„… A tak się kochali. I wyjechali zagranicę. I po roku tam wszystko się rozpadło…”

ai_plecat_lovers_man_broken_heart_woman_hd-wallpaper-929746

Wszystko było tak dobrze. I to była taka miłość. Kwitła. Oni wierzyli, że zawsze, na zawsze, nic ich nie rozdzieli, podzieli, złamie… Potem decyzja o emigracji. Na dłużej, na krócej, zależy jak się ułoży. Bo emigracja jest perspektywą na lepsze… Ale emigracja ma też swoją cenę…

Początek był dobry. Przecież można żyć miłością. No prawie. Wtedy wszystko cieszy, na wiele rzeczy nie zwraca się uwagi, żyje się inaczej, trochę mniej lub bardziej na haju. Życie w mydlanej bańce. Tak może trwać przez parę lat. Myślę sobie, że wyjazd może nawet ten stan przedłużyć. Bo jeżeli wyjeżdża się we dwoje plus „motyle w brzuchu” to można się zachlysnać nowością, wolnością. Początek na emigracji często jest euforią w takim przypadku. Takie wielkie „wow” na wszystko… Ach… Powspominajmy 🙂

Tyle można zobaczyć, bawić się, kolejna nowa sukienka i szpilki i tutaj można się tym naprawdę cieszyć. Bez skrzywionych twarzy przechodniów, wręcz przeciwnie, oni się uśmiechają do cudzego szczęścia. Bo tutaj jest trochę inaczej niż tam. Albo wydaje nam się, że zupełnie inaczej. Łatwiej. Fajniej.

Niepostrzeżenie i powoli wkrada się jednak rzeczywistość i rutyna. Bo jednak jest praca, bo jesteśmy zmęczeni, bo śmieci się same nie wyniosą, bo znowu pada, bo obiad jakiś, bo ktoś leży na kanapie, a ktoś inny zapierdziela w kuchni, bo nie pójdziemy do rodziców na obiad, a niestety taniej wychodzi zjeść w domu, bo kolejne nowe buty stoją w korytarzu i przyszedł rachunek za prąd.

Nawet nie ma jak swobodnie pogadać z przyjaciółką w Polsce, bo on wciąż w domu, na tej cholerne kanapie gapi się tablet. Bo nie ma co robić. Bo nie ma o czym gadać. Bo jak się nasyciliśmy sobą to się nagle okazało, że niewiele wciąż mamy tutaj znajomych. Było ich więcej, ale paru okazało się było świniakami i zerwaliśmy kontakty. Zaczynamy coraz bardziej tęsknić za domem. Tam było inaczej. Łatwiej. Fajniej… Tam tak się kochaliśmy.

I co będzie dalej? Nie wiem. To zależy… Wszystko się może zdarzyć. Sporo zależy od nas. To jest ten kolejny etap w związku, który nazywa się – zwyczajne życie… I czeka nas to wszędzie i tutaj i tam. I właściwie trudno powiedzieć czy na emigracji szybciej czy bardziej rozpadają się związki, bo jak zwykle poprostu „wychodzi szydło z worka” (bez skojarzeń politycznych proszę) 😉

Ja uważam, że emigracja to jest zmiana przez wielkie „Z” i to jest trudna zmiana. I jak się to nałóży na kryzys w związku to faktycznie łatwiej może się to wszystko z hukiem zakończyć. Bo oczekiwania przecież były wielkie z tym wszystkim związane. Nie tylko oczekiwaliśmy tyle od związku i partnera, ale oczekiwaliśmy cudów na emigracji. Im większe oczekiwania, tym większe rozczarowanie. I ból.

I złamane serce na dokładkę.

Może przypomnieć sobie te „motyle w brzuchu” i zrobić grafik wynoszenia śmieci plus cała reszta. Bo jak nie wżenimy się bogato, to o służącej możemy tylko pomarzyć 😉

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

18 myśli na temat “„… A tak się kochali. I wyjechali zagranicę. I po roku tam wszystko się rozpadło…””

  1. A ja mam inne spojrzenie na to. Mnie i mojego meza emigracja przyblizyla i utwierdzila w milosci. Razem przechodzimy przez trudy i przyjemnosci. Kazdy z nas pelni swoja role w rodzinie, ktora zalozylismy. I fakt, ze smieci same sie nie wyrzucaja i rachunki same sie nie pooplacaja i znajomych jest malo… Ale mamy siebie i soba sie delektujemy. Delektujemy sie tez i dziecmi. I zdarza sie czasami zwatpic i zlamac… zlamanie tez jest potrzebne, bo podpowiada co nalezy zmienic. Najwazniejsze na emigracji to znalesc sobie hobby. Nie skupiec sie tylko na pracy, sprzataniu, i takich tam…. odpuscic sobie przepracowanie i ZYC. Ale mysle, ze to samo jest i w ojczyznie, z tym ze tam bardzo malo ludzi ma hobby. Widzialam tez rozpadajace sie zwiazki i w Polce i na emigracji, widzialam tez i te ktore przetrwaly. Te. ktore przetrwaly, laczylo jedno – jakas pasja (chociazby byle jaka), odskocznia od pracy.

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Poczatek naszej rodzinnej emigracji zaczal sie 18 lat temu..najpierw wyjechalam Ja..maz zostal z dziecmi..pracowalam i plakalam kazdego dnia z tesknoty a w glowie tylko mysli i pytanie za jakie grzechy???Zostawilam meza,8 letnia corke i 1,5 rocznego syna.No coz nie dawalam rady psychicznie z tesknoty i po kilku miesiacach wrocilam do domu.Ktoregos dnia zadzwonil telefon ze jest praca dla mezczyzny i pojechal moj maz.Przyjezdzal co 3-4 miesiace na gora 2 tygodnie..byla tesknota..placz moj i dzieci za kazdym razem jego wyjazdu.Tak minelo 2 lata.Ktoregos pieknego dnia jak maz byl na urlopie zdecydowalismy ze tak sie nie da dluzej..spakowalismy kilka walizek i przyjechalismy do Wloch cala rodzina.Poszlismy do pracy,dzieci do szkoly..ale i tak nam czegos brakowalo.Dzieci plakaly i pytaly sie dlaczego nie idziemy do babci na obiad..gdzie sa ciocie..kuzyni.Bylo nam ciazko..Nie mialam sznsy byc ciocia dla moich siostrzenic..tak jak dziadkowie nie mieli szans uczestniczyc w zyciu naszych dzieci.
    I tak minelo 16 bardzoo dlugich latach.Niektorzy tlumaczyli mi ze rodzina to maz,dzieci i zycie tu i teraz.Ale mi to nie wystarczalo.Po kilku latach roznych nieszczesc..problemow zdrowotnych i utracie pracy..stoimy wraz z mezem w punkcie co dalej?Moze wracac do Polski..w koncu jak mam bidowac to chociaz we wlasnym kraju..Dzieci urosly..corka zalozyla rodzine,mamy cudownego wnusia i w wieku 42 lat znowu na rozdrozu..i z pytaniem za jakie grzechy???
    Kto nie zaznal ZYCIA NA EMIGRACJI nigdy nie zrozumie naszych wyrzeczen i tesknoty.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Ale fajnie napisane..ja tez kazdego dnia sie wacham i mysle czy w pl nie byloby mi lepiej??mowie biedniej ale zawsze to w swoim kraju…hmm brak rodziny.przyjaciol..ktorzy coraz czesciej gdy jestem w polsve tak naprawde sie nimi nie okazuja…ciagle dylemat..ciagle pytanie gdzie moje..nasze i dzieci miejsce?????:(:(

      Polubione przez 2 ludzi

  3. Mój mąż wyjechał pierwszy, ja po 3 miesiącach do niego przyjechała i tak już walczymy od 4 lat. Oboje pracujemy, w lipcu zeszłego roku kupilismy dom na kredy…Mielusmy kilka powaznych kryzysow, bo kazde z nad na swoj sposob zachlysnelo sie lepszym zyciem, ale zalezalo i zalezy nam na sobie i przetrwalismy…macie rację, trzeba mieć wspólne zainteresowania,ale i nie zapominać o sobie- nie tylko wszystko razem i dla partnera,ale i coś dla siebie…wszystko w rozsadnych proporcjach…wiele osób mówi,że mamy szczęście,bo się kochamy,bo mamy dom,bo mamy pracę, a rodzina w Polsce gdy jesteśmy na urlopie z podziwem patrzy jak to nam się dobrze wiedzie, ile zarabiamy i wogole wszystko jest piękne i kolorowe… Nikt nie zapytała,czy jest ciężko żyć w obcym kraju? A my się też nie pchamy z opowiadaniem,że tesknimy,że na każdym kroku czujemy,że to nie nasz kraj,że mimo iż w Polsce nie mieliśmy szans na spokojne życie to właśnie jest to nasza ojczyzną i żaden kraj,nawet mlekiem i miodem płynący tego nie zmieni i jej nie zastapu. Tak o tym ostatnio że znajomymi dyskutowalismy,że może trzeba zacząć rodzinie i znajomym w Polsce uświadamiać,że emigracja to nie jest życie uslane różami, że często jest trudniej żyć w obcym kraju,mimo dobrej pracy niż w ojczyźnie z problemami finansowymi.

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Moja emigracja jest uslana różami. Tak do rodziny mam daleko, przyjaciół tez widze rzadziej. Ale w Pl mam znajomych którzy mieszkają w jednym miescie a rodzicow maja 700 km dalej. Mam przyjaciół którzy sa tak zapracowani ze wychodzą zeby spotykać sie z innym raz na pare miesiecy. Zycie na emigracji jest takie jakie chcesz zeby było. Chcesz tyrać i odkładać na dom w PL? Prosze cie bardzo. Tylko co ci poZniej z tego domu jak w Polsce pracy nie znajdziesz bo Pracowalas w fabryce przez ostatnie 10 lat? Dzieci juz tu sie zadomowiły i ty twraz wyrwiesz je stad bo jestes egoista?
      Czemu tych pieniędzy nie odłożyć tu, kupic dom tu. Zaakceptować fakt ze zostajesz tu i ułożyć sobie zycie tak jak chcesz? Byc szczęśliwym tu i teraz?

      A co do związków na emigracji- tak samo jak w pl. Jak chcesz uzdrowić związek wyjazdem, dzieckiem, kupnem nowych mebli to licz sie z tym ze czeka cie porozka gdzie tam po ilus latach. Albo sie pracuje nad związkiem razem i nad sobą i sie zmienia adaptuje i przedewsZystkim chce sie byc razem albo sie rozstaje i szuka nowego partnera. Proste.

      Polubione przez 2 ludzi

      1. Emigracja…Nigdy nie wyobrażałem sobie swojego życia gdzieś indziej, w innym, obcym mi kraju…i cóż…jestem. Najpierw mąż.. Potem ja..
        Jeszcze później córka i syn…żyjemy…jesteśmy… Najpierw mówiliśmy że tylko kilka lat żeby się dorobić, bo w Polsce się nie da… Dziś mija 11 lat, czas minął jak kilka chwil. Z czasem okazało się że lepiej kupić dom nie wynajmować bo to jak wyrzucać pieniądze w błoto. Kupiliśmy więc dom, dzieci się zadomowily, a tak przynajmniej mi się wydawało, w przedszkolu, w szkole my w pracy. Dziś niemal codzień dzieci pytają dlaczego muszą być tutaj a nie w Polsce przecież są Polakami tam mają rodzinę,przyjaciół, i życie jest inne…fajniejsze…łatwiejsze. Moja tęsknota, z którą zmagam się każdego dnia jest coraz silniejsza, przychodzą dni depresyjne, nie ma już dawno fascynacji nowością, gdyż każdy dzień niesie to samo, ciągły strach wewnętrzny o dzieci, o to że są braki w języku i czy dam sobie radę w pracy abym tylko i dziś wszystko zrozumiała, aby nikt się nie śmiał, że coś źle powiedziałam, zrozumiałam czy zrobiłam. Pytań i niepewności jest tak wiele..ze czasem mnie to przerasta. Najgorsze jednak jest to że każdy widzi tylko to że dobrze nam jest wszystko mamy, pieniądze lecą niemal z nieba, nikt nie widzi albo nie chce widzieć co trzeba przeżyć, ile przecierpiec, zniesc aby do czegoś dojść w życiu. Tęsknię za krajem gdzie się wychowałem, przeżyłam 23 lata swojego życia, za przyjaciółmi, za domem, niezawsze było cudownie ale z moimi rodzicami i rodzeństwem zawsze mieliśmy siebie nawzajem, pomagalismy sobie…tylko czasem się zastanawiam czy nie jest poprostu tęsknota za tym co już minęło i nigdy nie wróci, bo czasu przecież nie cofne, tylko chyba u siebie łatwiej byłoby si z tym oswoić. Jednak nasz związek przetrwał i myślę że w kraju czy poza nim, jak ma trwać to będzie trwał. Dzieci są całym naszym światem i to dla nich jestem w stanie przetrwać wszystko….jednak zrobię wszystko żeby wrócić i spróbować żyć w swojej ojczyznie. W tych czasami ważne jest żeby wzmacniać w dzieciach, wiarę patriotyzm i miłość do ojczyzny co robimy każdego dnia…. Nikt nie mówił że życie będzie łatwe i usłane życia… To tylko w filmach…

        Polubione przez 2 ludzi

      2. Emigracja…Nigdy nie wyobrażałam sobie swojego życia gdzieś indziej, w innym, obcym mi kraju…i cóż…jestem. Najpierw mąż.. Potem ja..
        Jeszcze później córka i syn…żyjemy…jesteśmy… Najpierw mówiliśmy że tylko kilka lat żeby się dorobić, bo w Polsce się nie da… Dziś mija 11 lat, czas minął jak kilka chwil. Z czasem okazało się że lepiej kupić dom nie wynajmować bo to jak wyrzucać pieniądze w błoto. Kupiliśmy więc dom, dzieci się zadomowily, a tak przynajmniej mi się wydawało, w przedszkolu, w szkole my w pracy. Dziś niemal codzień dzieci pytają dlaczego muszą być tutaj a nie w Polsce przecież są Polakami tam mają rodzinę,przyjaciół, i życie jest inne…fajniejsze…łatwiejsze. Moja tęsknota, z którą zmagam się każdego dnia jest coraz silniejsza, przychodzą dni depresyjne, nie ma już dawno fascynacji nowością, gdyż każdy dzień niesie to samo, ciągły strach wewnętrzny o dzieci, o to że są braki w języku i czy dam sobie radę w pracy abym tylko i dziś wszystko zrozumiała, aby nikt się nie śmiał, że coś źle powiedziałam, zrozumiałam czy zrobiłam. Pytań i niepewności jest tak wiele..ze czasem mnie to przerasta. Najgorsze jednak jest to że każdy widzi tylko to że dobrze nam jest wszystko mamy, pieniądze lecą niemal z nieba, nikt nie widzi albo nie chce widzieć co trzeba przeżyć, ile przecierpiec, zniesc aby do czegoś dojść w życiu. Tęsknię za krajem gdzie się wychowałam, przeżyłam 23 lata swojego życia, za przyjaciółmi, za domem, niezawsze było cudownie ale z moimi rodzicami i rodzeństwem zawsze mieliśmy siebie nawzajem, pomagalismy sobie…tylko czasem się zastanawiam czy nie jest to poprostu tęsknota za tym co już minęło i nigdy nie wróci, bo czasu przecież nie cofne, tylko chyba u siebie łatwiej byłoby się z tym oswoić. Jednak nasz związek przetrwał i myślę że w kraju czy poza nim, jak ma trwać to będzie trwał. Dzieci są całym naszym światem i to dla nich jestem w stanie przetrwać wszystko….jednak zrobię wszystko żeby wrócić i spróbować żyć w swojej ojczyznie. W tych czasach ważne jest żeby wzmacniać w dzieciach, wiarę patriotyzm i miłość do ojczyzny co robimy każdego dnia…. Nikt nie mówił że życie będzie łatwe i usłane różami … To tylko w filmach…

        Lubię to

  4. Żyjąc tam, wiecznie oglądamy patologię dookoła. Ludzie się kłócą, schodzą i rozchodzą, jednym słowem kombinują w każdą możliwą stronę, bo dość często do pełni szczęścia brakuje im pieniędzy. Tacy ludzie przenoszą poniekąd na nas swoje nerwy, a my – jak to ludzie, zwyczajnie i nieświadomie zabieramy to do swoich czterech kątów. Tu jak ładnie wspomniałaś tego nie ma, bo inni cieszą się naszym szczęściem, bo jest faktycznie budujące. Według mnie wspólny wyjazd to dobry pomysł, w moim przypadku wszystko się polepszyło. Czego życzę również innym 😉

    Polubione przez 2 ludzi

  5. To jak sie nam uklada czesto od nas samych zalezy. Ja na pierwsza randke z obecnym mezem poszlam miesiac przed moim wyjazdem. On dojechal 3 miesiace pozniej. Latwo moze nie bylo. Na poczatku zylismy, zeby zarobic na powrot. Ale zycie zweryfikowalo nasze plany. 10 lat pozniej nadal na emigracji, z trzecim dzieckiem w drodze. I pewnie juz tu zostaniemy. Ale przeciwnosci zwalczalismy wspolnie. Nawet jesli mielismy i nadal mamy rozne plany, to jeden cel jest zawsze ten sam. Jestesmy rodzina i bez wzgledy na wszystko inne chcemy nia pozostac 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

  6. A ja nie tesknie za Pl znalazlam swoj swiat tutaj z mezem troche gorzej ale tez nie nazeka wracac nie chce nie ma do czego …a kryzys w malzenstwie skonczyl so jak przyjechalismy tutaj nikt sie nie wtraca zyjemy jak chcemy jestesmy zwyczajnie szczesliwi

    Polubione przez 2 ludzi

  7. Witam…. Jestem już w Londynie 8lat, przylecialam do męża z jednym synkiem.,po jakimś czasie urodziłam drugiego a następnie trzeciego. Byłam szczęśliwa matka żoną do czasu kiedy mój mąż oświadczył mi że już mnie nie kocha i nic do mnie nie czuje wtedy byłam świeżo po porodzie trzeciego synka. Później okazało się że ma kochankę, uwierzcie mi mój świat runął nigdy nie czułam takiego bólu rozczarowania. Z dnia na dzień nie mogłam się pozbierać przychodziły mi różne myśli. Zostałam z trzema synkami,i każdy dzień nauczył mnie życia nauczył że muszę być silna i nie mogę zawieść moich synów bo oni mnie potrzebują. Jedno z rodziców ich zawiodło, i nie mogłam teraz to być ja. Żałuję dnia w którym przylecialam, do kraju w którym ludzie biegną za pieniędzmi a uczucia i miłość się nie liczą . Kiedy byłam w Pl zylismy z mężem biednie ale szczęśliwie… ….. Pozdrawiam

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Twój mąż mógł odejść od Ciebie po 3 dziecku również w Polsce. Tylko tam zostałabyś samotną matką trójki dzieci bez żadnej pomocy państwa a tutaj podejrzewam dostałaś wszelką pomoc jaka Ci się należała. Nie powiesz mi, że w Polsce byłabyś w lepszej sytuacji gdyby to tam się zdarzyło. Nie zwalaj winy na Anglię. Małżeństwa rozpadają się czy tu czy tam.

      Polubione przez 2 ludzi

  8. Ja za namowa siostry przyjechalam do Angli sama. I tu poznalam mojego ukochanego ktory jest z Ghany . Urodzilam dziecko planujemy slub jestem bardzo szczesliwa i nie planuje powrotu do Polski bo tu jest moje zycie . Ale Bede rodzine i przyjaciol czesto odwiedzac.

    Polubione przez 2 ludzi

  9. Przyjechalam jako samotna matka 5 lat temu. Byly upadki byly wzloty. Dzis jestem zrujnowana 25latka , matka dwojki dzieci. Rachunki leza niezaplacone. A ja nie potrafie z lozka wstac. Samotnisc mimo partnera zezarla mnie. Moge sie zebrac I ppukladac swoje zycie ale ja dawno zatracilam Tu sens istnienia.

    Polubione przez 1 osoba

  10. Wyjechałem z partnerem na ponad pol roku, zle sie czułem poza ojczyzna, postanowiłem ze przyjade na kilka miesięcy do kraju niestety dwa tygodnie po moim wyjeździe mój partner zerwał prawie 4 letni związek, nie miałem szansy powrotu. Albo czegoś chcesz albo nie. Bo jak czegoś chcesz to możesz wsYstko a jeśli nie to nie możesz nic.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s