Ile można mówić „nie” i inne takie tam dziecku. I angielski Tata w tle…

Portrait of little boy picking his nose

Kiedyś pamiętam byłam na wykładzie o dzieciach, i padło tam pytanie od młodego ojca, że on się stara tłumaczyć swojemu 2.5 letniemu synkowi i to i tamto i, że źle robi itd. I, że on nie słucha. Ten mały oczywiście. Okazało się, że dziecko w tym wieku „bierze i przerabia” tylko 2 – 5 pierwszych słów. Reszta przelatuje i wylatuje drugim uchem… I całe szczęście, myślę sobie…

Moje dziecko większe. Pewnie „łyka” już 2 – 3 zdania całe. I reszty nie tyka. I jak czasami sobie przypomnę co ja mu mówiłam, to się cieszę, że bierze ode mnie tylko ten początek. Bo to jest to sedno, a potem to już zdarza mi się truć poprostu. Albo się powtarzać. Co też bez sensu.

Ostatnio odbierałam go ze szkoły i od razu zaczęłam, że „nie biegaj, bo będziesz kaszleć”, „uważaj „,” poczekaj przed przejściem „,” nie ciągnij kolegi, bo to nieładnie”, „nie mów tak, bo to nieładnie”. I zaczęłam siebie w pewnym momencie słuchać i zwątpiłam. W siebie oczywiście. Nie w niego. I przypomniało mi się to co napisalam na początku, że dziecko łapie tylko początek. I zrobiło mi się lżej. I przykro też.

Moje dziecko jest już w zerówce. Już, bo ja poszłam do szkoły 2 lata później niż on i w jego wieku miałam luz blues w przedszkolu i jeszcze większy luz blues pod blokiem po przedszkolu. A on już ma ponad 6 godzin struktury, poleceń, wymagań, dyscypliny i całej reszty. I potem przychodzi jego Mama, czyli ja, i zaczyna swoje gadanie. On i tak to wszystko to mu mówię to wie. Ale ja powtarzam na zapas pewnie plus czasami dokładam mały „wykład” z cyklu, bo „co by było gdyby”. Myślę, że robię to bez sensu i zupełnie niepotrzebnie. Że raczej potrzebuje dać sobie na luz… I jemu, tak, mojemu dziecku w szczególności – dać na luz.

Skąd to się bierze? Kiedyś aż tak nie było. Kiedyś gdy ja byłam dzieckiem. Mówi się, że kolejne pokolenie robi zawsze „kontrę” do poprzedniego, czyli swoich rodziców. Czyli robi zupełnie inaczej. Uważamy, że wiemy lepiej, że to poprzednie było złe. Czy aby napewno?

Ok, zahaczymy o angielskiego Tatę. Bo ostatnio wracamy ze szkoły z kolegą mojego gagatka. I jako, że Mama dziecka jest zajęta, to odbiera go tymczasowo Tata. I ja tak chodziłam sobie w głowie mając tego swojego zgryza z moim gadaniem. I chcąc, nie chcąc przeglądałam się jak to u innych. Więc podczas 20 minutowego spaceru w kierunku domu kolega mojego gagatka miał 5 pogadanek i to takich  poważnych z „popatrz mi w oczy i słuchaj co ojciec Ci mówi” czyli „ooops” jak mówią – kłopoty. Plus pomiędzy pogadankami, były krótkie „wrzutki”, te szły podobnie jak moje. Każda konkretna pogadanka trwała parę minut, długich minut. Z dużą ilością „nie wolno”, i że słuchać rodzica jest „cnotą” 😉  Pomyślałam sobie, że przerabane jak w ruskim czołgu, bo mi osobiście zwiędły uszy. Ale, że patrzę z dystansu to łatwiej mi było spojrzeć też na to co ja robię. A potem sobie pomyślałam, że ja mam swoje rodzicielstwo, a Tata kolegi gagatka ma swoje. I każdy się buja ze swoim. I tak jest dobrze. I nie mnie oceniać.

Ale obiecałam sobie, że będę częściej trzymać buzię na kłódkę. I odpuszczać. Bo wciąż za dużo „nie” używam. „Nie” ogranicza. Pójdę raczej w stronę – TAK. Będę się uczyć, mi to też potrzebne…

Co do zdjęcia. Tak moje dziecko też dłubie w nosie. Kiedyś mu przejdzie. Mi przeszło. No prawie 😉

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

2 myśli na temat “Ile można mówić „nie” i inne takie tam dziecku. I angielski Tata w tle…”

  1. Ja staram się moje „nie”, schować za „zobacz, można inaczej”. Choć jestem na etapie tych 2-5 słów 😉 Jednak zauważam, że takie podejście jest o wiele bardziej owocne niż ciągłe „nie”.

    Co do tej części, że każdy ma swoje sposoby… Ostatnio zastanawiałam się, czy podołam takiej odpowiedzialności, jaką jest prowadzenie małego człowieka. Pomoc w rozwinięciu skrzydeł. Jak wiele moich „nie” i mojego gderania może spowodować, że w jakichś tam dziedzinach podetnę te skrzydła.
    Oczywiście nie chodzi o tom, żeby na wszystko pozwalać. Chodzi o to, żeby umiejętnie przekazywać to, co mamy do zaoferowania.

    Choć wiem, że przede mną długa droga – jestem dopiero u początku:)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s