No i jakie to ma znaczenie czy mieszkam w Polsce, czy w Anglii, czy Szwecji czy innym zakątku Europy czy świata?

sad-lonely-girl-watching-city-buildings-in-morning-sunrise-wide

Bywa, że mam nagle przed oczami plażę w Jelikowie i wiem, że nie mogę tam być. Za pół godziny, za godzinę, popołudniu… Bywa, że budzę się w nocy i nie wiem gdzie jestem. W Polsce czy gdzieś indziej. Bywa. Dzisiaj stałam w rannym pociągu do Londynu i patrzyłam na wschodzące słońce. W zachwycie. Że dostałam kolejny wschód słońca. I kompletnie nie miało to znaczenia, że to był pociąg w Anglii…

Niektórzy się łatwiej asymilują czy jak inni mówią integrują, niektórzy mniej. Chociaż mi się czasami wydaje, że to jest wybór, a nie, że to „COŚ” nam rozdziera serce i nie pozwala żyć. Bo żyć można wszędzie. Mówią, że na Księżycu też, chociaż dla mnie to za słaba opcja, bo nie ma takich wschodów i zachodów słońca. Bo nie walnę się tam w parku z prawdziwą trawą i nie wciągnę chinszczyzny na „taniej” randce z mężem. Bo nie pójdę do charity shop’u aby wypatrzeć bransoletkę z kryształkami, albo kolejną książkę kucharską : turecką, jednogarnkową czy jak robić risotto na 50 sposobów…

Wszędzie można znaleźć coś dla siebie. Te małe, drobne przyjemności i większe lub mniejsze zachwyty. Tylko, że to nie jest łatwe. Dla mnie nie jest. Dla mnie jako Polki? Kobiety? Nie wiem. Tak mam. Patrzę na inne kobiety wokół mnie, koleżanki, przyjaciółki, tutaj obok czy w Polsce. Patrzę na moją mamę, na moje babcie, na tyle na ile te ostatnie pamiętam… Niewiele tam tej radości, takiej zwykłej, można nawet powiedzieć tej trywialnej – też że świecą szukać. Pochyleniem się nad kotem na ulicy i przyjemności z dotykania jego sierści. Przyjemności w brodzeniu po kostki w suchych, jesiennych i kolorowych liściach, w tym skrzypie, w tym szelescie… To umyka mi, nam…

Wszędzie można mieć wkurwa. Na dziury w jezdni, na plac zabaw, bo dzieć zarył kolanami, i nie było gąbki, był asfalt, można mieć wkurza na męża i ojca w każdej części świata, na wakacjach też 😉 można się nie odzywać do przyjaciółki jednej czy drugiej, bo palnela jakiś konkretnie absurdalny komentarz na temat mnie jako matki, można być gotowym iść z kijem do szkoły, bo dzieć płacze nad tabliczka mnożenia, bądź kolejnym projektem nad którym Matka z Ojciec będą siedzieć przez ferie, bo w szkole rywalizacja itd itd…

Wszędzie może być dobrze i bardzo nie fajnie. Tak na to patrzę teraz. I niedługo jadę do Polski i przebieram już nogami z niecierpliwością. Pomimo, że pewnie coś mi się nie spodoba, ale to nie ma znaczenia.

Chciałabym się nażyć, gdziekolwiek jestem. Będę. A nie potem rozpamietywac stracone wschody i zachody słońca, na przykład. Gdziekolwiek by one by nie były… Kto wie, ile jeszcze mam czasu???

 

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

19 myśli na temat “No i jakie to ma znaczenie czy mieszkam w Polsce, czy w Anglii, czy Szwecji czy innym zakątku Europy czy świata?”

  1. Kto wie… Wiek nie gwarantuje zdrowia albo ze nas ktos nie przejedzie czy napadnie. To podejscie to afirmacja zycia, cieszenie sie nim troche tak, jak robia to male dzieci. I tak wlasnie trzeba sie starac przezyc kazdy dzien z osobna. Czasami wychodzi lepiej czasami gorzej so what. Staramy sie dalej…

    Polubione przez 1 osoba

  2. Fantastyczny tekst. Mam bardzo podobne przemyślenia. Mieszkam w Bergen w Norwegii i za kilka dni będę na chwile w domu rodzinnym w Polsce. Przebieram nogami i czekam co mnie zdziwi na lotnisku, w sklepie,w domu… Wydawało mi się, że po wyjezdzie za granicę moje przyzwyczajenia i upodobania całkowicie się zmienią. Obawiałam się, że diametralnie zmieni się moje życie, że bede musiała być innym czlowiekiem. Jest jednak podobnie. Wiadomo, że trochę dalej od bliskich i starych kątów, ale tak samo chodzę spać. Tak samo kocham męża. W ten sam sposób rozmawiamy. Podobają mi się te same rzeczy. Wyznaję te same wartości. Tak samo walczę z wagą, tak samo przygotowuje sobie śniadanie jak zwykle, i tak samo uwielbiam wycieczki po lesie. Zauważyłam jednak, że ludziom obecnie mnie otaczajacym lepiej się żyje. Mają spokojniejsze prace, lepszy kontakt z naturą, więcej czasu dla bliskich. Po ich minach i usposobieniu widać, że są szczęśliwsi. Zauważyłam jeszczę, że moje życie zwolniło i uspokoiło się. Teraz szukam siebie w sobie – patrząc na to samo niebo słońce i księżyc co w Polsce.

    Polubione przez 1 osoba

    1. tylko słabą pogodę masz w tym Bergen 🙂 Norwedzy wcale szczęśliwi nie są , szczęście potencjalnie jest w każdym z nas i nie zależy od miejsca zamieszkania

      Lubię to

  3. Nauczyłam się cieszyć każdą chwila, a nawet gdy sie dzieje coś nie tak jakbym chciała, to sobie mówię, że to ma sens, że nawet ze złych rzeczy mozna wyciągnąć korzyści, czegoś się nauczyć. I że nie ma sensu tracić życia na smutki. Uwielbiam żyć i chłonę momenty całą sobą. Bo faktycznie, jak piszesz, nie wiem ile ich jeszcze zostało. Bardzo impresjonistyczny ten artykuł, jak wschód słońca☺️

    Polubione przez 2 ludzi

  4. To chyba od osoby zależy. Niektórzy zostawiają kolejne miejsca za sobą bez żalu, bo liczą, że czeka ich coś lepszego, inni stale patrzą do tyłu, a jeszcze inni uczą się cieszyć tym, co mają, a nie tym, co było/będzie. Grunt, że chcesz się nażyć, ile się da 😀

    Polubione przez 1 osoba

  5. Fajny post 🙂 Lecę do Polski za 2 mc po 1,5 rocznej nieobecności. Nie mogę się doczekać chociaż wiem, że po tych 6 tyg chętnie wroce do swojego nowego domu 🙂 A co do radości i zadowolenia z życia, wszystko zależy od charakteru i tego jak poukładamy sobie wszystko w głowie. Ja wyjezdzajac na drugi koniec swiata musialam zostawic swoje dotychczasowe zycie, prace, przyjaciol. Tesknie za tym swoim starym zyciem kazdego dnia, ale tez ciesze sie z mozliwosci jakie daje mi to nowe miejsce. Nowa kultura, smaki, kraje, roslinnosc, to wszystko jest takie ekscytujace. Moze za rok zmienie zdanie, ale na razie eksploruje 🙂 pozdrawiam upalnie. Agata

    Lubię to

    1. Krajowe powietrze smakuje zupełnie inaczej po dłuższej nieobecności.
      Ludzie wydają się zupełnie inni. Świat ma inne barwy.
      Znane miejsca nadal są znane. Przyjaciele jakby nieco inni.
      A to wszystko przez to, że sama mogłaś się zmienić 😉
      Powodzenia 🙂

      Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s