Recenzja kulinarna czyli oda do kotleta w londyńskim pubie…

_20160330_215159

Tak mnie jakoś naszło, żeby napisać o burgerze. Wylądowalismy w pubie w Londynie z bardzo trywialnego powodu. Wszyscy musieli iść siku. Na stolikach stało menu więc sięgnęłam. I dostałam ślinotoku na widok burgerów na zdjęciach. Wyszliśmy, poszliśmy do Muzeum Historii Naturalnej aby gagatek zobaczył dinozaury. I wróciliśmy na lunch, na burgery…

Mój burger się świetnie zapowiadał. I na obrazku, i na opisie. Nie pamiętam jak się nazywał, bo mam kiepską pamięć do nazw własnych, takich jak ala nazwiska 😉. Konkretny kotlet, ogórek kiszony czyli tutejsze „pickle”, no i sos majonezowo – chrzanowy. No i duże frytki. Pycha. Szczególnie mnie ten sos majonezowo – chrzanowy ujął. Bo ja lubię chrzan 😊

Czekaliśmy i wjechały talerze. Burgery wyglądały pięknie. Ogórki były słodko – kwaśne, czyli typowe tutejsze pickle. Kotlet był średni, bo bez smaku. No i sos majonezowo – chrzanowy to była porażka. Bo to ani nie pachnialo, ani nie smakowało chrzanem. Ani tyci, tyci… Było to przeciętne, ale wciąż zupełnie zjadliwe. Jako, że Polska kotletem mielonym stoi, to wiem, że nasze kotlety mielone są super w porównaniu z tym.

Podsumowując. Ja uwielbiam angielskie puby, jadłam tam już wystarczająco często aby wiedzieć, że jedzenie świetnie wygląda na obrazkach, ale jest dość mdłe i przeciętne w smaku. Niedzielny roast też. Napewno są puby gdzie jedzenie jest wyjątkowe, ja takich jeszcze nie znam. Spędzać czas w pubie jak najbardziej, jeść tam, wtedy kiedy nie ma już wyjścia. Albo jest nam wszystko jedno… Po paru głębszych 😉

Burger Męża i Ojca to był Big – Ben burger, to zapamiętałem, bo to łatwe…i był z jajem…

_20160331_080020

Ps. Dinozaurów nie zobaczyliśmy, bo jako, że są ferie w szkołach to kolejki były 2 czy 3 i wszystkie ponad godzinę czekania. Zamiast oglądaliśmy samoloty i astronautów w Science Museum. Dzieć zadowolony 😀

_20160331_083318

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

8 myśli na temat “Recenzja kulinarna czyli oda do kotleta w londyńskim pubie…”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s