Polka na emigracji – co wygrywa kobieta po przejściach?

wpid-11038394_10204096092588943_2259842364004688515_n.jpg

Bilans zysków przychodzi mi na myśl. Bo po takich przejściach niemożliwe aby nie zastanawiać się, po jaką cholerę mi to wszystko było? A może trzeba było zostać grzecznie w Polsce i nie wyściubiać nosa za daleko…

Jakoś tak się ostatnio złożyło, że czytałam dużo historii dziewczyn i kobiet, które już jakiś czas na emigracji są. Piszą o tym jak ich życie się układało. Piszą też o tym czasami jak było przedtem. Co zaryzykowały, stawiały wszystko na jedną kartę czy raczej były ostrożne…

Ciekawie mi się to czyta, szczególnie, że ostatnio znowu gdzieś tam są dyskusje o tym, że nam emigrantom się w głowach często poprzewracało i jesteśmy tak „zadufani” w sobie…

Prawie zawsze mówią tak ludzie, którzy jak mówią Anglicy – „nigdy nie byli w naszych butach” i mówią coś o czym, niestety nie mają pojęcia….

Co mnie uderza w tych kobietach to Siła i też jakaś charyzma, która jest niejako produktem ubocznym tej Siły właśnie. I to wszystko jest jakieś nowe. Bo patrząc na ich wcześniejsze życia, tego tam wiele nie widać. Oczywiście my wszystkie poważyłyśmy się na wielką zmianę, decydując się na wyjazd zagranicę i pozostanie tutaj. Ale żadna z nas nie wiedziała, że będzie tak ciężko, i że „frycowe” będzie takie wysokie…

Wiem, że można rzucić tekstem, że jak się stawia dużo na szalę, to można dużo wygrać. Tak, ale tak to sobie można pograć w ruletkę czy coś tam i to jest jeden ruch, kładziemy kasę i czasami odbieramy jeszcze większą kasę. Ale w życiu raczej bywa inaczej. To są setki trudnych dni, wieczorów kiedy padamy na twarz, wiele męczących snów o tym co było znane i jawi się jako bezpieczne a my nie możemy tego już mieć w zasięgu ręki, lekarza, który mówi nam, że mamy zagrożoną ciążę, a my połowy nie rozumiemy, strachu, że wszystko jest tak inaczej, i że chyba tego nie ogarniemy. I tego wiecznego pytania : po co mi to było? I ten strach…

I stawiamy kolejny krok, następnego dnia i jeszcze kolejnego. I przychodzi w końcu taki czas, że siadamy i wiemy, że jest dobrze. Pomimo wszystko. I, że jeżeli to wszystko przeszlyśmy, to możemy dużo i jeszcze więcej.

Tylko z tym poczuciem, że możemy dużo, tym bardziej, że my wszystko same, przychodzi zmiana w nas. Jak nas się postrzega, bo my już wiemy czego chcemy a czego nie. I potrafimy wybrać to co nam się podoba, to co dla nas najlepsze. I nie dajemy się już zmanipulować. I trzeba liczyć się z naszym zdaniem. I to nie jest tak, że my nie czujemy już strachu, tylko my już potrafimy z nim żyć.

A, ktoś powie, że jestem „zadufana”, bo wiem czego chcę. I wyrażam to jasno, zwięźle i tonem głosu kobiety, która już wie, że ma swoją wartość. Cena za to była bardzo wysoka, ale warto było. Warto było uwierzyć w siebie.

Tak widzę, te wszystkie emigrantki po przejściach…

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

29 myśli na temat “Polka na emigracji – co wygrywa kobieta po przejściach?”

  1. mądry człowiek kiedyś powiedział – być odważnym to nie znaczy „nie czuć strachu”, być odważnym to podejmować decyzje i działać pomimo odczuwanego strachu….
    wydaje mi się że to właśnie te osoby które potrafią działać (pomimo strachów i lęków) „coś osiągają” na emigracji i czują się tutaj dobrze i spełnione. Narzekacze natomiast zrobili jeden duży krok – by później znów się zatrzymać, bać się wszystkiego w wokół i tylko narzekać i wyśmiewać to co jest „inne”.
    A wiesz co często słyszę ? – tobie to łatwo bo ty się nie boisz…..
    tak łatwo……. ……
    boję się, czasem nawet bardzo – ale to nie przesłania mi życia i po prostu małymi kroczkami, jednym za drugim idę naprzód…

    nie od razu Rzym zbudowano…………..

    Polubione przez 3 ludzi

    1. Mieszkam w pieknej Danii 8 lat tez nie bylo lekko i malymi krokami osiagnelam to co chcialam,choc caly czas trzeba isc na przod czasem zacisnac zeby i nie poddawac sie.
      Bywaja samotne wieczory gdy lzy cisna sie i chce sie wyc,ale wiem ze to minie wstane dumna usmiechnieta szczesliwa bo jest dla kogo.
      Dziekuje za ten post👍🏼👏🏻

      Polubione przez 2 ludzi

  2. Większość ludzi i tak woli żyć w maraźmie i nie wysuwać nosa ze swojej „bezpiecznej strefy komfortu”. Problemy czy to, że się czegoś boimy? Kto tego nie ma? Nie ma osoby co się niczego nie boi. Ze starchem trzeba się nauczyc radzić, a problemy rozwiązywać a nie stekać i narezkć, artykuł trafiony świetny wpis:P

    Polubione przez 2 ludzi

  3. dziękuje ci za ten wpis….jest taki prawdziwy,ja jestem od niedawna na wyspach i uczę sie tu żyć…chociaż czasami właśnie myslę sobie”po co mi to było” nie narzekam na głos…tłumie to gdzieś w środku idąc dalej na przód,pokonując starch,barierę językową -jestem tu przecież dla nich…mojej rodziny-męża i dzieci…Tylko ci ludzie niby rodacy a „polak polakowi wilkiem”

    Polubione przez 4 ludzi

  4. Jako emigrant podpisuje sie pod tym tekstem. Faktycznie, sa rozne sytuacje, dobre i zle, a jeszcze emigracja zwieksza ilosc nowych rzeczy do ogarniecia. Widzialem tutaj kobiety po przejsciach, ktore mimo niby wielkiej ilosci problemow w ojczyznie, tutaj wychodzily na prosta.

    Polubione przez 2 ludzi

  5. Dziekuje Ci za ten artykul….on jakby wyjety z mojego zycia, tego, ktore zaczelam budowac na emigracji odkrywajac siebie na nowo. Zycze wszystkim aby probowali kazdego dnia wychodzic ze strefy komfortu pomimo strachu i z optymizmem w sercu marzyc i spelniac marzenia…..Mnie sie udaje a nie jestem nikim lepszym od „Ciebie” droga emigrantko, kobieto po przejsciach. Zeby wygrac trzeba zagrac!

    Polubione przez 2 ludzi

  6. Twój blog spadł dziś mi jak gwiazdka z nieba 🙂 Czytam i czytam twoje artykuły i tak myślę, kurcze to tak o mnie, aż zrobiło mi się cieplutko i łezka się w oku zakręciła 🙂 Mieszkam w Szwajcarii już dokładnie 20 lat i parę mcy, dokładnie połowę mojego życia. Przez pierwsze tak 12 lat nie tęskniłam za Polską, dopiero jak zaczęłam być taką prawdziwą kobietą po przejściach (rozwód), zaczęłam tęsknić, ale to za czym tęsknię już nie istnieje… Wizyty w Polsce są fajne ale jestem szczęśliwa że mogę z dziećmi wrócić do siebie, tzn do naszego mieszkania i do naszego „normalnego” życia. Co mnie bardzo smuci, w Polsce jest dużo ludzi, którzy mnie traktują jak jakąś inną, nie polską, myślę nawet niekiedy że jako zdrajczynię… Ale może też jestem przewrażliwiona. Jak mi ktoś dziś mówi, że chce wyjechać, mówię, że trzeba się bardzo dobrze nad tym zastanowić, bo każdy zacznie kiedyś tęsknić, każdemu będzie brakować rodziny i po prostu oddalamy się… Tylko że właśnie wcześniej się tego nie wie… Im człowiek starszy tym bardziej sentymentalny… I wiesz co? Myślę że jak się zostaje w kraju to też tak się dzieje 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

  7. Jestem 3tygodnie nie myślałam ze będzie tak ciężko wyjechałam po to żeby być kiedyś silna .mam nadzieję ze jeszcze tak będzie :-)czytałam posty jeszcze przed wyjazd pozdrawiam serdecznie 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Roxy emigracja, zwłaszcza początki potrafią być okropne, ale stopniowo nabiera się pewności siebie i żelaznego kręgosłupa, ja jestem tego najlepszym przykładem. Tobie też się uda. Nie poddawaj się. Najgorsza jest samotność, dlatego szukaj ludzi z którymi mozesz się zaprzyjaźnić, pogadać. Trzymam kciuki za ciebie. Dee

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s