Polak emigrant – już obcy u siebie, a tam nigdy nie będziesz swój…

vintage travel

Będziemy wiecznymi tułaczami? Którzy nigdzie, w żadnym miejscu nie potrafią osiąść na stałe? Czy to tylko powiedzenie pesymisty, że „emigrant jest już obcy u siebie, a tam nigdy nie będzie swój”?

Kiedy przyjeżdżam do Polski to w pewien sposób zderzam się z Polską rzeczywistością. Pamiętam mój kraj inaczej, odbieram go z daleka inaczej, a będąc już tam widzę, że rzeczywistość totalnie odbiega od moich, okazuje się oczekiwań. A jestem w Polsce co 4 – 5 miesięcy, wiec wydawałoby się dość często. Wystarczająco często aby móc się poprostu wtopić w ten kraj. Ale nie, to już tak nie działa… 

Nie mówię o polityce, bo to kompletnie nie moja bajka i w to nie wchodzę. Mówię o tym jak tam żyją moi rodzice, moi przyjaciele, jak ludzie patrzą na mnie na ulicy, jak odnoszą się do mnie, mojego dziecka czy mojego męża. Mówię o tym jak jestem traktowana w sklepie czy w urzędzie. Jak ja to czuję. 

I to nie jest tak, że ja się jakoś specjalnie wyróżniam, bo jeżeli nie jestem z mężem, to używam tylko i wyłącznie języka polskiego, więc na czym polega problem? Myślę, że zagranicą żyje mi się łatwiej. I tutaj nie chodzi o wysoki status finansowy, bo o tym pewnie każdy myśli w pierwszej chwili. Nie wżeniłam się w kasę. Ani nie miałam super pracy w londyńskim City jak Amal Clooney. Przykro mi jeżeli kogoś to rozczaruje… Chodzi to, że tutaj w parku ludzie z psami uśmiechają się do Ciebie, chociaż ich nie znasz, mówią Ci „dzień dobry ” z rana. Moje dziecko może pogłaskać każdego psa na ulicy i nikt nie warknie jak to ostatnio rosły młodzian zrobił na ulicy Długiej w Gdańsku w kierunku mojego dziecka, i zastanawiam się czy to ten młodzian ugryzie mi dziecko, bo pies był przyjazny? Czuję się często jak natręt urzędach, szczególnie jak mówię, bo muszę, że mieszkam zagranicą i nie tylko pani w okienku podnosi się brew, ale i okolicznym koleżankom urzeczniczkom…i nagle powietrze robi się cięższe i bardziej gęste. 

To są drobiazgi, o których napisałam. Trudniej jest gdy widzę, że z moimi przyjaciółmi mówimy już innymi językami. Oni o jednym, ja o czymś innym. I nie potrafimy się porozumieć. Czasami nawet nie potrafimy się spotkać w połowie drogi. Zawsze można wtedy otworzyć butelkę wódki i to trochę pomoże… Ale to niezrozumienie nie zniknie. Ono wróci następnym razem…

Po tym wszystkim, niejako z ulgą wracam. Wracam tam, gdzie może nie jestem swoją, ale chyba dlatego, że jestem bardziej „zasiedziała” jest mi lepiej. Z drugiej strony świat jest takim wielkim „kotłem narodowościowym”, więc mało kto jest tak naprawdę „swój”. 

Mój kraj wydaje mi się czasami taki smutny i hermetyczny. Taki trudny „w dotyku”, twardy… Wydaje mi się po powrocie tutaj, gdzie mieszkam, że bardziej „oswoiłam” to obce. A moje własne, polskie jest mi tak mało przyjazne.

Zastanawiam się często – czy ja wrócę? Do czego? A chciałabym… 

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

56 myśli na temat “Polak emigrant – już obcy u siebie, a tam nigdy nie będziesz swój…”

  1. Mam tak samo… Coraz bardziej chcę zostać w Irlandii, bo w Polsce czuje się obco, nieswojo. Po prostu źle. To przykre. Ale pocieszam się tym, że mam przy sobie męża i dzieci. Nie jestem sama. I dobrze mi tu gdzie jestem.
    Pozdrawiam

    Polubienie

  2. witam ,na poczatku tesknilam bardzo do zycia w Polsce tam byli przyjaciele , znajomi tam skad pochodze kogo spotkam sa nadal mili i powtarzaja ,ze dobrze zrobilam wyjezdzajac , mialam prace i dobrze zarabialam ale tu jest lepiej i lzej w polsce zylam 38 lat i tak naprawde nic nie mialam ,mialam ksiazeczke mieszkaniowa gdzie zlodzieje oddali mi grosze zwrotu,bo nie mnieli do mnie adresu i nie dali mi na czas znac ze trzeba zikwidowac bo spoldzielnia podupadla
    Bedac 1 rok tutaj kupilam mieszkanie a po 6 latach kupilam dom ze wzgledu na to ze rodzina mi sie powiekszyla .a duzo pomagam tlumaczyc Polakom niektorzy zatrzymuja sie na jakis czas ale powiem ze ludzie sa okrutni jeszcze okradna za pomoc co dostana albo jeszcze gorzej .Pamietam wzielam z ulicy dziewczyne zalatwilam jej prace i mieszkala u mnie 1 miesiac pewnego razu przychodze a maz moj mowi ,ze ona sie wyprowadzila zamiast zaplaty zostawila mi rachunek za telefon na1500kr co wydzwonila do Polski mialam jej Polski adres ale nigdy do niej o tym nie napisalam pomyslalam ze kiedys jej sie tez ktos tak odplaci bo czy dobro czy zlo zawsze wraca ..Teraz jezdze do Polski jak musze . tu w Norwegii sa urzedy zwrocisz sie do nich to nie pomagaja tak jak tym co Maja Azyl a zawsze jakos nie daja zyc na ulicy kazdy dostanie pomoc .I dlatego tu zostalam i zyje 25 lat jestem szczesliwa mam wszystkich swoich przy sobie .Moje zyczenie jest isc na emeryture ale juz 3 miesiace papiery leza w Nav zobaczymy co dalej .Na dzien dzisiejszy przezylam Udar .Raka.i wiele innych chorob ale to nie zwolnilo mnie zebym przestala pracowac .PRWADA JEST JAK SOBIE POSCIELISZ TAK SIE WYSPISZ MILEGO WIECZORU ZYCZE WSZYSTKIM

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Trochę tak, a trochę nie.
    Pewne rzeczy się ma w umyśle i… wracają po miesiącu pobytu tutaj. Mówię po 6 latach „tułaczki” po różnych krajach, lata temu. Nie trzeba patrzeć z zewnątrz, żeby zobaczyć nasze narodowe przywary, pesymizm, pewnego rodzaju chamstwo, zamykanie się na innych i kilka innych spraw. Taaa, to właśnie my. Mnie nie tyle denerwują te przywary, które denerwują Ciebie, co bardziej zamknięcie na innego człowieka, umiejętność dyskusji zamiast pyskówki (no, tu może się zgadzamy) i zaściankowe trzymanie się tylko swojej (jedynej i prawdziwie prawdziwej w swej nieskończonej prawdzie) prawdy…

    Aa.. i jedno malutkie ale co do młodziana z psem… przy szkoleniu psów (nie chodzi mi o szkolenie do walk czy do obrony), od psa wymaga się całkowitego posłuszeństwa. Pies musi absolutnie reagować na polecenia właściciela, więc… nawet jak pies przyjazny… to ja bym najpierw zapytał, czy można… A już na podwójnym marginesie: ja nie podchodzę do żadnego psa na ulicy, zwłaszcza małego yorka, ratlerka czy innego typka tego pokroju: im mniejsze i bardziej niepozorne, tym szybciej wbija zęby w dłoń 🙂

    Polubione przez 1 osoba

      1. Nie, nie! 🙂 Nie chodzi o to czy groźny, czy nie! To dwie odrębne sprawy! Chodzi o to, że osoba „rozdająca pieszczoty” i nagradzająca psa jest jedna: właściciel. To akurat wiem od znajomych, którzy mają psy sportowe: od pasania owiec, przez dog-trekking po właśnie agility, więc trening posłuszeństwa. No ale musimy założyć, że to taki pies był… choć nie możemy też tego wykluczyć, prawda?

        Polubione przez 1 osoba

      2. To był mały szczeniak. Wiesz, ja się psów boję, bo tak się wychowałam w Polsce. Moje dziecko psów się nie boi, bo maca wszystkie w Angolowie. Wiesz, ja nie kumam, tak naprawdę, czemu jest tak w Polsce, że właściciel warczy, że szczeniaka dziec chce pomacac. Ma całe życie, żeby tego psa trenować…

        Polubienie

    1. Po 6 latach w Niemczech, przyjechalam do Polski. Przyzwyczajenie sie do tego co napisałaś trwało ponad pół roku :/ i nadal mi to przeszkadza. Na emigracji zmienia sie podejście do życia i ludzi. W każdym trzeba widzieć potencjalnego przyjaciela, bo inaczej nie da się wytrzymać samotności.

      Polubienie

      1. Wypowiem się jako właścicielka dużego psa, w imieniu swoim i – jak sądzę – innych psiarzy. Gdy pies jest mały, dzieci chętnie do niego podbiegają, mamy są zachwycone możliwością głaskania i panuje ogólna sielanka. Tyle tylko, że pies dorasta i – jak to zwierzak – garnie się nadal do dzieci i ich mamuś. Pies nie rozumie, że dorósł i chce być nadal głaskany, tak jak to się działo, gdy był malutki.
        Niestety, wtedy to… mamusie warczą na psa i właściciela. Ciekawa jestem, jak na tego samego psa reagowałabyś, gdyby osiągnął wagę kilkunastu, czy kilkudziesięciu kilogramów.

        Polubienie

      2. Moje dziecko kocha wszystkie psy, duże i małe. Tutaj w Anglii te zwierzęta są chowane tak, że są przyjazne. Ja z Polski wyniosłam strach przed każdym psem małym czy dużym. Moje dziecko ma odkąd się urodził dwa koty przy sobie i chyba dzięki temu garnie się do wszystkich zwierząt. W weekendy w pobliskim parku właściciele pozwalają mu macac wszystkie psy, prawie bez wyjątku, mój dziec się uprzednio pyta czy może.
        Nie o to chodzi czy pies duży czy mały tylko jak jest prowadzony…
        Mówi się, że pies to przyjaciel człowieka…chyba małego człowieka też?

        Polubienie

  4. Wspólnie z żoną mieszkamy w Niemczech zaraz przy granicy z Holandią. Pomijając lepsze aspekty finansowe faktycznie na emigracji żyje się nam lepiej, spokojniej. Zauważyłem, że w Polsce ta pogoń za pieniędzmi (synonim wielu rzeczy) robi z ludzi zwierzęta i powoduje istny wyścig szczurów… przykre ale prawdziwe. Lubię wracać do swojego kraju tak często jak to możliwe, ale podobnie jak Ty nie czuje się tutaj tak jak kiedyś. Rodzina, wspomnienia i znajomi są w Polsce dlatego każda wizyta powoduje, że na sercu robi się lekko. Gdyby tak przenieść te rzeczy tutaj, na emigrację, było by mi znacznie łatwiej.

    Polubienie

    1. Mieszkajac szmat czasu za granicą i mimo opinii raczej negatywnych o Polakach starałam się unikać skupisk rodaków, los rzucił mnie przyjaźnie tam gdzie wystepowanie rodaków było rzadkie albo słabo o nich słyszano.I fakt żyło się łatwiej. Zaznaczam iż wyjazd nie był za kasą tylko tak się ułożyło.I po sprym starzu jako emigrantka wpadłam na pomysł by wyedukować me dziecię w polskości. Dodam że jestem samotną matką z wyboru nie by wzbudzić współczucie ale nakreślić sytuację w której wsparcie wspòłpartnera nie występuje.
      Nie jestem piętnowana ale trudności na wielu płaszczyznach. Bo chciałam by syn znał polski i kulturę i obyczajowość o której opowieści byłyby suchą bajką i trudno zrozumiałą dla syna rzecz jasna. A tak są częścią jego dzieciństwa, dziedzictwa i korzeni.
      Bywam za granicą regularnie i staram się zgodnie z rokiem szkolnym syna zabierać go również.Czuje się w Polsce jak w nie mojej bajce, nie przez to jak jestem odbierana i nie obnosze się ze statutem majątkowym ale pomysł pociagne do końca dziecko zdecyduje gdzie dalej tam czy tu.A sama realizacja projektu jest cięższa niż zdobywanie dachu świata. Znajomi nie ta częstotliwość ,rodzina raczej kurtuazyjne wizyty. Ciężki kawalek chleba….

      Polubione przez 1 osoba

  5. Na emigracji zyje od 14 lat i od 14 lat sie miotam. O niebo lepiej czuje sie w Polsce, ale tej „mojej”, tzn z moimi znajomymi, z moja rodzina… Na szczescie nasze drogi sie nie rozeszly, rowniez mentalnie- mamy ciagle wrazenie, jakbysmy sie spotykali co chwile a nie raz na pol roku… Jednak, gdy wychodze poza ten moj bezpieczny krag- gdy patrze na kompletny, brzydki chaos architektoniczny, gdy widze grupki napitych, brudnych facetow, chamstwo na drogach… To, czym punktuje bardzo Polska w porownaniu z miejscem, w ktorym obecnie mieszkam, to przyroda- wszechobecna, lasy, jeziora… I tego mi bardzo brakuje, bo tam, gdzie mieszkam, do najblizszego lasu mam prawie 100km…. I zyje tak od wielu lat w rozkroku- ani tu, ani tam…

    Polubione przez 1 osoba

  6. Z Polski wyjechalam 25 lat temu, pierwszy raz przylecialam do kraju po 4 latach, teraz czesto odwiedzam swoj kraj, kocham swoja ojczyzne, ale to juz nie jest to…jedyna moja przyjaciolka mieszka w Niemczech,wszyscy gdzies powyjezdzali ,nie mam juz w Polsce nikogo( rodzina tylko) prawda jest, ze my zyjemy wspomieniami a to sa piekne wspomnienia, ze lepiej nam zyc za granica,ze niezbyt przychylnie patrza na nas w kraju,czasami czlowiek zapomina sie i zaczyna mowic w obcym jezyku co dla nich jest bardzo razace,a przeciez nie robimy tego specjalnie…nie mysle o powrocie na stale do Polski, tu mam duzo znajomych, przyjaciol obcego pochodzenia,ludzi na ktorych moge liczyc-niestety w Polsce nie mam nikogo a rodzina wiadomo tez raczej z daleka-ale takie jest zycie…tesknie za swoim krajem…w tej tesknocie uplywa moje zycie i tak juz zostanie,pozdrawiam wszystkich i zycze wytrwalosci…

    Polubione przez 1 osoba

  7. Nie ma do czego wracać… To smutne ale zanim polska mentalność, mentalność większości rodaków się zmieni miną pokolenia..
    Ja jestem 100 dni w roku w Italy reszta w PL lecz chętnie wyniósł bym się do IT na stałem, wszystko to o czym piszesz jest prawdą szkoda naszego czasu, naszego krótkiego życia na polski stres. To przykre ale prawdziwe.
    Fajny Blog
    Pozdrawiam
    Andrea
    https://havana.pl

    Polubienie

    1. Ja ma Sycylii mieszkam od 3 lat. Przyjechalam do mamy. To byla chyba najgorsza decyzja w moim zyciu. Pierwsze kilka miesiecy bylo swietne bo wciaz brano mnie za turyste a nie emigrante, wciaz nabieralam sie na te usmiechniete twarze, buon giorno …potem ta cala ignorancja, te ich nastawienie do Polski…bo przeciez Polska jest 10 lat za afryka a Polki przyjezdzaja tu mezow szukac. Wrocilabym…tylko,ze moj synek chodzi juz tu do 3 klasy. Ahh wrocilabym do mojej Polski…
      naprawde by poczuc sie u siebie by widziec te twarze, ktore sa ponure kiedy czuja sie ponuro a usmiechaja sie kiedy im do smiechu. Do ludzi ktorzy radosnie mowiac czesc rzeczywiscie chca Cie pozdrowic i kiedy przejdziesz dwa kroki nie powiedza pod nosem”kawalek gowna”.

      Polubienie

      1. Wracaj. Życie jest za krótkie na to żeby się tak udręczać, po co żyjesz na Sycylii skoro tego nie nawidzisz? W Polsce też są szkoły. Rozumiem, że dziecko jest najważniejsze, ale Ty też się liczysz i to na co masz ochotę! Do dzieła.

        Polubione przez 1 osoba

  8. „Trudniej jest gdy widzę, że z moimi przyjaciółmi mówimy już innymi językami. Oni o jednym, ja o czymś innym. I nie potrafimy się porozumieć. Czasami nawet nie potrafimy się spotkać w połowie drogi. Zawsze można wtedy otworzyć butelkę wódki i to trochę pomoże… Ale to niezrozumienie nie zniknie. Ono wróci następnym razem…” – tak, to boli najbardziej. Myślałam, że znam tych ludzi i że nikt i nic nam nie przeszkodzi. Pewnie oni myśleli tak samo. A teraz… Ech.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Podzielam Twoje zdanie na ten temat. Niektórzy nie zasługują na naszą uwagę, czy przyjaźń, bo i my się zmieniamy i oni się zmieniają. Życie nas zmienia. Ja pożegnałam się z niektórymi i nie żałuję. Panta Rhei- wszystko płynie i nic nie jest takie samo, nie ma czego żałować…chyba że ludzi którzy już Nas nie rozumieją, bo mamy dość różne, zmienione przez doświadczenia perspektywy.

        Polubione przez 1 osoba

  9. My jesteśmy na emigracji od roku… w Australii, gdzie zawsze ciepło, słonecznie, i ludzie uśmiechnięci. Taka codzienność. Staramy się podjąć decyzję, zostać czy wracać… i rozterki są dokładnie takie same. Ciarki mnie przechodzą, gdy pomyślę o tych smutnych ludziach, patrzących pod nogi, dyskutujących o polityce, in vitro i o tym co jeszcze i komu chcieliby zabronić…. smutne, i przerażające… a zdrugiej strony teśknimy za tym co tam zostało, i za tymi co tam zostałi… 🙂
    Cokilwiek zdecydujemy nie będzie dobre, prawda?

    Polubienie

  10. Polska jako dom umarła dla mnie po II wojnie światowej. Niemcy i Rosjanie (a także i my sami – patrz powstanie Warszawskie) na spółkę zredukowali pokolenia inteligencji, patriotów, ludzi z wartościami, którzy po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku tłumnie walili do kraju budować na nowo ojczyznę. Takich ludzi już u nas niestety nie ma i chyba nie będzie, te pokolenie zostało zastąpione szarą masą bez wizji ani sumienia, która albo to robiła laskę Rosjanom, albo, jak teraz – robi Amerykanom. Są wyjątki rzecz jasna, ale niestety, to o czym pisałem to większość, więc po i do czego co wracać?

    Zmiana jest czymś naturalnym; zaczynając szkołę, tęskniłem za przedszkolem; w liceum – brakowało mi dobrych znajomych z podstawówki; na studiach – tych z liceum. Ale tak było tylko na początku – z czasem, każda zmiana okazywała się tą zmianą na lepsze. Tak samo jest z emigracją, nie ma co się poddawać martwym wspomnieniom i przeszłości, lepiej zobaczyć, ile wspaniałych rzeczy, ludzi i wydarzeń dzieje się na co dzień dookoła nas, że świat wygląda zupełnie inaczej, łatwiej, przyjemniej, pozytywniej – i za tym podążać…

    Polubione przez 1 osoba

  11. Polacy, są jacy są, ale nie można zapominać, że przez ponad 50 lat byliśmy poddani obróbce, rządy komunistyczne nas dobrze potrafiły obrobić, robili wszystko aby Polak Polakowi wilkiem, nie zapominajmy, że w tych urzędach, sądach, administracji nadal pracują postkomunistyczni urzędnicy, z przykrością muszę stwierdzić, że co najmniej 2 pokolenia są potrzebne do zmiany mentalności.

    Polubienie

  12. latam do Polski co kilka miesięcy 3-4 razy w roku od wielu lat .. lubię Polskę lubię patrzyć jak się pięknie rozwija i pięknieje w oczach .. nadal ma wiele bolączek .. ja wyjechałem w 90 roku więc być może widzę postęp inaczej .. wiem jak by za komuny …ale nie dajmy się zwariować tym co jest teraz w TV czyli papką polityki wymieszanej z negatywizmem i sensacją .. kiedy jestem nia oglądam szkoda czasu

    moi przyjaciele pozostali w Polsce wielu wygodnie ułożyło sobie życie .. inni w Rodzinie narzekają ale widać, że taka już ich konstrukcja gydby byli w Stanach też by narzekali tak myślę

    zamierzam powrócić za jakiś czas przynajmniej na część roku by zająć się Rodzicami .. dobrze czuję się polskiej przyrodzie i uwielbiam polski las .. a z kultury polski teatr i polską muzykę klasyczną i jazz

    a ostatnio miałem dobre doświadczenia z dowodem osobistym i paszportem w urzędzie dzielnicowym w Waw .. też powiedziałem, że mieszkam za granicą nic to nikomu nie przeszkadzało :^)

    Polubienie

      1. być może tak jest .. mój obraz jest bardzo subiektywny i wycinkowy .. moje doświadczenie urzędzie było bardzo pozytywne czekanie dobrze zorganizowane przez numerki i wszystko zajęło mniej czasu niż podobne formalności w Austin ..
        od lat mam też konto w polskim banku calkowcie obsługiwane przez internet .. założenie tego konta i dostęp do wszelkich transakcji przez internet było łatwiejsze niż kiedyś w Stanach czy UK z moich doświadczeń

        zazdroszczę, że masz dużo bliżej i fajnie, że często odwiedzasz … moje córki lubią być w Polsce znają nieźle wiele miast i morze i góry też :^) … znają świat dużo lepiej niż wiele ich rówieśniczek :^)

        Polubione przez 1 osoba

  13. Z Polski wyjechalem nie dlatego, ze szukalem pracy, ze nie mialem za co zyc, ze nie mialem perspektyw. Wrecz przeciwnie. Mialem dobra prace, ktora lubilem ale ktora zaczynala wykanczac mnie nerwowo i psychicznie. Postanowilem odejsc i wyjechac z kraju. Z kraju w ktorym za poswiecanie zdrowia i narazanie zycia nie uslyszalem slowa dziekuje. W tej chwili minelo 8 lat od mojej decyzji. Na poczatku bylo ciezko, bylem sam. Wszyscy ktorych kochalem zostali w Polsce. Z czasem nawet oni sie wykruszyli. Teraz, jestem szczesliwy, ze podjalem taka decyzje. Do PL jezdze raz w roku i zawsze powtarzam, ze te trzy tygonie urlopu w Polsce to jest akurat wystarczajacy czas zeby utwierdzic sie w przekonaniu jak dobrze zrobilem wyjezdzajac. To prawda, ze w czasie rozmow ze znajomymi lub rodzina zupelnie inaczej postrzegamy pewne sytuacje. Pewnych tematow w ogole nie warto nawet zaczynac. Urzedy…szkoda wspominac bo to inny swiat. Ludzie, mozna powiedziec, ze brytyjczycy sa falszywi ( ja tak nie uwazam, to nie jest moja opinia) bo sa mili rozwawiajac z Toba, bo sie usmiechaja, a kiedy koncza to nie wiadomo co sobie o nas mysla. Pewnie. Ale o ile jest milej nawet z ta „falszywoscia” brytyjczyka niz z uczciwoscia polaka, ktory z mina seryjnego mordercy np. obsluguje Cie w sklepie spozywczym. Sprobuj w Polsce na ulicy usmiechnac sie do kogos idacego z przeciwka…. A to jest bardzo czeste zachowanie tu gdzie obecnie mieszkam. Kiedys ktos sie mnie zapytal czy nie czuje sie obco w UK. Doszedlem do wniosku, ze tak czulem sie do chwili kiedy moj jezyk nie byl na tyle dobry zebym mogl zrozumiec co do mnie mowi moj sasiad, sprzedaczyni w markecie czy siedzaca obok starsza pani w autobusie. Teraz bardziej obco czuje sie w „swojej” Polsce, kiedy przy pierwszej bramce na autostradzie niemowa kobieta wysuwa reke po pieniadze, gdy na stacji benzynowej lysy kolo wpycha sie bez kolejki, a kasjerka w markecie robi wielkie oczy ze zdziwienia bo powiedzialem „dzien dobry”. Niby drobne rzeczy, glupoty ale to wlasnie one sprawiaja, ze czlowiek czuje sie lepiej w tym „obcym”, „nie swoim” miejscu, z ktorego, z czasem coraz trudniej wyjechac.
    Specjalnie nie wspominam niczego o polityce czy kwestii finansowej. Bo i po co?
    Gorszej polityki jak w Polsce nie ma nigdzie indziej, a lepszej sytuacji finansowej jak w UK na pewno nie ma w PL.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Moozart, to prawda jak w Polsce się uśmiechasz to jesteś dziwnie postrzegany. Nie zawsze oczywiście, ale często…
      Co do tego, jak Anglicy są fałszywi, bo to często spotykam, tak twierdzą Polacy. Ja myślę, że oni są tacy jacy są, czasami fałszywi czasami nie. A czy o nas myślą?Myślę , że mamy problem z tym, że ktoś o nas myśli i to źle, za plecami. Oni często wcale o nas nie myślą, bo mają kupę innych spraw na głowie… Moje sąsiadki w wieku 50+ za to często myślą o Polakach, o mężczyznach. Mają do nich „hots” jak to się mówi. Uważają , że Polacy są przystojni, dobrze zbudowany, mili, szarmanccy i seksowny. Więc Anglicy tak myślą też 😉
      A facetów Anglików to nie pytałam co myślą o polskich kobietach, ale myślę, że raczej obejrzą się za Polka na ulicy niż za Angielka… I może na tym temat zamkniemy. Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂

      Polubienie

  14. Szczerze i trafnie opisane… podobne odczucia ma wielu.
    Poprostu jednak, polska wibracja jest nam najbliższa a z drugiej strony to
    mieszkając zagranicą kraj nasz – jakże naiwnie – często idealizujemy…

    Trochę to wariacje na temat „chciałabym a boję się…”
    Że jak nie wrócę za rok, roki dwa, to już tego -a raczej tamtego – kraju nie poznam.

    A jednak, Polski trochę bać się trza 😉 . Jak czytam njusy z niej, to tak mam.
    Że strrrrach się bać, no nie ? Hehe…
    I tak w kółko. Mimo tego i wszystkiego, do przodu. Boso po plaży.

    Pozdrówka słoneczne !

    Polubione przez 1 osoba

  15. Poczytalam sobie tu duzo, jak bardzo to co piszecie jest mi bliskie. Zyje poza krajem juz 30 lat, wyjechalam jako mloda dziewczyna, sama, zostawilam rodzine,.przyjaciol, ale wtedy bylo to jedyne wyjscie. Poczatek byl straszny, tesknota, nie znajomosc jezyka, ale wiedzialam juz wtedy ze nie mam do czego wracac, oprocz rodzinki, ale moja mama i siostra zrozumialy moja decyzje. Bylo mi ciezko, ale udalo mi sie!!! Zaczynalam od sprzatania, w tej chwili posiadam wiele nieruchomosci, ktore wynajmuje. Jezdze bardzo chetnie do Pl, 3- 4 razy w roku, ale tylko na 4 dni. Spotykam sie z przyjaciolmi, mam ich nadal, ale tak jak wiele z was pisze, nasze rozmowy sa ciezkie, ja nie jestem w temacie polityki, zusu, szkolnictwa itp. wiec nie bardzo moge zabierac glos, mimo wszystko, nadal tam bede jezdzic, bo mam piekne wspomnienia i o nich moge z przyjaciolmi pogadac. Czesto sie zastanawiam, kiedy w Polsce ludzie zaczna myslec i dzialac, ze tak powiem, po europejsku, te zdziwione miny, gdy sie na ulicy czy w sklepie powie dzien dobry, wulgaryzm, arogancja, to wszystko jest dla mnie takie obce. Nie, nie zaluje, ze opyscilam kraj, jestem dumna z tego co osiagnelam tutaj,.tam by mi sie nie udalo nigdy. Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  16. Artykuł tendencyjny a do tego na siłę stara się być opiniotwórczym…
    Po kilku przykładach (pies, urząd, itd) nie można oceniać mentalności ludzi.
    Mam odwrotne doświadczenia – jeżdżę czasami do rodziny (UK) i pomimo cudownej atmosfery…..jeżdzę tam czasami 🙂 – powód – unosi się w powietrzu zapach emigracji i czegoś tymczasowego, na przetrwanie… Dodam, że moja rodzina nie mieszka w „polskiej” dzielnicy i ma średni kontakt z polonią.
    Jeżdżę po całym świecie ale bazę mam w Warszawie i nie zamierzam wyprowadzić się z Polski. Każdy może żyć tak jak chce i robić to co chce – kwestia wyborów.
    Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  17. A co, jeśli znów nie jestem w stanie pojąć o czym wszyscy, z taką oczywistością, klepią? Że Polak nie jest już swój u siebie, a za granicą nigdy nie będzie? Nigdy nie spotkało mnie nic, co dałoby mi do zrozumienia, że w Polsce dziwnie mnie traktują. Nigdy nie poczułam, że nie jestem u siebie w Amsterdamie, gdzie mieszkałam, czy w Dublinie, gdzie mieszkam teraz. Nigdy nikt nie zasugerował mi, że mam szukać dziury w całym, więc jej nie szukałam tym bardziej, że nigdy bym nie znalazła. Mój dom jest tam, gdzie czuję się bezpiecznie, gdzie jest mój partner, gdzie umiem dogadać się z ludźmi. Moim domem jest sama świadomość, że najbliżsi, jak mama, babcia czy teściowie żyją, dobrze się czują i w każdej chwili mogę ich usłyszeć, czy czasem zobaczyć. Nie czuję nigdzie odrzucenia, dyskryminacji czy wyobcowania. Bo ich nie ma. Nie wiem skąd bierzecie swoje udręki emigranta, strasznie się trzeba napracować, by najpierw wyprodukować w sobie zgorzknienie, potem dorobić do niego nieistniejące faktycznie objawy obcości, nadmiernej odległości, tęsknoty i nie wiem czego jeszcze. Ja przepraszam, że to powiem, ale produkcja tego typu problemów to objaw zbiorowej choroby.

    Polubione przez 1 osoba

  18. A ja ostatnio byłem bardzo zaskoczony polską obsługą w urzędach! Urodził mi się syn i w 15 minut dostałem pesel i akt urodzenia. Później poszedłem do NFZ, aby zarejestrować na kilka najbliższych miesięcy moją rodzinę (na podstawie mojego zagranicznego ubezpieczenia) i super kompetentna pani przygotowała dla mnie wszystkie zaświadczenia w pół godziny. W Hiszpanii, gdzie mieszkamy od dwóch lat, aby cokolwiek załatwić to trzeba się od urzędu do urzędu odbić ze trzy razy… A tutaj wszystko za pierwszym zamachem 🙂 Nie jest tak źle!

    Polubione przez 1 osoba

  19. Największą wada Polaków to nieuzasadniona samokrytyka. Ludzie przyjeżdżając z zachodu, który podczas drugiej wojny w porównaniu do nas niewiele ucierpiał, dziwią się, że w Polsce panuje prawdziwy wyścig szczurów – cóż komunizm zabrał ludziom własność, nie wiedzieliście?
    Przykro jest czytać komentarze, które zachwalają kulturę zachodu, bo to co się aktualnie w Polsce dzieje to zasługa m. in. zachodu, który dokonał zdrady Polski podczas drugiej wojny światowej, oddając nas pod następną okupację; przypominam, że Niemcom się po wojnie nic nie stało – okupacja aliancka a niemiecka, czy sowiecka to dwa różne światy. III Rzesza i ZSRR mały jedną wspólną cechę: mimo, że z sobą walczyły to nienawidziły przede wszystkim Polski i Polaków. Niemcy i ZSRR podwójnie wygrały wojnę; nie dość, że totalnie Polskę zniszczyli mordując cała inteligencje polska, to jeszcze Polacy mieszkający m .in. w Niemczech psioczą na swój były naród. Polacy przynajmniej jako naród mają HONOR! O to taka małą różnica między zachodem a Polską.
    Jak tak bardzo ,,Polski” nie lubicie, to do jasnej ciasnej zapomnijcie o nas i przestańcie posługiwać się j. polskim, i do widzenia. Do jasnej cholery odczepcie się od nas!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Widzę Adam, że emocje Cię trochę ponoszą.
      Wyścigi szczurów są popularne nie tylko w Polsce. My to tylko wzięliśmy w pakiecie z resztą dobrodziejstwa inwentarza którym się zachlysnelismy kiedy dane nam było mieć w końcu „wolność”. I zrobiliśmy to z otwartymi oczami. Nadal to robimy. Pędzimy w oslepieniu…
      Co do inteligencji, to przez Polskę przetoczyla się nie tylko II wojna światowa, ale i różne inne plus polska inteligencja i nie tylko miała też tendencje do zapijania się na śmierć, umierania z głodu, tudzież wyjeżdżania na emigrację i tam usychania z tęsknoty… Więc to wszystko jest trochę bardziej skomplikowane.
      Co do tego, że inne narody nie płacą frycowego dotąd za wojnę to się nie zgodzę. Chyba nie wiesz jaki jest stan mentalny Niemców. Tak, może i maja jakiś dostatek ekonomiczny, ale mniejszy niż się nam wydaje, ale nadal ścigają ich upiory tego co się wydarzyło i oni zrobili podczas wojny. Nie tylko oni zresztą…
      To o czym mówisz, to bardzo skomplikowany i złożony problem.
      Co do Polaków zagranicą, to myślę, że w dużej części oni też wyjechali szukając spokoju. Od tego co się dzieje i mloci w naszym kraju. Niestety jest jednak tak, że wyjazd z Polski spokoju nie daje. To uluda. Spokoju trzeba szukać inaczej i gdzie indziej. Każdy swoją walizkę z problemami wlecze gdziekolwiek pojedzie. Ona jest z nami na zawsze…
      Pozdrawiam serdecznie 😊

      Polubienie

      1. Proszę Ciebie Polacy(inteligencja) byli zabijani masowo do lat 50-60 tych. A Druga wojna dla Polaków zakończyła się w latach 90-siątych, to ma swoje konsekwencje.
        Niestety nie bardzo rozumiem co masz na myśli o polskiej inteligencji. Polska inteligencja została podczas wojny prawie całkowicie wybita; nie mówmy o tej garstce, która przerwała i musiała się ratować emigracja lub była w Polsce Ludowej prześladowana, bo na nic nie miała wpływu i była to dosłownie garstka. Najlepszych i tak wybito, takich jak: rtm. Witold Pilecki albo gen. August Emil Fieldorf, ps. Nil, a takich jak Oni było wielu.
        Wartości jakie z sobą nieśli nie zostały przekazane następnym pokoleniom….

        ,,Co do tego, że inne narody nie płacą frycowego(…)”

        ,,Frycowe” to oni dosłownie płacili wszystkim oprócz Polsce. Niestety wyniszczyli nam kraj, szczególnie ludzi i powiedzieli tylko przepraszam, i nic więcej.
        Pragnę przypomnieć, że podczas walki z Polska nie stronili od żadnych podłości – to taki naród bez honoru. Niemcy przegrały wojnę, ale okupacja nazistowsko- niemiecka od alianckiej skrajnie się różniła i chyba zdajemy sobie z tego sprawę?
        Proszę sobie porównać, jak Polska skończyła a jak Niemcy i spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie: kto tak naprawdę przegrał wojnę?
        Proszę Ciebie, ja nie napisałem, że Niemcy ponoszą cała odpowiedzialność, gdyż zdradzili nas nasi niby sojusznicy. Doszło po prostu do zdrady; mówili a robili co innego – u nich to taki standard. Byliśmy potrzebni jak trzeba było walczyć o Francję, Anglię lub gdy chodziło o ,,Enigmę”. Dlatego Polska nie jest na zachodzie lubiana, bo jest ich wyrzutem sumienia. Mało tego cały zachód zazdrości nam naszej postawy podczas drugiej wojny światowej – nawet Francuzi kolaborowali z III Rzeszą. Żeby się zbytnio nie rozpisywać: zazdroszczą Polsce honoru! Choć ciężko za to zapłaciliśmy i po dziś dzień ponosimy tego konsekwencje.
        Zachód jest obłudny, dlatego jak czytam wpisy gloryfikujące zachodnią kulturę to naprawdę… Ja im niczego nie zazdroszczę.
        Aha, jeszcze jedno; niestety ta buta niemiecka dalej jest i te poczucie wyższości ma się dobrze. Widać to szczególnie u polityków niemieckich, którzy pouczają Polaków na temat demokracji…..

        ,,Co do Polaków zagranicą, to myślę, że w dużej części oni też wyjechali szukając spokoju”

        Tak wiem, wyjechali szukać spokoju materialnego. Ja nie mam nic przeciwko, niech każdy sobie żyje jak chce i gdzie chce, ale niech zostawią w spokoju Polaków żyjących w Polsce.
        Chodzi mi o pewien umiar, jak im tak Polska uwiera to niech o niej zapomną i po problemie – zamykasz drzwi a klucz wyrzucasz i wszyscy jesteśmy zadowoleni(:
        Bardzo się cieszę, że zauważyłaś istotna rzecz, że na ziemi nie ma spokoju.
        dziękuje za szczerość. pozdrawiam serdecznie:)

        Polubione przez 1 osoba

      2. Mamy temat na nocne rozmowy Polaków. Nie lubię wódki, może być nalewka 😉
        Co do spokoju. Myślę, że spokój finansowy to jedna ze składowych spokoju w ogóle…
        Pamiętaj, że jest ważna rzecz, nie wszystko jest takim jak się nam wydaje. Zawsze jest wiele warstw i aspektów tego co widzimy. Zawsze trzeba spojrzeć z pary stron…
        Odpowiedź jest złożona, nie prosta…
        Dobrego dnia, może kiedyś jeszcze pogadamy, było mi miło… 🙂

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s