Polak emigrant to bidul i męczennik… Kto tak myśli?

girl-sick-sadness-window-photo-car-mood-wallpaper

Wzięli i wyjechali. No i walneli drzwiami. Prawie. A teraz płaczą. Że tęsknią, że jedzenie nie to, że przyjaciele nie są przyjaciółmi, że ciężko …

No jasne myślą nasi znajomi z kpiną, jaki bidul i męczennik. A wracać nie chce. A to ciekawe? Więc o co im chodzi? Zrobili to co chcieli, pojechali po lepsze życie, bo to tutaj im nie odpowiadało. No, to teraz mają to co chcieli, żyją lepiej. Przyjeżdżają świetnym, drogim „wózkiem” na wakacje, a pomimo to jeszcze dupę zawracają, że im źle.

To przykład, wiadomo, że każda historia jest inna. Ale schemat jest podobny. My, którzy wyjechaliśmy mamy lepsze życie, a jeszcze śmiemy narzekać czy czasami użalać się nad sobą w gronie znajomych. Od każdego dostaniemy po łapach, bo na zdrowy rozum „nam się w głowach poprzewracalo”. Bo nikt, kto nie jest w „naszych butach” nie jest w stanie tego zrozumieć. 

Tego, że żyjemy w pewnym rozdwojeniu. Że może i mamy to lepsze życie, tą stabilizację finansową, ten spokój, który dzięki temu jest. Ale czegoś nam wciąż brakuje. Zawsze jest jakaś pustka. Taka zadra, że to wszystko jest nie do końca tak. Że coś gdzieś tam nie do końca styka. Że to wszystko za mało, to co mamy, na co sobie zapracowalismy, i nie da rady aby zdusić ten smutek, który skądś tam zawsze wyziera…od czasu do czasu… 

I bywa też tak, że chore dziecko. I dzwoni się do przychodni i lecimy z dzieciakiem na rękach, bo wysoka gorączka, bo kaszle i wymiotuje w tym samym czasie. I wchodzę do lekarza i jest Hindus. I on szybko bada i jeszcze szybciej mówi, z jakimś dziwnym akcentem. I nic nie rozumiem. Dostaję plik zielonych recept i palec lekarza wskazuje drzwi. A ja tylko przełykam łzy i kiwam głową. Bo kompletnie nic nie rozumiem… Wracam do domu i myślę, że jak ja się tutaj męczę, biedna jestem, po cholere tutaj za tym mężem jechałam. Trzeba było zostać w Polsce, mama by pomogła, lekarze lepsi i rozumiem co do mnie mówią… A tutaj jakaś paranoja… Dzwonię do mamy, żeby się wypłakać, a ona mi mówi : „Przestać zgrywać męczennicę, czy Ty wiesz, że mi znowu na rachunki brakuje? A ojca firma cienko przedzie… Kto to wie, co się wydarzy za parę miesięcy. A my coraz starsi, gdzie on znajdzie nowa robotę? A Ty co, dziecko masz chore? Dzieci chorują… Ja miałam Ciebie i Twoich dwóch braci i dałam radę. I było mi ciężej niż Tobie! A, że nie zrozumiałaś? Ja też nie rozumiem co w telewizji ostatnio Palikot i Korwin powiedzieli, a po polsku mówili!

No i kto myśli, że Polak emigrant jest bidul i męczennik?

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

13 myśli na temat “Polak emigrant to bidul i męczennik… Kto tak myśli?”

  1. Nie ma idei fix na życie. Ten co za granicą nie mieszkał (nie mówię o 2 tygodniach na szparagach w Niemczech) nie zrozumie tego, co tam mieszka. Emigracja jest trudna na wielu płaszczyznach, nie tylko bariera językowa, którą mimo lat i doświadczenia, nie jesteśmy w stanie w pełni pokonać. Jest też inna kultura, a na koniec tego wszystkiego dochodzi „home sickness”, czyli prosta a jakże silna tęsknota za krajem i bliskimi. Zawsze jest łatwo innych oceniać. A temat związany z rodzicami i relacjami z nimi to już inna, równie ciekawa bajka. Tak to widzę.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Już pisałam o tym szerzej i u siebie, dziś tylko zacytuję wieszcza Juliusza Słowackiego ” Dzisiaj, na wielkim morzu obłąkany,
    Sto mil od brzegu i sto mil przed brzegiem,
    Widziałem lotne w powietrzu bociany
    Długim szeregiem.
    Żem je znał kiedyś na polskim ugorze,
    Smutno mi, Boże!

    Żem często dumał nad mogiłą ludzi,
    Żem prawie nie znał rodzinnego domu,
    Żem był jak pielgrzym, co się w drodze trudzi
    Przy blaskach gromu,
    Że nie wiem, gdzie się w mogiłę położę,
    Smutno mi, Boże!”

    Polubione przez 1 osoba

  3. Ja się bardzo rzadko żalę a jak już to tylko na to, że mama jest tak daleko. Narzekam oczywiście na wiele rzeczy, ale chyba nie ma to związku z emigracją tylko rónymi życiowymi sytuacjami. A Ty może jeszcze nie znalazłaś miejsca na ziemi, takiego dla Was właśnie?

    Polubione przez 1 osoba

  4. Nie wszyscy są gotowi na rozłąkę z rodziną i znajomymi. Ze swojego doświadczenia wiem że są chwile kiedy wykonujesz zwykle czynności i nagle masz obraz jak to robiłaś w domu – i dołek głębokości kopalni węgla gotowy. Rozmawiasz szybko na skejpaju zeby utulić siebie i swoje smuteczki. Budzisz sie następnego dnia i wiesz ze to miejsce, ludzie i możliwości dają Ci radość której nie miałeś tam – jeżeli jest inaczej to znaczy ze sie nie nadajesz na to co tu otrzymujesz i wypracowujesz, będziesz szczęśliwy jako nieszczęśliwy tam. I tak czasami bywa 😀 na szczęście doceniam to co mam i kto mnie otacza bez względu gdzie jestem.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s