Opowieści emigracyjne o mężczyznach cz. 2. Kolorowe kawalerskie życie…

_77262660_shirt-large

To popatrzmy inaczej tym razem. Chłop wyjeżdża za chlebem. Sam. Wszystko pięknie. Lokum załatwione przez kolegów, szybko zarobi i wróci. Przyjeżdża i jak się kończy otrząsać po wstępnym szoku, że sam, że do domu daleko, że nikt na niego wieczorem nie czeka, że cisza, to nagle wpadają koledzy po pracy i biorą go w miasto. I jest – zawrót głowy albo „kolorowe jarmarki”…

Bo tutaj jest inne życie. Bo tutaj jest życie kawalerskie. I co z tym fantem zrobić. Ciężki orzech do zgryzienia, bo Chłop czuje się czasami jak w olbrzymim sklepie z zabawkami. Brać? Nie. A może?

Wiem, że są tacy, którzy zostawią zabawki i wrócą i zadzwonią do domu i będą czekać niecierpliwie 2 miesiące, żeby do tego domu pojechać na tydzień. Będą tacy co będą te zabawki tylko oglądać, przypominać sobie dawne kawalerskie czasy, uśmiechać się pod nosem i tyle. Część z nich w końcu się złamie i zadomowi się w sklepie z zabawkami. Jeszcze inni wejdą do sklepu i od razu zostaną stałymi klientami.

Wszystko zależy. I znowu nie będę nikogo wytykać palcem i nie będę nikogo za nic winić. Nie będzie o złych mężczyznach i złych kobietach. Bo tak jak już powiedziałam, ja nie wierzę w związki na odległość. Coś się wtedy traci, coś się zapomina, gubi się jakiś rytm, ta bliskość. Oczywiście, że są też rodziny, gdzie dawno była już ta rysa to pęknięcie i taki wyjazd tylko przypieczętuje to, co już i tak było „w kartach”.

Mam takie nieodparte wrażenie, że tutaj pewne rzeczy można wziąć łatwiej. Są na wyciągnięcie ręki. Dużo jest takiej tymczasowości i jakiegoś poczucia zawieszenia, co sporo ułatwia. Poza tym koledzy przecierają wcześniej szlaki, dużo opowiadają, niekoniecznie jak jest naprawdę i niekoniecznie przyznają, że dla własnego dobrego samopoczucia wolą mieć Chłopa z nimi w Klubie raczej, niż żeby mówił im, że to nie ma sensu.

Wszyscy są mniej lub bardziej zagubieni. Wszyscy są stesknieni znanego, starego życia na „starych śmieciach”. I bądźmy szczerzy, każdemu może się zdarzyć chwila zapomnienia. Potem trzeba jednak coś z tym zrobić. Niektórzy wybierają opcję „klin klinem”.

Czy warto? Nie wiem. Wydaje mi się, że czasami jak coś człowiekiem porządnie potrzasnie to wyjdzie mu to na dobre. I zrozumie jak wiele może stracić. A z drugiej strony może też zobaczyć, że to co zostawił za plecami, że tam niewiele. Albo w ogóle nic go z tym nie łączy.

Czy można dać Chłopu dobrą radę? Że wino, kobiety i śpiew, to niekoniecznie takie fajne jak się wydaje. Nie sądzę. Każdy się uczy na własnych błędach. Ale czy zawsze można powiedzieć, że to błąd? A może to tęsknota, poszukiwanie czegoś, czego w domu nie ma i nigdy nie miał… No bo kto to wie??? Czasami nawet Chłop tego nie wie…

Oj skomplikowane to życie na Obczyźnie. Czy życie w ogóle?

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

2 myśli na temat “Opowieści emigracyjne o mężczyznach cz. 2. Kolorowe kawalerskie życie…”

  1. Uwielbiam czytać analizę mężczyzn wg. kobiety :). Stereotyp jest taki, że nie sposób zrozumieć kobiety, ale faceta bardzo łatwo. Większość kobiet , uważa się za ekspertki w tej dziedzinie i to właśnie one wiedzą najmniej o nas :).

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s