Emigrant i przyjaciele w Polsce… Przemazuję się i znikam…

c4be2edc9133d7547aa2ae4e52cc56c5

To jest chyba brak tej ciągłości. Niczym nieprzerwane kontakty, telefony, czasami kawy po pracy, spotkania w weekendy od czasu do czasu. No i bycie w Polsce. W Święta, wybory, wakacje, ferie dla dzieci… To łączy.

I na niewiele się zda, że się chce. Że może nawet obie strony chcą, bo przecież znamy się od tylu lat. Od czasów podstawówki, średniej, studiów… Mamy wspólne wspomnienia, i to mnóstwo tych fajnych wspomnień, które właściwie cementują na długie lata.

Ale myślę, że w wypadku kiedy się wyjeżdża, nawet te wspomnienia nie pomogą. Bo to jest za mało, żeby udźwignąć tą odległość i to, że żyje się w dwóch zupełnie innych światach. Że już nas tyle rzeczy nie dotyczy. Że już nas tyle rzeczy, które dzieją się w Polsce nie rusza, albo nie potrafimy ich pojąć i najzwyczajniej w świecie zrozumieć. Bo my patrzymy już z dystansem. Czasami wręcz mam wrażenie, że siedzę na trybunie i jestem obserwatorem tego co tam się dzieje. Jestem biernym obserwatorem. Tak to prawda, biernym. Tylko prawdą, też jest, że bycie biernym obserwatorem nie jest złe. Bo często taki obserwator widzi o wiele więcej i dokładniej, bo nie jest tak zaangażowany emocjonalnie.

A my Polacy jesteśmy emocjonalni. Niektórzy mówią, że jesteśmy wręcz histeryczni. Coś w tym jest. Widziałam to teraz po wyborach… Pewnie też kiedyś taka byłam? To mi się zmieniło, może dotyczy to tylko polityki? A reszta „histeryczności” dalej mi pozostała? Taki polski rys w osobowości… Czemu nie…

Myślę, że to że oddalamy się od naszych przyjaciół w Polsce, a i oni od nas, to jest nieuchronne i niezależne od nas. Nie wiem czy można z tym walczyć. Wiem, że można się z tym szarpać, mieć oczekiwania, obwiniać, płakać nad tym. Bo to jest coś co się traci, gdy się wyjeżdża.

Może część z przyjaciół pozostanie przyjaciółmi, ale to już nigdy nie będzie takie jak kiedyś. Zmienią się zasady. Będzie inaczej. Przyjdzie nam to zaakceptować. Albo i nie. Myślę, że jest nam trudniej to zaakceptować, bo tak bardzo tego potrzebujemy. Jakiejś stałej i niezmiennej „bazy” tam. A może tylko nam tak się wydaje? Może trzymamy się czegoś zbyt kurczowo…

A może trzeba szukać czegoś nowego? Nowych ludzi, nowych płaszczyzn porozumienia? Nowej „bazy”…

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

10 myśli na temat “Emigrant i przyjaciele w Polsce… Przemazuję się i znikam…”

  1. Nie tylko Polacy są emocjonalni, W uczuciach wcale jako Polacy nie jesteśmy wyjątkowi. Przede wszystkim to trzeba zaakceptować. A poza tym stosunek Polaków do emigrantów często nacechowany jest zazdrością, którą staraja się przykryć górnolotnymi frazesami, że wyjeżdżają ci, którym się nie udało itp. Ci w kraju najnormalniej zazdroszczą. I to też trzeba zaakceptować 😉

    Polubione przez 1 osoba

  2. Witam, jednocześnie zgadzam się i nie zgadzam z Tobą. Mieszkam za granicą już prawie 10 lat. Wyjeżdżając mialam tak na prawdę 3 przyjaciółki, jedną z liceum, dwie z tzw „podwórka”. Do tej pory praktycznie nic się nie zmieniło między mną a tą przyjaciółką z liceum. A nawet zaryzykuję stwierdzenie, że nasza przyjaźń się umocniła. Tęsknimy za sobą, często piszemy przez whatsup’a, odwiedzamy się jak tylko możemy i gdy już się widzimy jest dokładnie tak jak 10 lat temu. Za to z dwiema przyjaciółkami z podwórka nie widziałam się już ponad rok, mimo, że byłam w Polsce kilka razy i próbowałam się z nimi umówić. Ta przyjaźń umiera śmiercią naturalną i to jest przykre, no właśnie te wszystkie wspomnienia, tyle lat zwierzeń, wspolnych problemów… Ale do tanga trzeba dwojga… Tak jak piszesz, trzeba to zaakceptować i iść dalej.
    Masz,rację, że dzięki byciu biernymi obserwatorami, zdystansowani o tysiące km widzimy więcej i wyraźniej.
    Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

  3. Mija mój 3ci rok na zielonej pięknej wyspie. Przyjaciele w Polsce zostali, są przypływy i odpływy kontaktów jednak bliskość pozostała i pewna i sprawdzona mimo odległości. To, co mnie „uwiera” to brak Przyjaciół tu. Powierzchowność kontaktów, która do niczego nie prowadzi. Doświadczyłaś tego momentu przejściowego? Pozdrawiam ciepło, Gonia

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s