How are you? Dziękuję, dobrze… część 3

img_20170102_101009_492

Anna piła z niesmakiem kawę instant. Ale miała uśmiech na twarzy. Cóż, teściowie wiedzieli, że kocha kawę, tylko nigdy nie spytali jej jaką. Instant była tania, a ta jeszcze miała konkretną datę trwałości : koniec 2015. Miała zdecydowanie specyficzny smak, nie-kawy… Niedzielny lunch u teściów powoli dobiegał końca. Tak bardzo już chciała być w domu. Na szczęście było ciepło, jak nie w styczniu, inaczej zawsze tutaj marzła. Typowa polska oszczędność była tutaj ponad miarę.

Były kotlety schabowe. Jacek uwielbiał. Przyszedł dzisiaj ze swoją żoną, dość atrakcyjną młodą Angielka – Jane. Anna lubiła Jane, szczególnie za to, że często przysyłała Jacka samego, sama zaś szła na lunch z przyjaciółkami. Teściom wygodniej zaś było wychwalac Jacka pod niebiosa po polsku. Kiedy przychodziła Jane wiadomo było, że lunch będzie krótki, bo ona zawsze miała jakieś sprawy już poumawiane wcześniej i kropka.

Anna nagle się uśmiechnęła, ach te kotlety schabowe. Danie, którego nigdy nie lubiła S. Pamięta jak była tutaj pierwszy raz i była też S., przyszli i potencjalni  wtedy teściowie nie przepadali za nią, bo ona nigdy specjalnie nie owijala w bawełnę. Rzuciła od razu, to co dzisiaj jemy? Usłyszała, że kotlety schabowe, powiedziała, że takich rzeczy nie tyka. Spytała czy mają jakiś ser, mieli, stwierdziła, że najprościej dla niej będzie serowy schabowy, ta sama technika, tylko inna wkładka. Zjadła z przyjemnością. Te spotkania z nią tutaj, w tym miejscu, to był powiew świeżego powietrza. Inaczej wszystko tutaj stało. Zawsze tak samo, Jacuś cudny i długo, długo nic i potem gdzieś tam dopiero Marcin. I jak Jacuś sobie świetnie radzi i, że on taki od dziecka był „radzący sobie przednio”, rzuciła kiedyś S., ciekawe, że to tylko iluzja…

Pewnego lunchu Jacuś był szefem kuchni. Gotował spaghetti Bolonese, proste aczkolwiek trzeba potrafić coś niecoś. S. rzuciła okiem co tam mieszał w garze, podniosła brew, ale słowa nie powiedziała. Wszyscy zasiedli do stołu. Wszyscy dostali porcję na talerz, nawet czerwone wino było. Przyszła teściowa wzniosła toast z podziękowaniem dla Jacusia, że po tak ciężkim tygodniu pracy jeszcze cudnie ugotował dla nich. I, że Jacuś to taki talent, nawet w kuchni. Zaczęliśmy jeść, było to mocno średnie. „Twarde to mięso w tym sosie”, zauważyła S. Jakby piorun strzelił… Gdyby spojrzenia przyszłych teściów mogły zabić, to S. by już była nieżywa. Przedtem by ją pewnie kołem łamali… Teściowa wycedzila, że cóż angielska wieprzowina nie jest zbyt dobra jakościowo. Naprawdę, zdziwiła się S., nigdy nie słyszałam, żeby angielskie świnie miały twardsze mięso niż reszta Europy. Tym bardziej, że to mielone. No, cóż, dodała z uśmiechem, człowiek się uczy całe życie, o mięsie na przykład…

Anna grzecznie skończyła swój kawałek ciasta, na które wcale nie miała ochoty i wstała, aby pójść do łazienki. Teść wyszedł za nią. Złapał ja za ramię, obejrzał się czy nikt nie usłyszy i powiedział, wiesz spotkałem S. jak ostatnio leciałem do Polski. Siedzieliśmy w jednym rzędzie, obok siebie. Nie do wiary, dodał. Wiesz Aniu, dawno mi się z nikim tak dobrze nie rozmawiało o starych czasach, a i tak w ogóle. Ja kiedyś na nią patrzyłem i jej nie widziałem, albo patrzyłem na nią przez pryzmat cudzych opinii. A ona się zupełnie nie zmieniła. Zapytałem ją jak mam się do niej zwracać, a ona mi powiedziała, że przecież jesteśmy rodziną, takich rzeczy się nie odcina. Ludzie się rozchodzą, ale więzi pozostają. Życie jest takie krótkie… To było takie miłe, zaszklily się lekko oczy teścia, albo to tylko było takie światło… Warto było tutaj przyjść, pomyślała Anna, aby tak się zdziwić.

Pamięci W. Z. – życie jest krótkie…

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

12 myśli na temat “How are you? Dziękuję, dobrze… część 3”

  1. Jeśli mogę się wtrącić, postaraj się zmieniać trochę szyk zdania unikając niepotrzebnych powtórzeń typu: mieć, być, chcieć. Przyklad: Anna piła z niesmakiem kawę instant. Ale <> uśmiech na twarzy. Cóż, teściowie wiedzieli, że kocha kawę, tylko nigdy nie spytali jej jaką. Instant <> tania, a ta jeszcze <> konkretną datę trwałości : koniec 2015. <> zdecydowanie specyficzny smak, nie-kawy… Niedzielny lunch u teściów powoli dobiegał końca. Tak bardzo już <> w domu.” Nagromadzenie takiej formy czasowników wygląda jak inwentaryzacja. Anna z niesmakiem piła kawę (przysłówek powienen okreslać czasownik przed) instant, ale z uśmiechem na twarzy. Instatnt była tania, a tej jeszcze kończyła się data trwałości (ważności?) – koniec 2015. ITEDE

    Polubione przez 2 ludzi

    1. Nie sluchaj Hundzi poniewaz to w jaki sposob piszesz ma swoja dynamike, ktora czyta sie z zaciekawieniem.
      To nowoczesny sposob narracji, ktory jest bardziej intuicyjny i szczery niz interpunkcyjno/szkolno/podrecznikowy. To tak jak z muzyka – wazne jakie niesie emocje.
      Nic nie zmieniaj i badz soba …

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s