Depresja Matek na emigracji…

sad son hugging his mother on the background a brick wall

Ktoś powie, że w Polsce też Matki maja depresję. Ano mają. Nie mówię, że nie. Ale na emigracji dochodzi do tej depresji parę zmiennych, parę składników, innych i nowych, których w Polsce brak. Ja tak to widzę tutaj, bo ja mieszkam tutaj, a nie tam…

Depresja ma wiele twarzy. Każdy z nas jest inny, depresja każdego dotknie inaczej, lżej, ciężej. Czasami tak, że nie można jej unieść. Unieść siebie z tym wszystkim co nas wciąga pod powierzchnię…

Być Matką. Niby super. Większość z nas chce, większość o tym marzy. Bo to ma być takie fajne. No i jest. Ale jest i rewolucją, to macierzyństwo. Przesuwa środek ciężkości, centrum, gdzie dotąd wszystko się skupiać, zupełnie gdzie indziej. Zabiera energię. I właśnie bywa, że wraz z dzieckiem przychodzi depresja poporodowa. Czasami tak się zastanawiam czy ona nie dotyka każdej z nas. Mniej lub bardziej. Są przecież takie dni, kiedy zatrzaskujemy się na wszystko, bo już za dużo. I takich dni jest trochę… Depresja poporodowa może trwać lata. Nawet kiedy dzieci są już duże. Ona wciąż, gdzieś jest…

Macierzyństwo może być katalizatorem depresji. Dziecko powoduje, że mogą otworzyć się na powrót nasze stare rany. Mamy tyle „dziur „. Nasze wgarniete pod dywan rzeczy, na które przez lata nie chcemy patrzeć. O których chciałybysmy zapomnieć. Dziecko powoduje, że zmienia się nasz sposób oglądu świata, postrzeganie rzeczywistości, zmieniają się nasze relacje z innymi, bliskimi i tymi dalszymi. Wszystko ewoluuje. Wszystko nowe. Wszystko nieznane. Sporo tego…

I jakby tego było za mało. Jest emigracja. Żyjemy w nowym, nieznanym, wciąż jeszcze nie oswojonym świecie. Znane i dzięki temu dające niejako poczucie bezpieczeństwa jest tam, za naszymi plecami. Tylko tam nas nie ma. Tam zostały nasze mamy, babcie, ciocie, pociotki, teściowe. Te kobiety, które oczywiście mogą być wrzodem na dupie, z tym, że zawsze wiedzą lepiej, ale jednak są nieocenionym wsparciem. Podporą. Można mieć tutaj na podoredziu nową teściową, ale to nie jest tak samo. To jest inaczej. To są jednak głębokie więzi. Nawet jeżeli tam się zapętliło w tym naszych więzach krwi, to zawsze jest wsparcie. I dobrze jest czuć, że to jest blisko. Jak nie mama to babcia, to ciotka…

A tutaj tego nam brak. Jesteśmy same. Skazane tylko na siebie. Czasami trudno to właśnie unieść. I spotykamy położne, pielęgniarki, które są po to aby wesprzeć, ale one nawijają w jakimś obcym języku. I może rozumiemy, ale czujemy się z tym jeszcze bardziej obco. Następny brak znanego.

I wtedy łatwiej jest poczuć ten paraliż. I odsunąć się od tej obcej rzeczywistości, aby czuć mniej, bo tak wydaje się bezpieczniej, łatwiej. Im dalej, tym trudniej bywa z tego wyjść, a nie zsuwać się niżej.

Jednak w tym wszystkim to zajmowanie się dzieckiem jest terapeutyczne. Pomimo, że to dziecko postawiło wszystko na głowie. Bo dziecko też może nam pomóc z tego wszystkiego wyjść. Ono pokaże nam drogę. Niekoniecznie od razu. To może zająć parę lat. Bo dzieci są najlepszym przewodnikiem. I kochają swoje Matki bezwarunkowo.

Ach, miało być więcej o emigracji, a wyszło właśnie tak… Może mi to było potrzebne… 🙂

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

17 myśli na temat “Depresja Matek na emigracji…”

  1. Jak zawsze bardzo prawdziwie i mądrze piszesz. Sama bardzo chciałabym mieć dziecko a macierzyństwo to moje marzenie. Dostrzegam jednak to o czym piszesz w oczach matek,które odpowiadają swoje dzieci do szkoły, w której uczę. Bezsilność, zmęczenie, poczucie iż nie jest tak jakby się chciało aby było i te przepracowane ręce i oczy

    Polubione przez 1 osoba

  2. Bardzo dobry artykuł. Cieszę się, że trafiłam na Twojego bloga (przez Klub Polek). Ja też pisałam o matkach ekspatkach i zawsze wszystkim mówię, że to prawdziwe bohaterki. Pozdrawiam zza oceanu 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

  3. Jestem przerażona.. Czytasz w moich myślach czy po prostu jestem jedna z wielu?? Ja bym tylko dodała, ze depresja moze sie pogłębić gdy mąż jest obywatelem kraju w którym żyjemy.. Kompletnie inny świat i jednak mimo dobrych chęci nigdy nie bedzie w stanie zrozumieć co to znaczy czuć sie obco i jak ważne są pierogi u mamy 😉

    Polubione przez 1 osoba

    1. Może częściej jedź na te pierogi do Mamy? Albo rób bardzo podobne?
      Obcego męża bierzemy z całym dobrodziejstwem inwentarza czyli z jego rodzina plus obca nam kulturą. Da się. Nie jest to łatwe, ale to możliwe. I to może wzbogacić. Spróbuj się na to otworzyć… Pozdrawiam serdecznie 🌞

      Lubię to

  4. Czytam i czytam troche mi brak paru argumentow na temat depresji w obcym kraju w ktorym zyjemy, chcac nie chcac musimy z tym zyc. Po samobojstwie mojego narzeczonego nie wiedzialam co mam ze soba zrobic i nadal tak jest ze szukam ukojenia w cierpieniu i nie moge znalesc miejsca w tym beznadziejnym zyciu. Minal dopiero miesiac po smierci mojego Ukochanego i jak mam dalej zyc? Jak brak mi sil, niespie, niejem, nie mogę normalnie funkcjonowac i te bez odpowiedzi pytania: dlaczego On mi to zrobil? Mial tylu przyjaciol, znajomych, wspaniala rodzine, mnie i wszyscy Go bardzo Kochamy a zostawil nas bez pozegnania, bez wyjasnienia.

    Lubię to

    1. Jesteś w żałobie. To nie depresja. Straciłas kogoś bardzo bliskiego.
      On tego nie zrobił Tobie. On to zrobił sobie. Taką podjął decyzję. Nie jesteś za to odpowiedzialna, ani żadna w tym Twoja wina.
      To jest teraz czas aby ta stratę przeżyć i wypłakać. Jak już się z tym uporać to wstaniesz i pójdziesz dalej…

      Polubione przez 1 osoba

  5. Ja podjęłam decyzje szaloną wręcz, przyjęchalam do obcego kraju na niecale 3 miesiące przed porodem. Ciaza, przeprowadzka, a jeszcze ślub i organizacja wszystkiego po drodze. Ale stwierdziłam, ze w pakiecie będzie łatwiej. Nie miałam tu nikogo do pomocy , do wsparcia, najbardziej mi chyba brakowało koleżanek, takich co to wpadna pogadać, przez godzinę posiedzą z dzieckiem żebym mogła gdzieś wyskoczyć. Na pierwszą wizytę w Polsce czekalam z utesknieniem, ze wreszcie sobie trochę odpocznę, tyle osób naokolo do pomocy. I bardzo się rozczarowałam. Okazało się że każdy ma dalej swój polski świat beze mnie i nie ma w nim miejsca na mnie i 2 mies dziecko. Znajomi owszem wpadali zobaczyć małego, ale potem miałam tylko więcej szklanek do zmywania. Siostra w pracy, jej dzieci juz duże, do niemowlaka z daleka. Na 5 min na raczki tak, ale tak zeby sie nim zająć to juz chętnych nie było. W sumie po miesiącu wracałam z ulgą do siebie. Do siebie zagranicznej. Tu już sobie ułożyłam życie z dzieckiem, znam krawężniki, schody, gdzie dojadę wozkiem, gdzie samochodem. W Polsce sie meczylam. Teraz wpadam tylko na tydzień. Szybka wizyta, wiem ze wiele spraw nie pozalatwiam, bo jednak najbardziej pomaga mi maz. Jak go nie ma, to mam dziecko na 100%.
    Nie wiem, moze to obudzenie ze zludzen dobrze mi zrobiło? Teraz tu muszę znaleźć nowe koleżanki które posiedzą mi z dzieckiem, bo wiem ze w Polsce to juz niemożliwe.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dokladnie Tak samo czuje sie. Fajnie przez tydzien ale potem wracam z ulga. Czasem pomoc bliskich bardziej meczy niz pomaga. Kiedy urodzilam corke pomagala mi przez 3 tygodnie tescowa, kiedy wyjechala poczulam ulge. Po cesarce z synem przyjechala na miesiac, po tym mialam tak psyche zryta że wpadlam w jeszcze wiesza depresje. Jezeli bede miala wiecej dzieci (nie planuje!) nigdy wiecej pobytu pseudo pomocy. Wole radzic sobie sama niz mieć pomoc przy ktorej nie da sie oddychac swobodnie!

      Polubione przez 2 ludzi

  6. To o mnie ! A ile jest takich matek! Dziewczyny musimy sobie pomoc razem skoro wszystkie czujemy sie samotne bez rodziny i pomocy od niej ! To połączmy sie! Mysle ze dobry pomysł to poprostu spotykać sie, matki z dziećmi i nawiązać nowe znajomosci , Pogadać, pośmiać sie, wyżalić, zapoznać nasze dzieci! Założycielko bloga proszę pomyśleć o tym!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s