How are you? Dziękuję, dobrze… cześć 2

img_20170102_101009_492

Anna siedziała z kubkiem gorącej herbaty. Zabiłaby za dobrą kawę, ale w szkolnej kantynie nie było ekspresu do kawy, a kawa instant to jest przecież żart. No to mamy prawdziwy początek roku – 3 styczeń, powrót ze spokojnej Nibylandii w domu. Ulubiony Inset Day. Taaa… Z jednej strony kocham go, bo szkoła jest fantastyczna, gdy nie ma w niej dzieci. Cisza i spokój.

Wolno się tam snuję, przygotowując się do kolejnego term’u. Spokój mi tylko zakłóca nowo ogłoszona Head szkoły, Samantha, z terminem wzięcia stolka na kwiecień, wrzód na dupie jakich mało, kłusuje tu od rana i pokrzykuje i ze 3 spotkania będą dzisiaj, każde na inny temat oczywiście. Narazie jest tylko w maglinie władzy, potem zacznie się real. Tak, gdyby ją wyciąć z obrazka byłoby całkiem nieźle… Nie kocham Inset Day, bo chociaż część tego dnia mogłabym spędzić w domu. Właściwie tęskniła za byciem samą. Tam gdzieś głęboko. A z drugiej strony się tego panicznie bała, coś mogło wyleźć spod dywanu, tyle tam tego poupychała.

Drzwi otworzyły się i weszła wolno Kathy. Asystentka z Y5, która pracowała one to one z chłopaczkiem, który potrzebował wsparcia. Ciepła i kochana dziewczyna, sama mama 3 dzieci. Uśmiechnęła się i powiedziała, że drukuje pomoce dla Hamza. To taki słodki dzieciak powiedziałam. Tak, odparła, jego matka chce się spotkać, bo szuka specjalnej szkoły średniej dla niego. Wydaje się być mocno zestresowana. Tylko pomyśl, powiedziała Kathy, jakim on jest rozczarowaniem dla swojego ojca, jedyny syn i jest „taki”. Hamza nie chce rozmawiać o swoim ojcu, nawet go nie rysuje. Islam to taka dziwna religia, dodała. I poszła…

Jak zniknęła od razu zaczęłam myśleć o czymś innym, czymś co mnie niepokoiło, wczoraj zajrzałam w Marcina komórkę, jak poszedł jogging’ować. Swoją drogą co to za pomysł z tym bieganiem w środku zimy? Kupa idiomów lata bez sensu w tym zimnie z butelką przytroczona zimnej wody i obowiązkowo słuchawkami na uszach. Dla zdrowia mówią i cieknie im z czerwonego nosa, jeżeli sople jeszcze nie wiszą i potem infekcja i paracetamol od GP. No, ale pół Londynu tak lata więc jak odstawać? A w komórce były zdjęcia z imprezy świątecznej. No i nowa sekretarka. Z cyklu sekretarka dla wszystkich. Ewidentny desant świeżego mięsa, zastrzyk młodej krwi. Niezła jak na Angielke. Byłam ciekawa, bo Marcinowi się wymsknęło, że Monica to i owo. Widzę, że panowie sznurem już do jej biurka. Widać było sporo na zdjęciach. Na szczęście niedługo pewnie będzie Personal Assistant, bo w mini lubi chodzić i warunki ma. Któryś z większych szefów zawiesi na niej oko. I będzie święty spokój. Wtedy jest szansa, że dla zmiany jakiś „pasztet” przyjdzie. Będzie ulga. Wciąż się boję. Czego??? Przecież wszystko jest dobrze. Od tak dawna… Chyba…

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

21 myśli na temat “How are you? Dziękuję, dobrze… cześć 2”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s