Shit happens… Kropka.

tumblr_n0z36oCBw21rpcl4mo1_500 (1)

Tak, shit happens. Rzeczy w życiu się dzieją i zdarza się, że wdepniemy w gówno, albo ono nam spadnie na głowę. Bo ptaszek przeleciał … Albo ptak. Duży.

Kiedyś ludzie mieli inne podejście. Wiedzieli, że życie jest takie jakie jest, były plagi, mory, konkretne mrozy, nieurodzaj i trzeba było to przetrwać. Było to normalne. Nikt nie robił dramy i nie rozdzierał szat. Była akceptacja. Kłopoty się zaczęły kiedyś wyszliśmy z „dżungli” i zaczęliśmy żyć cywilizowanym życiem. 

Strach przed klęską, nawet malutką, taką tyci – tyci… Zaczęliśmy planować tak aby uniknąć rzeczy niemiłych. Zaczęliśmy kontrolować rzeczywistość wokół tak, aby uniknąć rzeczy niemiłych. Nie lubimy rozczarowań, porażek, kłopotów finansowych, ludzi, którzy nas nie lubią i nagle obrabiają nam tyłek za plecami, chorób itd itd, czyli wszystkiego tego co nas zaboli jak przyjdzie, co wytrąci nas z naszej dokładnie zaplanowanej rutyny życia, co może sprawić, że trzeba będzie w końcu rzucić okiem w lustro i może popatrzeć na siebie? I powiedzieć : moja droga chyba trochę trzeba kurs zmienić, bo coś nie gra… 

Bo te wszystkie niezaplanowane rzeczy, które spadają nam znienacka na głowę mogą być ważne. Mogą być kluczowe. Mogą pokazać nam nasz stosunek do życia, nasze podejścia do sukcesu, naszą przerośnietą ambicję, nasz stosunek do śmierci, do naszego poczucia wartości i tego na czym ono stoi, na glinianych czy na stalowych nogach? 

To wszystko ma pokazać nam też, że nie ma nic niezmiennego. I wszystko przychodzi często niespodziewanie, jest i potem mija i jest inaczej. I nic nie zatrzymam, choćbym się zaparła obcasami czy wbiła w coś pazurami. Do krwi. Ne-e … Nie da rady.

Najważniejsze, że to coś, każda klęska czy porażka, może coś dać. Może czegoś nauczyć. Może uczynić mnie odrobinę mądrzejszą, odrobinę silniejszą, może obudzić moje czucie, które zgubiłam bądź schowałam głęboko dawno temu…  

I jeszcze tylko trzeba uporać się z bólem. On kąsa, ostrzega, uczy, ale i paradoksalnie leczy… I to uczy pokory… 

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

6 myśli na temat “Shit happens… Kropka.”

  1. Mądry tekst, ja też miałem chwilę załamki, choć akurat kłopoty niemałe. Ale rzeczywiście prawdą jest to, że nie ma nic na stałe, a każde zdarzenie powinno nas uczyć. Dzięki prawidłowym wnioskom stajemy się silniejsi. Teraz przyszedł czas oswoić strach przed nieznanym😊

    Polubione przez 1 osoba

  2. no, akurat takiego tekstu bylo mi dzisiaj potrzeba, dobrze ze zajrzałam, a ta wiewióra super i ta pusta puszka po portugalskim przysmaku też. Przypomniał mi się Andy Warhol i jego obraz z puszkami po zupie pomidorowej

    Lubię to

    1. Polecam się 🙂 I ciesze się, że zdjęcia na Instagram Ci się podobają!!!
      Z tą puszka, to było coś na ząb dla dwóch sztuk portugalskich chłopów akurat w domu, no było ich w sumie dwóch i pół, ale ta mała połówka jeszcze nie wciąga portugalskich lususowych szprotek w tomacie…jeszcze 😉

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s