Rodzicielstwo bliskości – jedyna i święta prawda. I moje lumbago…

faa3492f595beb0cda49406f277a2777

Nie jestem fanką Rodzicielstwa bliskości. Byłam, ale dość krótko. To piękna idea, szczytne założenia, generalnie miodzio, ale dla mnie nie styka z rzeczywistością…

Książki o rodzicielstwie bliskości wpadły mi już w ręce dawno temu. Oczywiście sięgnęłam też do źródeł, skąd to się wzięło. No i ujęło mnie za serce i prawie się roztopiłam w zachwycie. Że można aż tak idealnie sobie radzić z tym dzieckiem, i z karmieniem piersią, i z noszeniem dziecka w chuście, i z wszystkim, absolutnie. Dziecka wtedy jeszcze nie miałam, ale stwierdziłam, że będzie luz blues. Że się da, pomimo, że moi rodzice daleko w Polsce, że teściowie zajęci czymś innym. Ale ja dam radę, przecież to takie łatwe, dostosować wszystko do dziecka.

No i ten eko – trend, związany bardzo z rodzicielstwem bliskości. Na początku wszystko prałam ręcznie, płatki mydlane przyjechały z Polski, duży zapas. Potem przyjechały orzechy do prania, jeszcze bardziej eko. Już mogłam prać w pralce. Niestety niewiele się spierało, hm, dorzucałam więc płatki mydlane, i było super, dopóki pralka nie przestała prać. Zadzwoniłam do producenta, powiedzieli, że przyślą „magika”, ale cena to około połowy wartości nowej pralki. Więc przez parę dni przepychalam pralkę sama. I miałam pierwszą „załamkę”… Może powrót do prania na tarce??? Gdybym używała pieluch tetrowych, to pewnie skończyłoby się na bali i tarce…

Dziecko rosło i przyszedł czas, żeby pomyśleć o chuście. Trochę się tej chusty bałam, więc zakupiliśmy nosidełko. Dziecko będzie z przodu, blisko mnie, a ja mogę coś tam robić cały czas. No więc, niewiele dało się robić z dzieckiem z przodu. A po paru dniach wysiadł mi kręgosłup, czyli popularne lumbago… I wtedy już niewiele mogłam podnieść, bo prawie w ogóle nie mogłam się ruszyć. Na szczęście jechałam do Polski do rodziców i wiedziałam już, że pójdę na masaż. Masażystka, przemiła, ciepła Ukrainka, postawiła mnie na nogi, ale i dostałam po głowie. Powiedziała mi bez ogródek, że z moją delikatną konstrukcją kostną fasolki szparagowej plus stylem życia kiedyś, raczej siedzącym, się nie kwalifikuję na żadne chusty czy nosidełka, bo załatwię sobie kręgosłup na amen. Kiedyś kobiety były bardziej sprawne, normą była praca fizyczna i miały też inna posture i budowę. Jak chcę sobie załatwić kręgosłup na stare lata to droga wolna…

Według założeń Rodzicielstwa bliskości jednak najważniejsze jest, że kobieta/matka powinna dążyć do harmonii w związku z mężem, znaczy ma być cacy, bo dziecko wpasuje się doskonale w związek i nie stawia życia na głowie (taaak?!), i z otoczeniem, bo postawa matki jest wzorem dla dziecka. Dziecko będzie obserwować i brać jak swoje. Taaa… A u mnie były emocje, kolosalne zmęczenie, często nie przespane noce. Sama z dzieckiem. Zero czasu dla siebie, bo dziecko to priorytet. A dziecko rosło i takie małe już chodzące przecież nie potrzebuje matki nonstop. Ale ja patrzyłam na propagatorki stylu bliskości i myślałam, co jest ze mną nie tak? Emocje buzują w środku, no bo nie mogę być zła na zewnątrz, padać na pysk, być sfrustrowana i mieć tego całego macierzyństwa po dziurki w nosie. Przecież to zaszkodzi dziecku. Taki zły przykład… A w tym wszystkim mnie prawie nie było, tego mojego kawałka podłogi. Bo dziecko było blisko, dużo za blisko…

I brakowało w tym wszystkim autentyczności. Mojej. Tego, że pokaże, że nie zawsze jestem nawet na 60% i dziecko zobaczy Matkę prawdziwą. Nie tą z wiecznym uśmiechem na ustach, a i z zaciśniętą szczęką. Nie tą, która już ledwo stoi, ale wciąż huśta dziecko na rękach, bo kiedy je postawi na ziemi to ono jest niezadowolone. I ona ma poczucie winy. Takie małe frustracje się zbierają i rośnie to jak kula śnieżna. Potem jest trudno to puścić, bo tego za dużo.

Rodzicielstwo bliskości jest oparte o inny kontekst kulturowy i czasowy. Teraz jest inaczej niż było kiedyś. Dodatkowo bazuje na dostosowaniu się do potrzeb dziecka. Ja uważam, że kończy się to na naginaniu rzeczywistości do potrzeb dziecka. A to już jest duża różnica. Bo budujemy i pokazujemy świat nierealny, nieprawdziwy. Zawsze kosztem siebie i tego co naprawdę czujemy. I naprawdę tak łatwo się wkręcić…

Takie szczytne założenia a w praktyce wychodzi to dziwnie. Tak bywa z każdą teorią. Nie przystają do rzeczywistości.   Świat jest niedoskonały, ja też. I to jest ok. Takie zaakceptowanie siebie w swojej bezsilności. Że nie przeskoczymy siebie samych. I w tym nie ma nic, co by było nie tak…

Uważam, że wszystkiemu należy się dokładnie przyglądać. Nie tylko w kontekście dziecka, ale także w kontekście siebie. I brać wybiórczo… Kształtować tą bezpieczną i bliską więź z dzieckiem, ale szukać tego środka, jak mówią złotego, zgodnie ze swoją wrażliwością i indywidualnością. Na dokładnie naszą miarę. 

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

22 myśli na temat “Rodzicielstwo bliskości – jedyna i święta prawda. I moje lumbago…”

  1. Rozsadek i umiar we wszystkim to złoty srodek. Widzialam nieraz na ulicy takie mamy z dzieckiem w chuscie i z reklamówkami zakupów w obu rękach albo na obcasach i roztrajkotane na wszystkie strony pokazujące swiatu że z dzieckiem w chuscie mozna swobodnie iść na kawę z kolezankami. Tak sobie pomyslałam a jakby tak któraś się potknęła i przewrócila i czy nie bylo by wygodniej np. na te zakupy iśc z wózkiem. No ,ale co moda to moda, chusta niejednokrotnie byla dobrana kolorem do stroju.A z tym poczuciem winy też różnie u mnie bywalo . Jak poczytalam o tym rodzicielstwie bliskości to mialam poczucie zalu ,że jak moje dzieci się rodzily to zabierala je pielęgniarka i jak chcialam zobaczyc jak dziecko wyglada to musialam czekać aż przyniosą je do karmienia a zwykle było to na drugi dzień po porodzie, jak tłumaczono wtedy;dziecko musi odpocząć, być zbadane, zmierzone, zważone a na sale dziecięcą nie wolno bylo wchodzic bo matki wnosily zarazki. Przy dobrych ukladach mozna bylo tylko zajrzeć przez szybę w zamknietych drzwiach.Lezało się po porodzie w szpitalu srednio 5 dni i przez te dni dzieciatko lezalo samo i bylo przynoszone tylko na okres karmienia na 20 minut, minął czas i zabierali dzieci bez wzgledu na to czy już były najedzone czy nie,straszne to były czasy.Ale w domu wiadomo matka poswięcała dziecku więcej czasu i byla zwolniona z wielu obowiązkow. Oczywiscie wyłączając patologiczne rodziny. Ale nikt nie żądał od niej ANI ONA SAMA OD SIEBIE zeby jak młody chart latac z dzieckiem i posprzatac i ugotowac i kupic i być tą wlasnie niezwykle dzielną nowoczesną mamą ktorej posiadanie niemowlęcia w niczym nie przeszkodzi bo je w chuste zawinie i hajda do roboty lub na miasto.Dawniej to się jakos inaczej celebrowało, pomagały babcie na przyklad . Teraz od babci wymaga się aby rozwijala się duchowo na róznych kursach i uniwersytetach wystawiala swoje zdrowie na różne diety stare i nowe albo ratowala swiat obojetnie po chinsku czy po unijnemu a jak któras nawet ma ochotę podjąc dawne babciowe obowiazki to zaraz natknie się w telewizji na program w ktorym 60 letni odmlodzony szczyl udowodni jej ze jest staromodna, i w dodatku przeszkadza mlodym w samodzielnym rozwoju,i ,itd, itesre.W która stronę by nie patrzec chodzi o to aby człek cale zycie bił się w piersi ze jest nie taki jak od niego wymagają

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Nie wiem, czy potrafiłabym odnaleźć się w roli matki, ja, jako osoba dążąca do perfekcji odpadłabym na przedbiegach…
    Mogę Cię pocieszyć, że świat się nie zawali, jak czegoś nie zrobisz dla dziecka, albo/i zrobisz coś dla siebie. Aby tylko słów miłości i ciepła nastarczyło, reszta ułoży się sama.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Chyba czytałyśmy inne książki, bo w tych „moich” dużo jest mowy o szscunku do dziecka, ale też do siebie samej, o stawianiu swoich granic i pielęgnowaniu swojego rozwoju, o autentyczności i elastyczności. RB to nie jest zbiór zasad, a idea która ma towarzyszyć w wychowaniu. Wydaje mi się, że wielu rzeczy nie zrozumiałaś i trzymając się na siłę jakiś zasad, wpędziłaś się w kozi róg.

    Polubione przez 1 osoba

    1. We wszystkich sensownych książkach będzie stało o szacunku dla dziecka plus całej reszcie, o której wspominasz. Więc RB żadnej Ameryki nie odkrylo, dołożywszy do tej całej swojej nie nowej teorii kult Eco/eko. Tak na czasie to wszystko jest. No i wiele w jednym.
      Uważam, że rodzicielstwo jest na miarę każdego konkretnego rodzica. Dla mnie RB stawia za wysoką poprzeczkę i dalej idzie w zaparte, że jest super…
      Wątpię. Albo inaczej. Guzik prawda…

      Lubię to

      1. Wybacz, ale wygląda na to, że nie masz zielonego pojęcia o temacie. W innych ksiązkach opisywane metody to często po prostu behawioryzm w stylu super niani czy Tracy Hogg. Owszem, jest tam o „szacunku”, ale podstawowa różnica dotyczy zalożeń, fundamentów. W RB chodzi o to, by dziecko miało wewnętrzną motywację do empatii, szacunku dla innych ludzi, pragnienia życia w harmonii ze światem i sobą samym (tak w skrócie). W metodach behawiorystycznych ta motywacja pochodzi z zewnątrz, z kar. nagród i innych metod, służących nie tyle wychowaniu mądrego człowieka, co stworzenia dziecka „grzecznego”, które spełni oczekiwania rodziców. To zasadnica różnica, więc wrzucanie wszystkich poradników do jednego wora, bo we wszystkich mowa o „szacunku” jest nieuprawnione.
        Poza tym RB to nie jest bezstresowe wychowanie, gdzie liczą się tylko potrzeby dziecka, a matka to musi zaciskać zęby. Pisząc o zaciskaniu szczęki pokazujesz, że nie zrozumiałaś w ogóle tych książek o RB ani ich nie czytałaś. Tu nie chodzi o poświęcanie się, udawanie kogoś innego, uśmiechanie się w każdej sytuacji, czy noszenie dziecka na rekach, żeby było zawsze zadowolone. Dziecko nie musi byc zawsze zadowolone. Nie na tym to polega, nie na tym życie polega. Frustracja i mówienie „NIE”, to oczywiste, naturalne sprawy w życiu dziecka i relacji rodzic-dziecko.
        Poza tym RB z „kultem eko” nie musi mieć nic wspólnego. To, że czasem mamy „stosujące” RB również są eko, niewiele tu znaczy, nie ma tu żadnego wynikania. Co do chusty i noszenia – gdybyś zadała sobie choć trochę trudu (skoro chciałaś nosić dziecko) i poradziła się doradcy albo choćby poczytała o tym, wiedziałabyś, że najlepiej nosi się dziecko od urodzenia. Nie wrzuca się dziecka w nosidle na brzuch, gdy się wcześniej nie nosiło. Twoje mięsnie muszą się przyzwyczaić do takiego obciążenia. To, co zrobiłaś, to bylo jak przebiegnięcie dwudziestu kilometrów bez żadnego treningu i potem zdziwko, że coś strzeliło w kolanie albo że mdlejesz na mecie…
        Piszesz popularnego bloga, to zobowiązuje do nieco bardziej merytorycznego przygotowania do tematu, jeśli chce się ferować jakieś sądy.
        Twoja notka to coś w stylu „Próbowałam jazdy na rowerze. Przereklamowane! Najpierw nie mogłam utrzymać równowagi, potem się wywaliłam, a potem w końcu zrobiłam 30 kilometrów i mnie następnego dnia tak strasznie bolały mięśnie! Ja dziękuję za taką rozrywkę! do dupy!”.
        Widzisz analogię?

        Lubię to

      2. Nie mam pojęcia mówisz. No za to Ty masz duże… Popatrzmy więc.
        Widzisz, chyba zgadzasz się z behawiorystami, że dziecko rodzi się jako „czystą karta” i trzeba je wszystkiego nauczyć. Widzisz, nie zgadzam się z tym. Uważam, że dziecko już rodzi się jakieś i jeżeli my tego nie uszkodzimy, bądź środowisko wokół niego na przykład żłobek, przedszkole czy szkoła, to jest bardzo możliwe, że te wszystkie cechy będzie w sobie dalej niósł : szacunek, empatie itd. Są badania u bardzo malutkich dzieci, pewnie wiesz, na empatie, i one są zadziwiająco empatyczne, te dzieci, nie badania… Obserwowałam jak moje dziecko traktowało koty jak było malutkie i był zaskakująco delikatny. I w behawioryzmie i RB dziecko uczy się czy to przez imitacje czy przez system kar i nagród. Nie nauczy się od rodziców, którzy są idealni, że dostaję się po łapach, albo, że jest system nagród, to przyjdzie przedszkole albo szkoła i rzeczywistość ugryzie. To odnośnie tego, że RB odstaje od rzeczywistości. Mówisz, że rodzice bez oczekiwań, super, nie znam takich. A Ty znasz? Serio? Ciekawe… To może oczekiwania wyparli, ale intencji się nie da wyprzec. A intencje to dżungla. A dziecko to super radar.
        Masz wciąż przeć do bycia lepszą, tu przycinać, tam przycinać. Czesto się nie da. Jesteśmy ludźmi. Nie mamy z czego dać, nie mamy z czego czerpać. Czasami nie mamy już siły. I co wtedy? Wystarczająco dobry rodzic. Tylko tyle… Czy aż tyle?
        Poza tym jakoś mało Taty w tym RB widzę. Generalnie kobiety tam na na pierwszym planie.
        Takie dygresje mam…
        Poza tym dziecka pare-miesięcznego nie nosiłam na dzień dobry 5 godzin. Zaczynałam od pół godziny. Wiesz używam logiki…
        Co do odnośnika do mojego bloga. To mój blog, moje królestwo. Piszę o swoich odczuciach, a nie powtarzam jak papuga pewnych koncepcji czy teorii, bo są popularne. Nie biorą mnie autorytety i koncepcje poparte badaniami, które nie przystaja do rodziny atomowej, która jest zupełnie innym konceptem. Nowym w sumie. Nie da się wszczepic tam czegoś kompletnie innego. Trzeba się skonfrontować z tym co jest. I nie jest to łatwe.

        Wierzę, że jest jedna zasada zaufać sobie.
        I druga : zaakceptować swoją bezsilność.

        Kropka. Z szacunkiem do Twojego wyboru….

        Lubię to

      1. Autorko posta polubiłaś to? Toż ja napisałam, że zupełnie nie zgadzam się z tym co piszesz w swoim poście. Hmm 🙂 RB jest piękne, bo to szacunek dla potrzeb wszystkich, a nie umęczanie się dla kogoś. Czytałyśmy zupełnie inne książki, rozumiemy ideę rb również zupełnie inaczej. Mi jest dobrze z RB 🙂

        Lubię to

      2. Polubiłam, bo miło mi, że skomentowalas. Ja nie rozdzieram szat, bo ktoś się że mną nie zgadza. Zawsze może być tak, że taka osoba przyniesie mi coś ciekawego, inne spojrzenie, przemyślenie, nad którym mi będzie warto przystanac… Pozdrawiam 🌞

        Polubione przez 1 osoba

  4. Wzięcie pod uwagę uczuć i potrzeb dziecka to inny kontekst kulturowy? No może… 😉 Rodzicielstwo bliskości to nie umęczanie się i ukrywanie swoich emocji, a już na pewno nie obowiązkowe pranie w orzechach. Dla mnie to przede wszystkim zmiana sposobu komunikacji i praca nad relacją, w której nie tylko rodzic zasługuje na to, żeby być wysłuchanym. To też praca nad sobą, między innymi po to, żeby swoją frustrację umieć przekazać dziecku w cywilizowany sposób, bez obwiniana o to, jak marne jest teraz moje życie. Rodzicielstwo bliskości to nie wiecznie uśmiechnięta mama, ale właśnie mama autentyczna, może czytałyśmy różne książki? W skrócie, dla mnie rb jest tam, gdzie szacunek i miłość. Chusta, karmienie piersią to tylko atrybuty, kilkanaście stron Searsów wystarczy, żeby zrozumieć, że nie są niezbędne.

    A co do chusty, to lepiej jest nosić od początku, wtedy nasze ciało dostosowuje się do ciężaru, mięśnie rozwijają się razem z nim. Jeśli wrzuciłaś sobie starsze dziecko na brzuch… to nic dziwnego że zakończyło się to katastrofą. Rosnące dziecko wrzucamy na plecy, wtedy noszenie wspiera prawidłową postawę rodzica, no i pozwala na większą swobodę ruchów. Też mam problemy z kręgosłupem i pełne wsparcie fizjoterapeuty i ortopedy, chusta jest zdrowsza niż noszenie na rękach a nie wierzę, że da się go całkowicie uniknąć.

    Mam wrażenie, że i do tematu rb i chust podeszłaś trochę niefrasobliwie, jasne że te rozwiązania nie muszą być dla każdego, ale w Twoim wpisie są niestety istotne przekłamania, czegoś nie doczytałaś, coś źle zrozumiałaś, nie wiem. W jednym masz rację – całe szczęście, że zrezygnowałaś z tej wersji rb, którą praktykowałaś. Ja bym pewnie zrezygnowała z niej jeszcze szybciej 😉

    Lubię to

    1. Tak i zrezygnowałam, uf 🙂
      Nie powiedziałam, że branie pod uwagę uczuć i potrzeb dziecka ma kontekst kulturowy – myślę, że tutaj chyba skręciłas w niewłaściwa ścieżkę…
      Do tego, żeby wiedzieć, że dziecko ma potrzeby i potrzebuje być wysłuchane Matka, która zaufa sobie nie potrzebuje dowiadywać się z książek. I wdrażać kolejny koncept, nie swój…
      Sądzę, że raczej czytalas my te same książki.
      Orzechy i zabawa z nimi – proszę z przymrużeniem oka brać. Może więcej luzu???
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

      Lubię to

  5. Hmm znam inne rb… Powiem więcej – piorę w pralce!!!! Myślę, że to bardziej filozofia życia niż trzymanie się stricte jakiś wyznaczników. Co do noszenia – nosidła od pierwszych dni życia są okropnie nie wygodne. Też mam problemy z kręgosłupem, ktore absolutnie nie rzutują na noszenie bo ciężar rozkłada się idealnie (a jak noszę torebkę przez pół h to zaraz boli). Z resztą, z rb wzięłam to co jest dobre dla mnie i dziecka czyt. to co ułatwia nam współpracę – jeśli byłoby na odwrót nigdy bym nie wzięła rb pod uwagę.

    Lubię to

  6. Ja mam zupełnie inne odczucia… z wózkiem mi niewygodnie,czuję się ograniczona i mało co mogę zrobić,nawet przejscie przez drzwi czy po schodach staje sie wielka filozofia. Kregoslup boli mnie kiedy musze gdzies isc z tym nieszczesnym wozkiem, do tego co chwile sie schylac do dziecka,ktore w nim siedzi… kiedy moja corka miala niecaly rok poszlam z nia studiowac, codziennie od 8 rano jestem z nią w szkole,do wieczora,kiedy tata zabiera ja do spania,o zgrozo, z nami w łózku… I jestem szczęśliwa jak nigdy, radzę sobie ze wszystkim,chociaz mam ciezkie chwile, RB otworzylo mi oczy- moge byc soba i robic to,na co mam ochote a dziecko to moj nowy towarzysz i w niczym nie przeszkadza,wrecz przeciwnie,uczy mnie czerpac wiecej radsci z codziennych rzeczy! Życzę Ci podobnych odczuć, wiecej luzu i uśmiechu 🙂

    P.S. w momencie kiedy poszlam na Akademie zrezygnowalam z pieluch wielorazowych-fakt, to juz bylo za wiele 🙂

    Lubię to

    1. Pliszka, więc lubiłam wózek, szczególnie, że się oprócz dziecka mieściły tam zakupy. A my dużo chodziliśmy jak był mały… Na szczęście mieszkam w kraju przyjaznym dla wózków 🙂
      Też śpimy z dzieckiem, nie RB mnie tego nauczyło tylko tak poczułam. Plus ojciec dziecka też poczuł, zresztą się okazało, że on też spał z rodzicami dluuugi… Dotąd moje dziecko ląduje u nas w łóżku czasami, szczególnie jeżeli chory czy zasmarkany, a lat ma już 5.
      Pozdrawiam serdecznie 😊😊😊

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s