Ą, Ę czyli bułkę przez bibułkę. Co i jak się jada na wyższych szczeblach angielskiej drabiny społecznej…

PhotoGrid_1449330680156

Miałam szanse aby obserwować życie i nawyki Anglików, którzy okupują wyższe szczeble drabiny społecznej. Opowiem o nich patrząc przez pryzmat jedzeniowy, bo to akurat też jest mój konik. Jaka ta angielska mentalność jest?

Spędziłam długie godziny w pięknych wiktoriańskich domach, bądź przepastnych, jasnych, apartamentach z wysokimi sufitami w St John’s Woods, Highgate, Crouch End. Prowadziłam terapię dzieci i ich rodzin. Dzięki temu miałam szanse zobaczyć ich codzienne życie. Oprócz tego jakoś tak mam, że ludzie chętnie mnie dokarmiają, a ja nigdy nie odmawiam…

W tych domach zawsze jest niania, która w zależności od zasobności kieszeni rodziny, albo tym domem również „zarządza” czyli sprząta i gotuję, albo tylko zajmuje się dziećmi i gotuje. Zdarza się, że dochodząca jest kucharka, która przygotowywane lunch’e i obiady na 3 kolejne dni z wyprzedzeniem, według sugestii rodziny. Albo jest pani, która prowadzi dom czyli ogarnia wszystko, niania do dzieci i osoba, która przychodzi sprzątać. Housekeeper gotuję dla rodziców i dla gości, natomiast niania zajmuje się dzieci od A do Z. Głowa rodziny zarabia na to wszystko w londyńskim City, znaczy nigdy go nie ma w domu, a w weekendy jak nie gra w golfa czy jakiegoś innego tenisa, to wychodzi z rodziną, coby zjeść coś na mieście, bo osoby dla nich pracujące muszą mieć kiedyś wolne. Żona głowy domu zazwyczaj nie pracuje, ale zawsze jest bardzo zajęta.

Wszyscy w rodzinie potrafią obsłużyć toster, czajnik elektryczny, no i kuchenkę mikrofalową. Plus dorośli ekspres do kawy. No i otworzyć lodówkę, gdzie wszystko jest przygotowane do jedzenia. Oczywiście jada się bardzo zdrowo, według najnowszych trendów. Jedzenie zawsze jest organiczne, mięso od najlepszego rzeźnika w okolicy. Zakupy robione są w Waitrose, John Lewis, Whole Foods, Selfridges i Harrods. Wszystko z najwyższej półki. Jeżeli dorośli jedzą coś niezdrowego, to robią to pokatnie i w ukryciu. Będę świniak jednak i powiem, że wcale nie przeżyłam tam żadnych zachwytów kulinarnych, bo najczęściej się nie dosala i nie dopieprza. I jedzenie jest raczej mdłe… No, ale według niektórych zdrowe jedzenie ma takie właśnie być. Zazwyczaj dobra kawa była, organiczna oczywiście…

Dorabiałam też jako kelnerka. Pracowałam dla paru Livery Companies w Londynie oczywiście. Livery Companies są to firmy z bardzo długa tradycją, każda z nich specjalizuje się w czymś innym, handel, finanse, nieruchomości… Natomiast każda z nich posiada Hall w centrum Londynu, gdzie organizuje się konferencje, seminaria i prestiżowe lunch’e i dinner’y, w których nierzadko uczestniczą członkowie rodziny królewskiej, w tym Królowa Elżbieta. No i tam jest to: ą, ę bułkę przez bibułkę…. Piramidki z jedzenia, krople sosu do ozdoby, małe zjeżdżalnie uklepane z puree z pietruszki i inne takie tam sieci z skarmelizowanego cukru wiszące nad sorbetami o smaku limonki. I jak to mam w zwyczaju, zawsze miałam dobry układ z szefem kuchni i zawsze miałam szansę posmakować, co tam te Lordowskie Moście czy inne CEO jedli na lunch czy potem deser. Jedno mnie zawsze zaskakiwało, że tam zawsze wylizane talerze pod koniec były. Zbierałam to widziałam 😉 Co to maniery, czy ludzka grzeczność… Potem się dowiedziałam, że to taki obyczaj. Że ja jestem rozpuszczona, jak coś mi nie smakuje, to nie zjem. High Society wciąga wszystko, smakuje czy nie smakuje… Tak mają, tak wynieśli z domu. Może inaczej, tak nianie wychowały… Jeżeli chodzi o to czy to było dobre, to bywało różnie. Powiem tak, nigdy nic mnie nie powaliło na kolana. Oczywiście wiem, że to kwestia gustu. Ja mam taki jaki mam. Kocham jeść, ale doskonale wiem, co mi smakuje a co nie.

Jeżeli chodzi o Lordowskie moście i ich życie. Zasobna kieszeń pozwala im mieć służbę poprostu. Gdzieś na Wyspie mają swoją rezydencję rodzinną, z setkami akrów ziemi. Tam spędzają większa część roku. Jak się nudzą, jest dom w Londynie albo apartament. Plus czasami dodatkowy apartament w Paryżu albo innej ulubionej stolicy Europejskiej. Nie lubią hoteli, preferują być u siebie. Zazwyczaj są wiekowi, mają swoją ukochaną Housekeeper, która się nimi zajmuje, gotuje dla nich i dla gości, których zapraszają. Pani ta pracuje często 7 dni w tygodniu… Oczywiście jedzenie, patrz składniki są najwyższej jakości. No i piją wyśmienite trunki.

U Lordów nie jadłam…

Może kiedyś się załapię? 🙂

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

8 myśli na temat “Ą, Ę czyli bułkę przez bibułkę. Co i jak się jada na wyższych szczeblach angielskiej drabiny społecznej…”

  1. Mam bardzo podobne doświadczenia. Podkreslilabym jedynie, że przepaść pomiędzy jakością produktów jadanych przez wyższe klasy,a te niższe jest porażająca. Może potrawy przygotowywane są niedoprawione, ale i tak dużo lepsze, od tego, co na przykład serwuje asda

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s