Alfabet emigrantki : i jak ironia losu. Z dyplomem nada się na kelnerkę?

wpid-sexy_maid.jpg

Okazuje się, że dyplom nie przeszkadza w kelnerowaniu. To właśnie ta ironia losu, że się myśli, że jak ma się dyplom to się jest stworzonym do wyższych celów, a życie często pokazuje inaczej… Tylko, że jak się decydujemy na emigrację, to te wyższe cele trzeba zawiesić na haku. Na czas jakiś… I to dobrze robi, na głowę…

Ja tam uważam, że kelnerką byłam kiepską. Ale zdecydowanie dobrze ta pracą mi zrobiła na moje „ego”. I szybko nauczyła, że żadna praca nie hańbi, a żyć z czegoś trzeba i jak się nie ma tego co się lubi, to się lubi to co się ma.

Dotąd mam ogromny szacunek do wszystkich, którzy pracują w tym zawodzie. Bo wbrew pozorom to jest bardzo ciężka praca. Nigdy w Polsce by mi nie przyszło do głowy, że będę kelnerować. No bo z dyplomem? Taaakie schody to nie na moje nogi przecie… Pani z magistrem to przecież prawie elita intelektualna. Nie będzie się parać robotą, no taką… I wydęte usta. Taaa… Ale w życiu bywa różnie. Szczególnie na emigracji.

I dałam radę pracować i studiować popołudniami i uczyć się po nocach. Kiedyś, gdyby mi ktoś powiedział, z tyle mogę naraz, to bym powiedziała, że to niemożliwe. A pomyślała bym sobie, że od nadmiaru tego wszystkiego to bym chyba umarła…

Okazało się, że nie umarłam. Przeżyłam. I wiele mnie to nauczyło. Szczególnie tego, że życie to splot różnych okoliczności. I trzeba się dostosować. I, że można wszystkiego się nauczyć. I, że potrafimy traktować ludzi per noga, bo nas obsługują. Są dla nas często przezroczysci. I to duży błąd.

Bo nie wiemy co nas w życiu spotka i w jakim miejscu się znajdziemy…

 

PS. Idea Alfabetu emigranta / emigrantki powstała w głowie Dee Doroty Lukasik, która jest w Klubie Polek na Obczyźnie i też założyła stronę na Facebook – Alfabet Emigracji. Zapraszam…

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

10 myśli na temat “Alfabet emigrantki : i jak ironia losu. Z dyplomem nada się na kelnerkę?”

  1. Zawsze mówiłam, że dyplom z Nas inteligencji nie czyni, a takie doświadczenie jak Twoje najlepiej uczy Nas życia i szacunku do otaczającego Nas świata. Bravo za podejście i wyciągnięcie pozytywnych wniosków ze swojej przygody.
    Pozdrawiam
    Justa x

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Kiedyś pracowałam w kafejce z dziewczyną po prawie, druga po architekturze, a chłopak robił doktorat z mechaniki. Sama byłam tylko po historii. Od tamtej pory nie oceniam po pozorach. Masz racje życie często weryfikuje nasze podejście do rożnych spraw.

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Ciekawy tekst i jakże trafne spojrzenie na temat. Sam kilka miesięcy temu zdecydowałem się na emigrację – również w UK. Wyjechałem, zamykając w Polsce firmę. Zdecydowałem, że to właśnie tu chcę żyć. Może dyplomu nie mam i się nim nie podpieram, ale 12 lat doświadczenia jako grafik to również coś w rodzaju dyplomu. Powinienem pracować w końcu w zawodzie, w którym jestem dobry, szukać roboty na której się znam. Z mojego doświadczenia dorzucę tylko tyle, że czasami potrzebne jest wytchnienie. Ty pobawiłaś się w kelnerkę, ja pobawiłem się na magazynie. Efekt – praca, która nie jest naszą wyśnioną dość często – może nawet zawsze skłania nas do refleksji. Dla mnie te refleksje są naprawdę cenne, mam również okazję odpocząć od tego co przewija się całe życie. A wiadomo – spojrzenie na niektóre elementy życia z dystansu to bardzo cenna lekcja, nie każdy to potrafi, nie każdy ma szansę i czas by spojrzeć. Dlatego myślę, że nie ma się czego wstydzić, jeżeli nie ma innej perspektywy, jeżeli coś podświadomie mówi nam – zostańmy kelnerką lub chłopcem z magazynu – po prostu zróbmy to.

    Polubione przez 2 ludzi

  4. Moja mama, delikatnie mówiąc, źle przyjęła fakt, że po wymianie studenckiej nie wróciłam do Polski. Studia skończyłam już na odległość, ale już wtedy wiedziałam, że kończę je tylko po to, by mieć dyplom, bo nie zamierzałam pracować w zawodzie. Przez kilka lat moja mama kłóciła się ze mną, że jak to ja z dyplomem z prawa wolę dawać się poniżać jako kelnerka. A ja w tym właśnie odkryłam coś, co mnie pasjonuje do dziś. Odkryłam, co daje mi radość na co dzień, a praca może być przyjemnością, gdzie 8 godzin mija jak mrugnięcie okiem. Tak, na początku byłam kelnerką, barmanką, hostessą w restauracji hotelowej. Aż przyszedł krok na coś więcej. Byłam i szefową sali oraz zostałam wymarzonym Event Managerem. Spełniam się w zawodzie, uwielbiam to co robię. Konferencje, bankiety, wesela… a gdy brakuje rąk do pracy, sama łapię za talerze i znów jestem kelnerką. I dobrze mi z tym 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s