How are you? Dziękuję, dobrze … część 1

img_20170102_101009_492

Anna usiadła przy stole. Wszyscy jeszcze spali. Dzisiaj już 2 styczeń, pomyślała, Nowy Rok, nowe plany, nowe cele. No i orka… , pomyślało się jej też. To takie dziwne, w domu mówili po angielsku, właściwie nie wiedziała dlaczego? Mąż Polak, ona Polka, dzieci coprawda urodzone tutaj w Londynie, dziadkowie od strony męża tutaj też zawsze po polsku, a my po angielsku do siebie. Chyba jednak to chore? No, nie, przecież decyzję podjęli we dwójkę, Ona i Marcin dla dobra dzieci i dla niej. Bo już wtedy robiła dodatkowy kurs na nauczyciela. Tylko jeżeli to takie ok, to czemu ja wciąż myślę i gadam do siebie po polsku? Jakaś chora paranoja. Trzeba to zmienić. Po co mi to? Po co mi gadać do siebie po polsku?

Popatrzyła na stół ukochany, z kubkiem parującej kawy. Szukali tego stołu długo, aby pasował do tego pokoju, do tego domu. Jej ukochanego domu. Po garden flat na Cricklewood, malutkim mieszkanku, przenieśli się do niedużego bliźniaka w Neasden, co to była za koszmarna dzielnica mnóstwo Polaków, czarnych, Hindusów, cóż tanio było, potem w końcu tutaj, Queen’s Park, park tuż za rogiem, trendy dzielnica, drogie domy. Mało Polaków, wylizane ogródki i zawsze uśmiechnięci sąsiedzi pracujący w City po godzinach, obłożone childminders z wysokimi cenami lub opiekunki do dzieci, często z Ukrainy, te też ugotuja i odkurza… Anna, na szczęście miała dziadków, rodziców męża. Z nimi jakoś zorganizowała opiekę nad dziećmi. Płaciła za to wysoką cenę, bo Marcin nie był ukochanym synem rodziców, zawsze młodszy Jacek miał fory. Pomimo, że młodszy. Zawsze dostawał więcej, uwagi, wsparcia, też finansowego, generalnie więcej, o niebo więcej głasków. Dlatego to frycowe. Bo musieli pomóc, bo tak powinno być, tak powinni się zachować. Oni zawsze się zachowywali przyzwoicie. A czy chcieli? Zawsze jakieś uwagi, niby kulturalne, tak bułkę przez bibułkę, ale docierały prosto do serca i raniły.

Cóż, życie, pomyślała. Wszystko przecież dobrze się układa. Przyjechała ręką po stole. Lubiła ładne przedmioty. Lubiła ładne otoczenie, poukładane, zorganizowane, czyste. Pod kontrolą.

Jutro Inset Day, pomyślała, powrót do szkoły. I ta niekończąca się orka. Ale z uśmiechem na ustach. Czasami tak bardzo nienawidziła tych bachorów. Już nie pamiętała z jakiego powodu kocha być nauczycielem, chociaż powtarza to wciąż, wszędzie i każdemu.

Wstała powoli i ociezale. Była dość atrakcyjną kobietą. Wysoka, postawna. Krótkie blond włosy, malutki kucyk po domu, bo włosy opadły trochę zbyt na czoło, ładne usta, coraz większe zaciemnienia wokół oczu, opuchniecia. Wokół ust taka głębsza zmarszczka dezaprobaty, a może niezadowolenia, a może poprostu kumulujacego się rozczarowania? Miała 42 lata.

Stukot na schodach postawił ją szybko na baczność. No, Książę wstał, pomyślała z sarkazmem. Zganila się w myślach za to, przecież Marcin był miłością jej życia. Jest miłością mojego życia, poprawiła się znowu. Wróciły obrazy z ich pierwszego spotkania na jakiejś imprezie u znajomych Polaków. To było jak grom z jasnego nieba, no i majtki też od razu prawie jej spadły. Chociaż długo się opierała, tym majtkom… Musiała długo walczyć o ten związek. Wciąż musi, pomyślała gorzko, każdego dnia. I przyszła myśl, że fajny polski chłopak co pracuje na budowie może dałby więcej z siebie. No, na pewno przybiłby tego pierdolonego, przysłowiowego gwoździa. A tak ona wszystko sama… Za dużo się starasz, powtarzała zawsze S., powinno być odwrotnie… Puszczala mimo uszu. Marcin pracował w City i dobrze zarabiał. I był taki przystojny. Niestety nie tylko ona to widziała, wszystkie inne też. A on to lubił.

„Morning baby” powiedziała i przeciągnęła się lekko i wyprezyla biust. Kolejny dzień się zaczyna, koniec tego głupiego myślenia, bo głupieję od tego…

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

11 myśli na temat “How are you? Dziękuję, dobrze … część 1”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s