę fachową, ciężką, poparta wiarygodna statystyką i setkami badań. I wszystko było „up to date” –  najnowsze, wprost z frontu – rodzic kontra dziecko… I co, i nico, instrukcji obsługi brak. 

Moje pierwsze 6 czy 7 miesięcy z gagatkiem to była bajka. Dzieć spał, jadł i chciał być trochę noszony. Nie chorował, nie miał kolek i nie płakał. To była piękna gra wstępna. Preludium. Bo potem było krótkie puk, puk… I było „Wejście Smoka”. I teraz jest jak jest, jak mawia ze stoickim spokojem mój Tata.

Cóż moje dziecko ma temperament po tatusiu i po mamusi. Po tatusiu pewnie bardziej, w końcu płynie w jego żyłach żywiołowa i buzująca portugalska krew. Nie usiedzi długo, odkąd zaczęło chodzić to biega i wszystko fajnie, ale jest nas takich troje w tym domu to faktycznie trzeba czasami wyjść i odetchnąć głęboko i policzyć albo pogłaskać kota, żeby przystanać, bo wciąż coś się dzieje. Moje dziecko ma silny charakter i dokładnie wie czego chce, a reszta go nie interesuje. Czyli mały „twardogłowy”, to też po rodzicach. I on nie pozwoli aby się z nim nie liczyć. Zawsze trzeba go wziąć pod uwagę. Jak go zignorujemy, to on zaraz o sobie przypomni – z przytupem … Więc przy takim dziecku to moja „wolność” jest już tylko mglistym wspomnieniem.

Dopiero gdy zostałam mamą to zaczęłam rozumieć moja mamę. Wciąż to trwa, bo tyle się nawarstwiło, i akceptacja tego, że jesteśmy tak podobne, że stoję w tym samym miejscu nie jest łatwa. I, że jest to jest to miejsce, w którym powinnam być. Bez pretensji, bez naginania rzeczywistości, bez wyobrażeń. I bez odwracania się tyłem do przeszłości.

Wydaje mi się, że najpierw potrzebujemy zobaczyć siebie aby umieć popatrzeć na swoje dziecko. Bo często patrzymy i nie widzimy. Albo widzimy to co chcemy zobaczyć. A przecież tam jest mały, niepowtarzalny mikroświat. 

Uczę się patrzeć na siebie, żeby móc w pełni zobaczyć moje dziecko. I wiem, że jestem we właściwym miejscu.

A wolność… Ta moja „wolność” przed dzieckiem trochę przereklamowana była… 

 

 

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

4 myśli na temat “Moje dziecko zabrało mi wolność i pokazało mi gdzie moje miejsce…”

  1. Ja o tej wolności też sobie ostatnio wspominałam… Jakoś tak pozacierało się to i owo, a tak naprawdę, to ja już nawet nie pamiętam jak to było 😉
    Tak, zdecydowanie przereklamowana ta wolność nasza przedmatkowa… 😀
    Oby do przodu, łapiąc oddech konieczny jak ta rybko, co niegdyś tego zdziwionego dzióbka robiła 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s