Bo emigracja nie jest dla słabych ludzi…

woman-watching-sunset-728x410

Nie wyjeżdżają ludzie słabi. Często zdesperowani, to prawda. Ale nie słabi. Już podjęcie samej decyzji o wyjeździe to duży krok i mierzenie się z czymś trudnym. Ludzie, którzy boją się konfrontacji z życiem, nawet takiej próby nie podejmą.

A jeżeli już to zrobią, to szybko wrócą, kiedy zobaczą, że nie ma taryfy ulgowej i sny o „pięknym i łatwym życiu na Obczyźnie” to zwykłe mrzonki i miraże. Rzeczywistość bardzo szybko weryfikuje takie sny i zbyt wygórowane oczekiwania i takim marzycielom jest aplikowane dość bolesne zderzenie ze ścianą.

Nawet jeżeli wyjazd jest ucieczką. Bo tak też się zdarza i to wcale nie jest takie rzadkie. Takie osoby mają jeszcze dodatkową motywację, żeby zacząć żyć z dala od tego co porzuciły. Żyć normalnie. I wtedy z dala, z dystansu, spokojnie popatrzeć na swoje życie raz jeszcze. I pomyśleć co z tym fantem zrobić…

Każdy z nas, który podjął taka decyzję miał oczekiwania. Każdy z nas coś sobie wyobrażał. Ale wiedzieliśmy, że nie można iść z motyką na słońce. Bo to się nie udaje. Bo to jest wariactwo. Nikt z nas nie jest dzieckiem. Każdy długo ważył co zrobić, wszystkie za i przeciw. A jest tego tak wiele. Każdy z nas wyjeżdżał poniekąd przygotowany na Nowe. A i tak byliśmy i jesteśmy zaskakiwani na każdym kroku. Bo nie sposób wszystkiego przewidzieć, zaplanować, to jest niemożliwe.

Porwawszy się na taką zmianę trzeba być elastycznym. Ale i trzeba mieć twardą dupę. Inaczej nie ma co grać „gieroja”, jak mawia mój Tato, i można wracać z podkulonym ogonem. Bo po co się szarpać?

Chociaż, muszę przyznać, że widzę sporo ludzi, którzy żyją w swojej własnej bajce. Własnej bańce mydlanej. One takie ładne, z kolorami tęczy… Oni udają, że wszystko jest cacy. Chociaż ich emigracja jest daleka od tego. Takie piękne „wyparcie”… Bo przecież emigracja jest trudna i ja nie wiem dlaczego niektórzy mają problem, żeby się do tego przyznać. Że nas często to życie tutaj przerasta i potrzebujemy „przeskoczyć samych siebie” aby zrobić kolejny krok… I to nie jest słabość, gdy się mówi, że jest ciężko. Trzeba mieć osobistą odwagę, aby się z ciężkim mierzyć… A nie omijać to, szerokim łukiem.

O nie. Emigracja nie jest dla słabych ludzi…

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

49 myśli na temat “Bo emigracja nie jest dla słabych ludzi…”

  1. Dobrze napisane. Co czuje się na emigracji wie tylko ten, kto się w takiej sytuacji znalazł. Na początku jest super. Jak w kolorowym piśmie, po prostu inny świat… A potem okazuje się, że ta bajka ma ciemną stronę samotności, rozdarcia, wątpliwości, tęsknoty i masę innych odczuć. W kraju zostali przyjaciele, brat, siostra. O rodzicach, którzy są starsi i sobie coraz bardziej nie radzą nie ma nawet co opowiadac … Jesteśmy w czarnej d.. Chcemy im pomóc a nie umiemy. Bo jak zostawić pracę za granicą i wrócić do drzewa, którego się nie przesadzi a za którym tak bardzo się tęskni….

    Polubione przez 2 ludzi

    1. A ja się nie zgadzam według mnie zostają ci którzy mimo wszystko jak by nie było są w stanie świetnie sobie radzić w trudnym środowisku jakim jest nasz kraj a za granicą czesto siedzą gogi które w Polsce by zarobiły max 2 tysięcy …. wiem bo widzę jeżdżę po Europie sporym mobilkiem

      Polubione przez 1 osoba

      1. Uogolnienie…. niektorzy radza sobie w kraju to prawda a niektorzy wegetuja cale miasta szczegolnie male zeby nie to ze ktos z rodziny pracuje za granica zamienily by sie w osrodki dla bezdomnych wielu nie wyjezdza bo boi sie zmian I wysilku . Wyjazd to wyzwanie, odwaga po zostanie w kraju rowniez

        Polubione przez 1 osoba

      2. A ja sie z toba Dawid zupelnie nie zgadzam. Moze jezdzisz po Europie i tam faktycznie sa takie przypadki ale tutaj w Australii sa ludzie ktorzy sobie dobrze radzili w Polsce I mieli dosc szarosci, politycznych sporow,wrogich twarzy naokolo I braku perspektyw dla swoich dzieci.

        Polubione przez 1 osoba

  2. schemat jest taki sam zmieniają się tylko nazwiska . Każdy dostaje od losu to co chce dostać . Zadaj sobie pytanie po co chcesz wyjechać z Polski . Jak sobie odpowiesz na to pytanie to jedz i się dorabiaj . Zarabiaj kasę bo po to tylko się jedzie , szukać szczęścia to jest nieprawidłowe podejście tutaj szczęścia nie zaznasz zawsze będziesz ciałem tu a sercem w Polsce . Tylko czy jak już się dorobisz tej upragnionej kasy czy będziesz miał jeszcze po co żyć i do kogo wracać . JEST TAKIE POWIEDZENIE NA EMIGRACJI MASZ PIĘKNĄ KOCHAJĄCĄ KOBIETĘ ALE SIĘ Z NIĄ NIE KOCHASZ , MASZ MĄDRE I ŚLICZNE DZIECI ALE ICH NIE WYCHOWUJESZ ,MASZ PIĘKNY DOM ALE W NIM NIE MIESZKASZ ,MASZ ŁADNY SAMOCHÓD ALE GO NIE UŻYWASZ MASZ TO WSZYTKO W POLSCE A MIESZKASZ NA EMIGRACJI CZY WARTO NA TE PYTANIE ODPOWIEDZ SOBIE SAM .POZDRAWIAM STARY SAMOTNY WETERAN

    Polubione przez 1 osoba

    1. TYLKO zarabiać kasę jedzie się w pojedynkę i to jest do kitu zwykle, więcej złego niż dobrego. Ma się pieniążki, ale rodzinę szlag trafia. My wyjechaliśmy wszyscy, cała piątką (3 lata mieszkaliśmy w Polsce z dala (fizycznie i mentalnie) od reszty rodziny – zagranica więc nic nie zmieniła w tej dziedzinie). Tu mamy dom, tu mamy męża/żonę i nasze dzieci, tu mamy nowych przyjaciół i polskich, i międzynarodowych, tu mamy pracę. Tu było ciężko na początku, teraz też łatwo nie jest, ale w porównaniu z tym czego doświadczyliśmy w Polsce w ciągu ostatnich 10ciu lat, to mały pikuś. Jesteśmy razem, mamy co do miski włożyć, za co ubrać dzieci i za co się leczyć, dzieci chodzą do dobrych szkół, mogą chodzić na zajęcia z muzyki i rysunku, czy dowolnego klubu sportowego, jaki im się zamarzy, stać nas na liczne wycieczki, co jest naszym hobby, i na inne drobne przyjemności – to wszystko zwykłe, normalne, pospolite rzeczy, ale więcej nie potrzeba by być szczęśliwym. W Polsce mimo uczciwej wieloletniej pracy mogliśmy tylko o tym pomarzyć niestety, żyliśmy z dnia na dzień i nie spaliśmy po nocach w obawie, że jutro nie będziemy mieć na chleb albo na leki dla dziecka. Walczyć o swoje trzeba wszędzie i tu, i tam, nigdzie niczego za darmo nie dają, ale jak już się dostaje w dupę, to dobrze przynajmniej wiedzieć za co. Dobrze by było, gdyby niektórzy też dali się wreszcie przekonać do prostego faktu, że nie każdy na emigracji ma za kim tęsknić, bo każdy ma prawo czuć inaczej, każdy jest inny i ma inne doświadczenia rodzinne i społeczne. Dla niektórych emigracja jest po prostu uwolnieniem się od jakiegoś syfu, jakiejś biedy (niekoniecznie fizycznej) od rodziny, w której nie zawsze się dobrze dzieje. Są też tacy, którzy swobodnie poruszają się w te i we wte pomiędzy dwoma krajami i oba traktują za swój dom – każdy ma inne fantazje i możliwości. Tak uważam ja, szczęśliwa na emigracji baba ze wsi 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      1. I slusznie. Ja tez mam 2 domy .TU za granica i wille w polsce i jestem dumna ze moglam uzyskac to dzieki swojej pracy. W polsce ciagnelam 3 etaty pracy i brakowalo na chleb. Kto rezykuje zawsze cos zdobedzie. Powodzenia zycze odwaznym. Alicja – Wlochy.

        Polubione przez 1 osoba

    2. „Zarabiaj kasę bo po to tylko się jedzie , szukać szczęścia to jest nieprawidłowe podejście tutaj szczęścia nie zaznasz zawsze będziesz ciałem tu a sercem w Polsce…”

      A ja sie z tym nie zgodze… Ja wyjechalam zeby zaczac nowe zycie, nie na dorobek.. I znlazlam to czego szukalam.. Jestem za granica ponad 10 lat i nie tylko cialem ale i sercem. Tu jest moj dom, tu mam przyjaciol i za Polska nie tesknie wogole. Kazdy jest inny i kazdy szuka czegos innego. Zgodze sie tylko z tym, ze poczatki zawsze sa trudne… Ale jesli czlowiek jest w stanie pokonac przeciwnosci losu na obczyznie to jest w stanie to zrobic w Polsce, skoro wiec ludzie sa tak nieszczesliwi za granica dlaczego wiec nie wroca do kraju?

      Polubione przez 1 osoba

      1. Zgadzam się z Tobą Ewa. Do kiedy, jak długo będziemy czekać to aby być szczęśliwymi? Aż będziemy zgrzybialymi starcami? Jest tyle rzeczy obok nas, które mogą dać nam szczęście przecież, tylko my nie jesteśmy uważni,albo uważamy często, że nie zaslugujemy na szczęście. Wtedy trzeba się nauczyć, że każdy zasługuje… Pozdrawiam 🌞

        Polubienie

  3. Ci co zyja w swojej bance na nowa Ojczyzne tylko narzekaja a stara wnosza w niebiosa… choc stamtad wyjechali. Masz racje. A poza tym, co nas nie zabije to nas wzmocni wiec silni staja sie jeszcze silniejsi, ucza sie duzo o sobie…

    Polubione przez 1 osoba

  4. Myślę, że należy rozróżnić emigrację od emigracji. Jedni wyjeżdżają na krótki okres bądź dłuższy – by dorobić i przywieźć do Polski. Jak ktoś słusznie zauważył – masz to wszystko, ale w efekcie nie masz nic, bo wszystko czeka – w Polsce, albo już nawet nie czeka.

    Jeżeli jednak ktoś myśli o przeniesieniu swojego życia. Wyjechaniu wspólnie z drugą połówką, zaplanowaniu życia na wyspach nie widzę żadnego problemu. Bajki o tej tęsknocie są według mnie mocno przesadzone. Bilet do polski zarezerwowany wcześniej to wydatek rzędu 40zł, w dwie strony = 80zł. Podróż czasami jest krótsza, niż kiedy mieszkamy w Krakowie a rodzinę mamy w Gdańsku.

    Różnica jest jednak ogromna, na tej emigracji kiedy zamierzamy żyć w UK a rodzinę mamy w Polsce – stać nas na to by rodzinę i przyjaciół odwiedzać. Niewiele się zmienia.

    Jest jeszcze jedna ważna rzecz, tęsknota do rodziny jest na pewno zrównoważona tęsknotą do polskich urzędów, marudzenia i cebulactwa. Oczywiście – to wszystko co mamy w Polsce za granicą też można spotkać, tu jednak wystarczy się nie odzywać i nie przyznawać że jest się Polakiem i problem sam znika 😉

    Do autora komentarza, który jeździ po Europie sporym mobilkiem, powiem krótko. Jeżeli tylko jadę – to wszystko wygląda zupełnie inaczej niż jest w rzeczywistości, niewiele możesz wiedzieć. Może po prostu zatrzymaj się, pomieszkaj miesiąc – wtedy zupełnie zmienisz zdanie. Czy w Polsce zostają silni – i tak i nie. Czy wyjeżdżają tylko fajtłapy – i tak i nie. Nie ma tu złotego środka i pewnej recepty. Ludzie są ludźmi, niektórzy boją się zostać, inni boją się wyjechać. Proste.

    Polubione przez 1 osoba

    1. ja, tez juz pare lat jezdę.Pierwsze miesiące było trudno, tęsknilam.Ale teraz 2 miesiące Niemcy , jeden w domu.Jest dużo łatwiej, mam nawet przyjaciół po tamtej stronie, o dziwo nie Polaków a Niemców.Pewnie lepiej w domu, ale za to co tam zarobiłam naprawde odmieniłam swoje życie, nie ma ciąglego problemu, jak spłacić kolejny kredyt, czy wystarczy na rachunki.
      Im dłużej jestem tym jest mi łatwiej.

      Polubione przez 1 osoba

  5. Wyjazd, emigracja, zmiana dekoracji jest przede wszystkim dla ludzi, którzy już mają sprecyzowane plany i cele w życiu. Wiedzą czego chcą, a przede wszystkim wiedzą czego nie chcą. A z takim określeniem się dzisiaj jest raczej trudno.

    Polubione przez 1 osoba

  6. Bardzo fajny tekst, zgadzam się w 100 %. Ciężko jest żyć na emigracji…

    Dobrze wiem o czym mówię, wchodząc w dorosłe życie 3 razy byłam na krótkich kilku miesięcznych wyjazdach. Czułam się strasznie samotna i pozostawiona sama sobie, mimo, że tylko 1 wyjazd skończył się 2 tygodniowym pobytem sam na sam- tylko w pracy spotkałam innych ludzi.

    To te wyjazdy bardzo się na mnie odbiły, nie lubię być sama, nie lubię samotności- a tylko to kojarzy mi się z emigracją 😦 Długo rodzina namawiała mnie na wyjazd do UK, nie chciałam jechać, bo bałam się samotności i oczywiście blokada językowa robi swoje…

    Ale życie się zmienia, nas zmienia, w Polsce zostałam nagle sama- rozstałam się z facetem, nudna praca, kolejne spięcia z szefem i… Nagle okazało się, że Emigracja to najlepsze co mogę zrobić.

    TAK uciekłam od problemów, ale zgadzam się w pełni, że tu wcale nie jest lepiej, ani łatwo. Ale teraz wiem czego chce od życia. Mam plan na siebie, nie chce patrzeć wstecz.

    Fakt- mam tu nudną i ciężką pracę, ale to początek, bo mam problem z językiem. Chodzę jednak do szkoły, zależy mi na zmianie życia, wyciąganiu wniosków i walce o swoje.

    Dziękuję Ci za ten artykuł :-* uświadomiłaś mi, że jestem jednak silna, tylko musze w siebie bardziej uwierzyć 😉

    Ps. Mój tato mawia: „Jeśli coś zaczynasz to dokończ to”- dlatego nie chce wrócić z podkulonym ogonem, tak jak wróżą mi znajomi. Jeszcze raz dzięki za pozytywne myśli- bo takie mam po lekturze posta.

    Polubione przez 1 osoba

  7. Choć o emigracji wiem jeszcze niewiele, bo mieszkam za granicą dopiero 2 miesiące, ale od początku wiedziałam, że skopie mi tyłek.
    Wyjechałam z mężem, by tu zacząć nasze nowe, wspólne życie. Zebraliśmy trochę pieniędzy, zaplanowaliśmy wyjazd i jesteśmy. Żyjemy z jednej pensji, oszczędności rozeszły się raz dwa, ale ciągle walczymy, bo wierzymy, że to właśnie tu doświadczymy lepszego jutra. Bo to był najlepszy czas, by choć spróbować i nigdy później nie żałować, że nie wykorzystaliśmy tego momentu.
    Spotykamy różne problemy, czasem brak sił i chęci do działania, ale jakoś sobie radzimy.
    Ja nie znam języka, dopiero będę się uczyć. Czeka mnie też poszukiwanie pracy. Przychodzą czasem złe myśli, ale odganiam je tym, że przecież wierzę, że tu będzie mi lepiej.
    Uciekliśmy z Polski, tak, przyznaję. Jednak nikt, kto nie doświadczył tego co my, nie ma prawa nas oceniać. Uważam, że wykazaliśmy się dużą odwagą, by samotnie wyruszyć w nieznane i od zera budować swoją przyszłość.
    I myślę, że zawsze będę z tego dumna. Czy wrócimy, czy nam się uda czy nie – nie będę żyła z przeświadczeniem, że nie spróbowałam.

    Dziękuję za taki tekst!

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Tak to prawda ja też wyjechalam z mężem po ślubie trafiła się okazja to ja wykorzystujemy:-D mamy obydwoje pracę ale dusza tęskni za pl tu nigdy nie będziemy się czuli jak u siebie może to zależy od charakteru ….Ja jestem bardzo wrażliwa nie raz już płakałam po kątach…jesteśmy tu 7 msc.nie mamy jeszcze znajomych jak mąż pracuje ja mam wolne ale to kształtuje charakter twardo stawia na ziemi i w pl zawsze się mówiło jakoś to będzie nie ma pieniędzy ale mamy siebie tu trzeba walczyć o lepsze jutro nie. Można powiedzieć jakoś to będzie…Jestem z wami:-D

      Polubione przez 1 osoba

    2. Wiara we wlasne sily i wszystko sie uda. Przede wszystkim uczyc sie jezyka :-). Przy odrobinie szczescia, po roku pobytu mozna dostac awans przy jezyku srednio-zaawansowanym.
      Zycze powodzenia

      Polubione przez 1 osoba

  8. jestem juz 6 lat w uk. przez ostatnie 10 lat , przed wyjazdem mając 30 kilka lat juz nie mialem pracy . mimo 3 zawodów . ewent. proponowano mi pół etatu. . na jakis czas. bez szans na normalny etat. wszedzie słyszalem ze jestem juz za stary do pracy. a gdybym mial grupe inwalidzką.. to moze jakims cudem
    …. nie mialem. na wyjazd zdecydowalem sie w ciągu 3 dni. wymienilem stare auto na bilet lotniczy . mam w Anglii siostre zatem bylo mi łatwiej. .. miałem wybór prosty. szarpac sie wpadając w coraz wieksze długi na podstawowe rzeczy. nie na zachcianki czy zmienic wszystko. zaryzykowalem. nie zaluje. POLSKA. to piękny kraj. Tęsknie ogromnie. za wszystkim . za miejscami w których wyroslem, za przyjaciólmi. za lasami i rzekami. za naszymi górami. za skowronkami i za slonca zachodem. lecz ten kraj zniszczyli ludzie. nienasyceni. dorobkiewicze i zlodzieje. oszusci i hohsztaplerzy. lichwiarze i pseudopatrioci. pokroju lecha i lewandowskiego. tuska i buzka. michnika i bartoszewskiego. geremka i kuronia. zapomnieli jak jest byc- Polakiem. i zapomnieli ze do wladzy- posłali ich- POLACY – SUWEREN- NARÓD. nie partie i rządy innych państw. i nikt nie mówi ze poza krajem zarabiając minimum- da sie zyc . nie kombinując z kąd wzìąc nawet na rachunki nie mówiąc o wszystkich innych rzeczach. kto w kraju ma srednią ? 30 %? a reszta mimo ze ma to szczescie pracowac . nie jest w stanie wyzyc z pracy. to paranoja . tyram i nie mam dla dzieci na nic. musze krasc- bo jak nazwac prace na lewy etat by zwiazac koniec z koncem? kraj w srodku Ewropy… ponad tysiąc lat kultury i 70% procent podatku. a mialo byc wszystko jak na zachodzie… i jest dla wybranych. dla tych ktorzy pchneli Narod- suwerena . w przepasc biedy i otepienia. którzy po plecach ogłupiałych ludzi, zachłysnietych wolnoscią i bajaniem o demokracji… wspieli sie na szczyt z którego nie chcą nic zauwazyc
    … i zmienili tak prawo by cokolwiek zaczelo sie gotowac … oni bedą bezpieczni. z kazdej strony. nawet z uzyciem słuzb porzädkowych z innego kraju. na wypadek takiego Poznania 56.zatem jsk mozna zyc w takim kraju. ? jesli mialbym jakąkolwiek prace s kraju … ale za takie jak tu – minimum . wrócil bym . tylmo jak tam na dzis zyc skoro z pracy jednego czlowieka zyje kilku urzednikow- a reszta stata sie krasc wszystko i wszedzie. trudny kraj. i coraz nowsze zagrozenia. ogolnie- nid bedzie chyba juz- inaczej.
    .
    ..

    Polubione przez 1 osoba

      1. Ty mówisz “duży bagażnik” ja mowie “duża świadomość otaczającej nas rzeczywistości”. Tego nie da sie wyłączyć . O tym nie da sie nie myśleć … No chyba ze jest sie beztroskim rajskim ptakiem żyjącym chwilą
        Wyjechać nie oznacza zapomnieć, wyjeżdżając nie przestajesz byc Polakiem… patriota.
        Ja jestem za granica juz 11 lat … tak się życie potoczyło … nie wiem czy kiedyś wrócę … tęsknota jest ogromna za Polska marzeń … ale właśnie świadomość rzeczywistości mnie powstrzymuje . Nie wiem czy potrafiłabym sie odnaleźć w tej matni powiązań zależności kombinacji kłamstw układów. Za sztywny kręgosłup moralny mam. Brzydzą mnie kombinacje … chce tylko i az uczciwie żyć.

        Polubione przez 1 osoba

  9. A ja wyjechalem z kraju pod koniec 2004r. Wyjechalem na ponad 3 lata do Szkocji. Ze wzgledu na tesknote za krajem to byl dla mnie najciezszy okres i niestety jedyne o czym myslalem to Polska. Wracajac z jednego urlopu od razu planowalem kolejny. Oczywiscie w Polsce. Postanowilem wrocic do Polski i nastapilo zderzenie ze sciana. To juz nie byl moj kraj w ktorym chcialbym zyc. Polska wydaje sie byc wspanialym miejscem gdy tam jestesmy na urlopie bo wtedy mamy w kieszeni troche pieniadza a na wszystko dookola patrzymy przez pryzmat turysty ale gdy tam sie mieszka to juz zupelnie co innego. Na kazdym kroku zdawalem sobie sprawe, ze przez 3 lata w Szkocji nastapila we mnie ogromna przemiana. Moja mentalnosc nie pasowala juz do tej polskiej. Po niespelna 2 latach z radoscia wyjechalem do Irlandii a nastapilo to w najgorszym mozliwym momencie a mianowicie w samym srodku kryzysu. Mimo to po miesiacu znalazlem dobra prace a potem jeszcze lepsza. Zaczalem podrozowac w inne rejony swiata niz do Polski, poznalem mnostwo swietnych znajomych a w koncu i swoja milosc. Swietnie sie tutaj czuje, spelniam swoje marzenia i rozwijam swoje pasje. Do Polski bardzo lubie jezdzic ale raz do roku wystarczy. Nie ma mowy o tesknocie do Ojczyzny. Gdy czas wracac z urlopu to pojawia sie jedynie smutek, ze tacy rozrzuceni po swiecie zyjemy (Mama w Polsce, ciotka z wujkiem i kuzynostwem w Niemczech, siostra z mezem w Dubaju). Gdybym tylko mogl to zabralbym ich wszystkich do Irlandii ale do Polski? Nie sadze. O emigracji czy tez nazywaniu tego jako „zycie na wygnaniu” wcale tak tak nie mysle. Ja po prostu wybralem zycie w normalnym kraju, wsród normalnych i serdecznie mi nastawionych ludzi. Ja wcale nie ucieklem z kraju lecz wybralem zycie tam gdzie nie musze „jakos zyc” i ciagle kombinowac. Najbardziej niesprawiedliwym jest nazywanie nas nieudacznikami, ktorzy zwiali z Polski. Chcialbym zobaczyc tych, ktorzy nas tak nazywaja, jak by sobie poradzili na naszym miejscu. Pozdrawiam serdecznie.

    Polubione przez 1 osoba

      1. Jestem w Szkocji prawie 12 lat. Przyjazd tutaj to byla ucieczka od ciezkiego zycia jakie mialam w polsce,od drogich lekow ktore wymagalo moje dziecko. Pierwsze lata to byla pogon za pieniedzmi,pracowalam jak glupek i cieszylam sie kiedy stan mojego konta byl coraz wiekszy. Pozniej przyszla faza ze wrescie moge sobie kupic to o czym tylko moglam marzyc w polsce.Nastepna faza to byl strajk przemeczonego organizmu,ktory nie wytrzymal tego biegu-odmowil posluszenstwa i koniec…choroba,lekarze,szpitale…..i brak jednoznacznej diagnozy……Nastepna faza ,rekonawlescencja i powrot do pracy do ktorej stracilo sie zapal,brakowalo sil…zaczely sie problemy finansowe…..teraz mysle ze nie wiem co mysle,co czuje…nie wiem jak zyc.Wypalilam sie. Nie umie juz udawac ze zycie mnie cieszy…nie wiem jak mam nazwac to co czuje,to co ze mna sie dzieje po tych 12 latach emigracji…..to tak jakby ktos wyssal ze mnie energie zyciowa,zapal,entuzjazm,radosc i nadzieje…..zyje ale czuje sie jak wrak czlowieka. Przyjechalam jako silny czlowiek ale juz chyba taka nie jestem. Nie czuje sie tu jak u siebie…w ojczyznie tez czuje sie juz wyobcowana….ta emigracja zabrala mi tozsamosc i przynaleznosc do miejsca ktore mozna nazwac domem….

        Polubienie

  10. Jestem w Szkocji prawie 12 lat. Przyjazd tutaj to byla ucieczka od ciezkiego zycia jakie mialam w polsce,od drogich lekow ktore wymagalo moje dziecko. Pierwsze lata to byla pogon za pieniedzmi,pracowalam jak glupek i cieszylam sie kiedy stan mojego konta byl coraz wiekszy. Pozniej przyszla faza ze wrescie moge sobie kupic to o czym tylko moglam marzyc w polsce.Nastepna faza to byl strajk przemeczonego organizmu,ktory nie wytrzymal tego biegu-odmowil posluszenstwa i koniec…choroba,lekarze,szpitale…..i brak jednoznacznej diagnozy……Nastepna faza ,rekonawlescencja i powrot do pracy do ktorej stracilo sie zapal,brakowalo sil…zaczely sie problemy finansowe…..teraz mysle ze nie wiem co mysle,co czuje…nie wiem jak zyc.Wypalilam sie. Nie umie juz udawac ze zycie mnie cieszy…nie wiem jak mam nazwac to co czuje,to co ze mna sie dzieje po tych 12 latach emigracji…..to tak jakby ktos wyssal ze mnie energie zyciowa,zapal,entuzjazm,radosc i nadzieje…..zyje ale czuje sie jak wrak czlowieka. Przyjechalam jako silny czlowiek ale juz chyba taka nie jestem. Nie czuje sie tu jak u siebie…w ojczyznie tez czuje sie juz wyobcowana….ta emigracja zabrala mi tozsamosc i przynaleznosc do miejsca ktore mozna nazwac domem….

    Polubione przez 1 osoba

    1. Wyobcowana. Dom jest tam gdzie Ty i Twoja rodzina. Po co cos emigracji oddawac. Lepiej miec dwa domy i z kazdej tosamosci zostawic to co najlpsze. A pieniadze i stabilizacja finansowa sa wazne ale jesli sa jedyna sila napedowa, latwo sie pogubic. Poszukaj innych celow w zyciu a odnajdziesz sens. Zycze spokoju.

      Polubione przez 1 osoba

    2. Zabrzmialo ponuro ale na wszystko jest sposob a najwiecej zalezy od nas samych. Moze czas wziac miesieczny urlop, spakowac sie w walizke i pojechac na wakacje zycia? Bez wiekszego planowania, z dala od tlumów, z wylaczona komórka, bez internetu. Tylko Ty i otaczajaca Cie natura. To co zabija to codzienna rutyna wiec troche spontanicznosci w zyciu BARDZO POMAGA! 🙂 Powodzenia!

      Polubione przez 1 osoba

      1. Swietny pomysl…ale wiesz zostalam sama z 10 letnim dzieckiem ,przeciez go nie zostawie i od tak sobie wyjade….czasem nie mozna sobie pozwolic na spontanicznosc……..chociaz najchetniej tak bym zrobila jak napisales

        Polubione przez 1 osoba

  11. WYOBCOWANA : 10 letnie dziecko? Super! W takim razie pojedzcie razem. Moze wspolne spacery po Bieszczadach? Jestem pewien, ze to moze byc wspaniala przygoda ktora w dodatku pomoze Wam sie zblizyc. Jak nie Bieszczady to moze Mazury albo w ogole do innego kraju do ktorego zawsze chcialas pojechac. Takie wyjazdy czynia cuda. Wiem o czym mowie 🙂 Ja majac 10 lat pojechalem z moim Tata na Litwe, Lotwe, Estonie a potem az za St Petersburg nad jezioro Ladoga a tam spalismy pod namiotami. Dla mnie jako takiego dzieciaka to byla wyprawa zycia! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  12. Witam! Ja nie tęsknie za Polską nic a nic! w Polsce pracowałam na kierowniczym stanowisku ale zarobki nie były adekwatne do odpowiedzialności i zakresu obowiązków, partner mój miał firmę ale ZUS i inne urzędy oraz nieuczciwi kontrahenci zmusili go do zamknięcia biznesu. Więc mieszkamy za granicą od prawie pięciu lat i chociaż w Pl mam rodzinę, z którą mam bardzo dobry kontakt i odwiedzam ich dwa razy w roku zazwyczaj na święta, to za tym “chorym Rydzyklandem” nie tęsknie…nawet nie mam ochoty wiedzieć co tam sie dzieje, bo ilekroć włączyłam jakiekolwiek wiadomości psuł mi się humor i szlag mnie trafiał-więc od czterech lat nie oglądam telewizji polskiej ani nie słucham radia i jestem zdrowsza dzięki temu. A tu po czterech latach pracy we dwoje a jednocześnie opłacaniu córce zagranicznych studiów, spłacaniu kredytu hipotecznego w Polsce a tu trzeba było wystartować,kupić auta żeby dojeżdżać do pracy, wynająć mieszkanie i przy tym żyliśmy normalnie -odłożyliśmy jeszcze na wpłatę własną i kupiliśmy dom i żyjemy już całkowicie bezstresowo… każdemu, komu chce się pracować za granicą będzie dobrze pod warunkiem, że nie będzie tu sam. Ale samotność jest rudna do wytrzymania wszędzie; czy to w ojczyźnie ,czy poza nią…

    pozdrawiam z pięknej i słonecznej Norwegii 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s