How are you? Dziękuję, dobrze… część 4

img_20170102_101009_492

Anna patrzyła jak z jej kawy unosi się para. Zostać czy uciec z tego cholernego domu, zastanawiała się. Jak pójdzie na górę do łazienki i zobaczy znowu tylko pół wiszącego, podwieszanego sufitu to szlag ją trafi. Zdążyła już posprzątać to co dotąd spadło, część z tego młodszemu synowi na głowę. Zapalił światło, pociągając za sznurek i sufit zaczął spadać. A mówiła Marcinowi, żeby wziąć polskich fachowców jak 2 lata temu robili łazienkę. A wziął angielskich magików, i co? No i właśnie – nico. Wstała, popatrzyła na kawę, ale sięgnęła po torebkę.

No i gdzie mam pójść. Głowa wciąż ją bolała, to już 6 dzień migreny. Bolała to słabo powiedziane, gdyby mogła toby usiadła i wyła taki to był ból. Pójdzie do apteki i kupi coś konkretnego, żaden ibuprofen nie pomagał, a paracetamol nigdy na nią nie działał. I jak to się ma do Blue Monday, najbardziej depresyjnego dnia w roku? Nigdy w to nie wierzyła, ale może jednak coś w tym jest? Ból się zaczął w niedzielę wieczorem, tuż przed Blue Monday…

Przypomniała sobie ten nieszczęsny remont. To nawet nie był konkretny remont, tylko odświeżenie łazienki, założenie nowych baterii, wymiana wanny, wymiana sufitu. Jak już zrobili, no prawie skończyli, to 2 dni później zaczęła ciec woda z sufitu w kuchni, która jest pod łazienką, oderwał się też jego spory kawałek. Okazało się, że nie przykrecili jednego przyłącza do baterii i woda się lała pod wannę, a że tutaj w Anglii kafle na podłodze kładzie się tylko do wanny, już nie pod wannę, to wszystko leciało w dół… Więc była robota w kuchni też, zrobili pół sufitu, no bo reszta była ok. Nie do wiary. I ona stała nad tymi magikami i pod koniec już patrzyła im na ręce… Marcin jak zwykle był zajęty. Teraz też.

Była tuż przy przystanku, przyjechał autobus, nawet się nie zastanowiła tylko wsiadła. Było tak zimno. Autobus jechał w okolice Portobello Road. Właściwie czemu nie? Młodszy syn był u dziadków, starszy u kolegi, Marcin siedział w komputerze, mówił, że będzie pracował całą sobotę. Najpierw wejdzie gdzieś i kupi coś na migrenę i pójdzie na kawę. Gdziekolwiek aby miło i dość cicho. Wsiadła w okolicy Portobello, był od razu na rogu jakiś „Chemist”, weszła i kupiła coś końskiego, farmaceuta powiedział, że ma wziąć dwie tabletki plus jeden ibuprofen i efekt murowany. Tylko zasugerował coby nie pić alkoholu dzisiaj… Kiedy wychodziła ze sklepu potrąciła kobietę, ona się odwróciła „Fatima?” powiedziała Anna. Atrakcyjna, niezbyt wysoka kobieta szeroko się uśmiechnęła. Anna, how are you? zapytała. Kiedyś S. je poznała z sobą. S. zawsze twierdziła, że Fatima może być wrzodem na dupie, bo bywa, że za dużo wypije albo się napali, ale tak w ogóle to ma trzeźwe i sensowne spojrzenie na świat wokół, co jest bardzo rzadkie u Portugalczyków, bo oni żyją trochę w świecie iluzji i szczególnie rzadkie u ich kobiet, bo te mają przewalone ze względu na wzorce kulturowe jakie noszą w sobie. Wieki Cię nie widziałam, rzuciła Fatima, spojrzała na zegarek, za pół godziny umówiłam się, ale potrzebuję się napić kawy. Anna zaśmiała się, właśnie to chciała zrobić. Akurat obok był malutki coffee shop, weszły, leciał dość cicho jakiś jazz. Było dość ciemno, co przy Anny światłowstręcie, było jak znalazł. Fatima zdjęła grubą puchowa kurtkę, a właściwie płaszcz, rzuciła torbę na krzesło i zapytała jaka kawę chce Anna. „Proszę cokolwiek byle duże” uśmiechnęła się Anna. Fatima zaczęła opowiadać, że właśnie idzie z lokalnego Gym. Nie uwierzysz, poszłam tam na 9 rano, wciąż zimno było w środku, ja podkoszulek, długi rękaw na to, długie legginsy, jeszcze zarzuciłam najgrubszy ręcznik jaki znalazłam, zanim wsiadłam na rower. Potrzebowałam 20 minut żeby się rozgrzać, a te młode dziewczyny to szorty i mini mini koszulki na ramiączkach. Potem ja poszłam prosto do sauny, bo wciąż było mi trochę zimno. Dopiero teraz czuję, że jest ok. Jak to z nimi jest? Nie mam pojęcia, paplala. Kiedyś pojechaliśmy do Szkocji w zimie, tam jak w zamrażarce i ta wilgoć przenikająca. Na stacji benzynowej poszłam płacić miałam kurtkę, koc i szczękałam zebami, a tam gość w budce siedzi i ma krótki rękaw. Facet patrzy na mnie i pyta – skąd jesteś? Mówię, że z Londynu. Trzy razy mnie pytał, w końcu mówię, że z Portugalii. On popatrzył na mnie i się uśmiechnął. Zerknęla na mnie i pyta co jest ze mną nie tak, bo właśnie wyciągnęłam tabletki z torby. Wytłumaczyłam. Powiedziała, że bardzo jej przykro. Już kończyła kawę, spojrzała na zegarek i powiedziała, że czas lecieć. Jedzie do S. na lunch, będzie paru znajomych, bardzo kameralnie. Fajnie powiedziałam, szkoda, że ja nie jadę, wiesz rodzina itd. Fatima spojrzała na mnie, wiesz życie jest za krótkie, żeby się pierdolić w te wszystkie konwenanse, poza tym tutaj jest Londyn, tutaj możesz robić wszystko inaczej, ja się nauczyłam… Bye bye…

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

11 myśli na temat “How are you? Dziękuję, dobrze… część 4”

  1. „życie jest za krótkie, żeby się pierdolić w te wszystkie konwenanse” you made my day😉 tego mi wlasnie na dziś i na najbliższy czas potrzeba… Jakbym czasami czytała o sobie… Słyszała swoje myśli… tyle , że mieszkam w PL, w miejscu gdzie za wiele nie wolno bo grozi aferą tudzież wybuchem wojny 😑
    Czytam Twoje wpisy od nie dawna, jak dla mnie wszystkie genialne👌✌

    Polubione przez 2 ludzi

      1. odpowiedziałaś jak smętna Polka czyli lata przeżyte w luzackim wolnym Londynie niewiele dają,Po co wobec tego tyle ironii i buntu w komentarzach szanownych czytelniczek, że niby tylko w Polsce jest smętnie i ludzie żyją wedle popierdolonych konwenansów, W Anglii nie ma konwenansów?Co to jest konwenans;to określone zasady, często stare i mało aktualne których wypada przestrzegać, obojętnie czy nam pasują, czy nie.A ten cały angielski dwór z ich etykietą to co to jest ;to nawet nie są konwenanse to reżim.Tyle ze Anglicy swój kraj szanują a Polacy jak wyjadą to ze swojej ojczyzny szydzą
        .

        Polubione przez 2 ludzi

      2. Ależ ja jestem smetna Polka też, przecież to jedna z naszych polskich cech. My nie jesteśmy specjalnie radosni. Nie wiem co ma łamanie czy omijanie konwenansów czyli starych, raczej już sprochnialych zasad czy prawd, które niestety często nosimy z czystej lojalności dla rodziny czy religii, a niekoniecznie one są dla nas dobre. Więc nie wiem co ma łamanie tych zasad do poczucia szczęścia? Dla mnie łamanie zasad daje mi możliwość większego wyboru i co najważniejsze pójścia w nowe, bo stare sobie odpuszczam. No i daje to też iluzję większej wolności oczywiście. Co ma to do szczęścia? Większy wybór może dać ukontentowanie, może dać radość, ale szczęście? Jestem dość sceptyczna, jeżeli chodzi o szczęście, a Ty zrobiłaś połączenie pomiędzy niezbyt tryskajaca szczęściem Anna a życiem zgodnie z konwenansami czy bez. Londyn jest bardziej powiedzmy wolności owy, bo tutaj właściwie nie ma oceniania, jest taka różnorodność, że ocenianie nie ma jakiś znaczenia, częściowo się to „rozmylo”, może dlatego jest łatwiej, poniekąd, żyć, bo nikt nie wytyka palcem.
        A co do angielskiego dworu i ich zestawu konwenansów to nie wiem. Nie znam ich, nie byłam tam, nie wiem jak to z nimi jest, oni się tylko do mnie uśmiechają tutaj często i gęsto z gazet i kolorowych magazynów. Może i żyją w konwenansie, ale zważywszy, że każdy 😉 chciałby tutaj się wydać za księcia do wzięcia, to chyba życie w tym konwenansie ma spore benefity, których ja pewnie nie pojmuję, ale cóż, ponoć jestem wyjątkiem 🙂
        Anglicy też różnie się wyrażają o swoim kraju i o swojej władzy, a niektórzy Polacy szydza, a niektórzy nie. Mam akurat tak, że obracam się w kręgu różnych narodowości i nie tylko Polacy czepiaja się swojego kraju, zresztą Polacy w Polsce też to robią, więc czy my nie tacy sami?
        Pozdrawiam serdecznie z zimnego „pod Londynia” 🌞

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s