Przyjaźń mojego życia…

in-the-shadow-of-death_0

Kiedyś myślałam, że przyjaciel jest na zawsze. Że to trwa. Ale przekonuję się, że wcale nie. Po pierwsze wyjechałam z Polski. Po drugie moje życie ulega zmianom od czasu do czasu, większym lub mniejszym zmianom…

Czy przyjaciele nie nadążają, czy może poprostu nie chcą nadążyć, czy może to poprostu tak jest, że przyjaciele są a potem się wykruszają? Zostaje ich paru, może jeden, przychodzą nowi…

Bo o co chodzi w przyjaźni? Zawsze myślałam, że z przyjaźnią jest jak z miłością. W przyjaźni jednak nie doświadczamy tylu skrajnych emocji, odpada też pożądanie, no i myślę, że z przyjaciółmi jesteśmy bardziej szczerzy niż z własnym osobistym narzeczonym czy mężem. I to daje solidną podstawę aby przyjaźń trwała.

Nikt z nas nie jest idealny. Wiem, to frazes, i jakże wyświechtany w dzisiejszych czasach. Ale może właśnie dlatego, że nie jesteśmy idealni szukamy kogoś kto nas zaakceptuje. Coś w pobliżu zastępczego rodzica prawie. Kogoś, z kim mamy sporo wspólnego, chociaż nie wszystko, ale więcej nas łączy niż dzieli. Kogoś komu będziemy mogli zaufać i dzielić z nim nasze dramy, marzenia. Kto nas w tym wszystkim wesprze. I zrozumie i nie odejdzie, bo mamy kolejną głupawkę z jakiegoś może nawet kompletnie błahego powodu. My oczywiście będziemy dla niego tacy sami.

Niby nie powinni podzielić nas faceci, dzieci, praca, emocje, poglądy na niektóre sprawy na przykład polityczne, może i nawet religijne. Przyjaźń powinna być ponad to. To jest chyba najważniejsze. Przyjaźń powinna być ponad „podziałami”. Bo tutaj chodzi o coś więcej. Bo przy przyjacielu uczymy się szanować inność. Może z tych właśnie powodów przyjaźń jest tak trudna.

Czy gubią nas zwykłe małe czy większe ludzkie słabości jak zazdrość, zawiść czy to, że ktoś nie może zaakceptować naszych wyborów, tego, że idziemy nagle inną drogą. Która być może jest zaskakująca, nawet dla nas samych, ale tak też bywa.

A może gubi nas coś innego –  my zawsze wiemy lepiej co jest dla kogoś lepsze. Nieważne, że to nie nasze życie i tak naprawdę niewiele o nim wiemy pomimo, że jesteśmy zaprzyjaźnieni. My wiemy lepiej co i jak ktoś powinien zrobić. I tu wracamy znowu do szacunku do drugiej osoby i jego wyborów. Bo nam tego szacunku brak. I vice versa zresztą… Tego uczymy się w każdym związku, nie tylko z przyjacielem…

Mówią, że życie jest jak wielki dom. Ja tam mieszkam, siedzę sobie gdzieś. I wciąż otwierają i zamykają się drzwi. Ludzie przychodzą i wychodzą. Niektórzy coś przynoszą, nie przychodzą z pustymi rękami, niektórzy coś dostają ode mnie, niektórzy zostają na dłużej, niektórzy tylko przebiegną przez hall i znikają za drzwiami. I tylko ja tam jestem cały czas.

Nauczyłam się, że gdy przyjaciel odchodzi to trzeba przeżyć żałobę. Bo to jest strata. Im dłuższą przyjaźń, tym strata bardziej boli.

Ale przychodzą nowi ludzie i nowi przyjaciele. Oni już będą inni, my jesteśmy inni. Spotykamy się w innym miejscu naszego życia i inne rzeczy będziemy już dzielić. I w moim życiu tak się faktycznie dzieje…

Im jestem starsza tym widzę, że coraz mniej wiem. Że to wszystko nie jest takie łatwe. I że uczę się coraz większej pokory. Też do tego, że ktoś kiedyś mi bliski się oddala. I muszę na to pozwolić…

Tylko wciąż się łapię na tym, że kiedy wracam, tak jak teraz z podróży, to chcę złapać za telefon i usłyszeć ten głos. Bo to była przyjaźń mojego życia.

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

12 myśli na temat “Przyjaźń mojego życia…”

  1. Porównanie życia do domu – piękne 🙂 I takie prawdziwe… Nie znałam. A z przyjaźnią… tak jak z tym miejscem przy stole, w tym domu życiem zwanym, zwalnia się w pewnym momencie, by ktoś inny mógł je zająć…

    Polubienie

  2. Znałam tę metaforę życia jako domu, fajnie że ją przypomniałaś. Dziś przyszła mi do głowy tak myśl, że owszem ludzie przychodzą, odchodzą, a szanowanie siebie to dbanie o ten dom, nie dopuszczanie do tego by stał się dworcem i sklepem całodobowym,zaś szanowanie innych to nie zamienianie tego domu w klatkę albo w wiezienie. Czyli tak jak z domem, ani za dużo duchoty ani za dużo przeciągów;-)

    Polubione przez 1 osoba

  3. Najbardziej doskwiera cisza. Milczenie i to uczucie, że zostało się zapomnianym. Sami się nie odzywamy. Milczymy. Liczymy, że ktoś zapuka znowu. Telefon milczy, kartki już nie przychodzą… mija rok, dwa. Może kiedyś spotka się tę osobę, ale nie ma już o czym rozmawiać.

    Polubione przez 1 osoba

  4. Nauczyłam się nie traktować ludzi jako pewnik. Nie powinniśmy tego robić. Ludzie się zmieniają, my się zmieniamy, dojrzewamy, inne rzeczy nas interesują. W między czasie możemy zgubić to, co nas łączyło. Nie rozdzielałabym taką grubą kreską przyjaźni i partnerstwa. Przecież nasza miłość też powinna być naszym przyjacielem – inaczej ten związek ma małe szanse na przetrwanie… 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s