Bo starych drzewa się nie przesadza, one zostają tam… Starzy rodzice zostali w Polsce…

1-in-3-adults-suffer-from-sarcopenia-progressive-muscle-loss

Jeszcze niedawno za każdym razem jak przyjeżdżalam do Polski to zaskakiwały mnie coraz bardziej siwe włosy mojego Taty. Moja Mama, stara się przechytrzyć czas i jej siwych włosów wciąż nie widać 🙂 Dość długo chyba nie akceptowałam tego, że czas płynie nieubłaganie, a moi rodzice coraz starsi…

Teraz zamiast zdziwienia jest jakiś strach i jednak poczucie winy. Że mnie jednak w Polsce nie ma. Nie ma mnie wystarczająco blisko nich, gdyby mnie potrzebowali. Bo kto wie co się może wydarzyć, kto może być pewny następnego dnia. Nikt. A człowiek w takim wieku coraz bardziej kruchy i delikatny.

Kiedy się wyjeżdża, to wszystko się mierzy inna miarą. Na pewne rzeczy się zwraca uwagę, a pewne rzeczy się kompletnie pomija. Szczególnie swoich własnych rodziców. Może i jest to zrozumiałe, bo oni wtedy też jeszcze często nie mają siwych włosów, są silni i zdrowi i nic nie zapowiada, że się będą starzeć. Zresztą kto myśli o starości. Starość nie jest trendy. Starość, tą prawdziwą się chowa pod dywan. Bo ma pomarszczoną twarz starego jabłka, bo nie pasuje do kultu młodości i piękna i starość jest mała i skurczona. I jest problematyczna. I starość napawa nas strachem. A starość naszych rodziców jest też przypomnieniem, że my idziemy w tym samym kierunku. Tam gdzie wszyscy, w nieznane. Nikt nie jest nieśmiertelny. Wiem, w reklamach jest inaczej… Sorry…

Jednak cobyśmy nie zrobili musimy się z tym skonfrontować. Ok, nie musimy. Jak ktoś się uprze i ma inne podejście czy priorytety to proszę bardzo… To jest jak ja widzę, czuję. A ja rozmawiam z moim Tatą prawie każdego dnia. Moja Mama jest bardziej zajęta. To jest już teraz rutyna. Chociaż tyle mogę dać. Będąc tutaj. Jakaś obecność, poczucie, że wiemy dokładnie co się u nas dzieje tutaj i tam. Taką trochę złudną iluzję, że jesteśmy bliżej w sensie „czasoprzestrzeni” niż te kilka godzin w samolocie. Zaskakujące, bo nigdy tyle i tak często nie rozmawialiśmy. Dopiero od jakiegoś czasu ja sporo zmieniłam. Czy emigracja mnie zmieniła? Czy ja się zmieniłam? Nie wiem.

Co będzie dalej. Też nie wiem. Nie przewiduję, nie pisze scenariuszy, ani dobrych ani złych. Nie myślę o rzeczach ostatecznych. Przyznaję, trochę się boję, z drugiej strony myślenie o tym nic nie zmieni. Będzie co będzie. Ale żyję z poczuciem winy. Każdego dnia. Że jednak nie ma mnie blisko. Bliżej.

W przestrzeni czasu decyzja o emigracji staje się coraz cięższa. Tak wiele tam dochodzi. O tylu rzeczach kiedyś nie pomyślałam. A teraz one przychodzą. I patrzą na mnie… Nie ucieknę od tego.

A gdyby nie było moich Rodziców, nie byłoby mnie. I to już wystarczy. Dla mnie. Żeby dzwonić każdego dnia i rozmawiać… Tyle wystarczy. Na dzień dzisiejszy…

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

12 myśli na temat “Bo starych drzewa się nie przesadza, one zostają tam… Starzy rodzice zostali w Polsce…”

  1. Tak czułam się jeszcze rok temu, że coś Mi ucieka. Czas. A rodzice coraz starsi.
    Tylko, że u Mnie odwrotnie, bo to Oni za granicą. Przez prawie 7 lat widziałam Ich kilka razy w roku.
    Nie było Ich przy Mnie, gdy Moi synowie przyszli na świat. Zawsze Mi Ich brakowało.
    Od prawie roku jest inaczej. Jesteśmy już Razem, blisko siebie. To Ja z moją rodziną „przyfrunelam” do Nich za granicę.
    I wydawać się by mogło, że jestem już szczęśliwa, ale niestety te 7 lat trochę Nas poroznili. Chciałabym odbudować ta więź póki jest czas. Chciałabym. Choć i tak już Mi lepiej, że jestem blisko.
    Pozdrawiam.

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Ja też się zmagam z podobnymi odczuciami. Mam mamę w Polsce, która już za niedługo będzie chyba wymagała opieki, a ja opiekuję się w Szkocji innymi starszymi osobami. Mam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia, ale niestety – nawet moje codzienne telefony do Polski nie są w stanie zgłuszyć tego co dzieje się w mojej duszy. cały czas się w duchu modlę, aby mama dotrwała jeszcze w zdrowiu 1,5 roku – wówczas mogę iść na emeryturę. To jest cena jaką płacimy za normalne życie, Porozrzucani po całym świecie, oderwani od rodzin, przyjaciół. Kto by pomyślał, że tak potoczą się nasze losy. I ci biedni rodzice, coraz starsi, coraz słabsi. Piszę to i płaczę, co ja komuś zrobiłam, że muszę się tułać na stare lata za pracą

    Polubione przez 2 ludzi

  3. U mnie podobnie, ja od 17 lat w Kanadzie. Rozmawiamy na skype, staram sie przyjezdzac kiedy moge. Teraz jade w czerwcu na 80 urodziny mamy. Mama troche choruje ale tatek trzyma sie calkiem niezle gdyby nie ubytki sluchu (a aparatu nie chce i to mowi lekarz!). Na szczescie brat mieszka blisko i widuja sie prawie codziennie. Czy wrocilabym do Polski? Nie wiem ale chyba nie. Jestem typem samotnika, od ludzi wole zwierzaki i ksiazki. Ten wyjazd to bedzie wedrowka po znajomych i odwiedziny w roznych czesciach kraju. W moim przypadku kiedy wyjezdzalam to bylo takie przeciecie pepowiny. Nie zalozylam wlasnej rodziny i dla rodzicow ciagle jestem dzieckiem. I nie raz tak mnie traktuja. Ostatnio byla awantura bo wrocilam po 24:00 z odwiedzin u brata. Ehhh, bardzo ich kocham ale dopiero tu w Kanadzie czuje sie pania siebie. Wiedza tyle ile im powiem, nie martwie ich, nie mowie wszystkiego. Choc ostatnio zyje mi sie lepiej i sie spelniam.
    Pozdrawiam

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Lubię takie które komentarze. Mój ulubiony fragment to ta „góra kasy”… Ciekawe… Wiesz, gdyby życie byłoby takie proste jak góra kasy właśnie, to wszyscy emigranci po paru latach byli by dawno z powrotem i polerowali złote klamki w swoich chalupskach w Polsce…
      Niemniej pozdrawiam serdecznie i życzę dobrych Świąt Wielkanocnych, pewnie je spędzasz rodzinnie. Wierzę, że to doceniasz, tym bardziej, że tak łatwo oceniasz innych, bo wszystko o nich wiesz…

      Lubię to

  4. Ciężki to temat i nigdy nie znajdziemy złotego środka .ja wyjechałam pół roku temu bo chciałam żeby moje dziecko miało ojca na codzień a nie kilka razy do roku ja też chcę mieć swojego mężczyznę częściej niż na święta i urlop.w Polsce zostawiłam mamę i często myślę jak to będzie kiedy będzie już potrzebowała pomocy.czy wtedy wrócić i zburzyć źycie swojego dziecka,czy zostać i żyć z wyrzutami sumienia że zostawiłam mamę w potrzebie.

    Polubione przez 2 ludzi

  5. Ja wrocilam z 3 miesiecznym dzieckiem by opiekowac sie chora mama…. potem msialm pomagac ojc pozbierac sie i naczyc go samodzielnosci…po 3 latach znow wyjechalam bo chcialam zeby dziecko mialo ojca na codzien a nie tylko kilka razy w rok…..codziennie dzownie do taty, odwiedzam min 2 razy w rok, ma 71 lat, strasznie cierpi na samotnosc a mnie poczucie winy zabija od srodka….

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s