How are you? Dziękuję, dobrze… część 5

img_20170102_101009_492

Kawa zdążyła już wystygnąć, Anna siedziała i patrzyła przez okno. Widziała okolice Augustowa. Ciepło, barki na wodzie, kolorowo, głośno, wesoło… Uśmiechnęła się. Tak było. Było pięknie. Potem wiele się zmieniło, jak już miała 19, jak już była po operacji. Te spojrzenia, to współczucie, ale i to, że jest „wybrakowana”. Wszyscy się tam znali. Dlatego uciekła po kilku latach tam, gdzie nie znał jej nikt… Z miejsca gdzie wszyscy wiedzieli wszystko, ocenili i postawili kropkę nad i. Gdy ostatnio ktoś ją spytał czy bardzo tęskni za Polską, to wróciło. Te uczucia. Dotąd nie udało jej się zamknąć tego trudnego rozdziału. Dotąd to ciągnie za sobą.

S. kiedyś jej powiedziała, że przecież mieszkała w zaścianku, zadup, który tetnił życiem tylko w wakacje, poza tym marazm i nuda i wszyscy trzymali nosy w cudzych ogródkach. Ale przecież wszyscy się znali, jak można być tak okrutnym. Ano można widocznie. Może to taka nasza polska cecha, może ludzka po prostu. Że zamiast siedzieć w swoim, wygodniej patrzeć w cudze.

Zaczynała tutaj w Londynie od zera. Przyjechała z niczym, z małym plecakiem. Pracowicie szlifowała język, zmieniała pracę na lepszą i lepszą. Przez lata nie odwiedziła domu. Nie chciała, bała się, długo nie była gotowa. Ale nie potrafiła się zupełnie odciąć, znała dziewczyny, które tak robiły, nie utrzymywały żadnych kontaktów z Polakami mieszkając tutaj. Kompletnie zmieniały środowisko, wtapiały się w nowe. Anna tak nie potrafiła. Większość jej dalszych i bliższych znajomych to Polacy. Chciała słyszeć polski język, potrzebowała czegoś co znała, czegoś swojego. Nie związała się też nigdy z nie – Polakiem. To była za duża przepaść dla niej. Zbyt dużo nieznanego. Aż tyle nie potrafiła udźwignąć.

Po raz pierwszy pojechała po Polski po 8 latach. Tylko na 5 dni. Latem, gdy wszyscy byli zajęci, gdy było kolorowo, gdy dużo się działo. Wiedziała, że będzie mnóstwo turystów, a ona będzie się mogła tylko przemazać i nie będzie czasu na rozmowy, na ewentualną konfrontację.

I faktycznie tak było. Szybko. Prawie bezboleśnie. Poza tym wiele tam się zmieniło. Sporo ludzi wyjechało do pracy do Warszawy. Szczególnie jej rówieśników. To był czas gdy werbowała Warszawa, obiecywała wielkie pieniądze i wielkie kariery. Ludzie uciekali z zadupia.

Ale zdążyła zauważyć, że to miejsce jest bardzo głęboko w niej. Zakorzenione. Pomimo wszystko…

I pewnie nic tego nie zmieni…

Reklamy

Autor

Mama z prądem i pod prąd

Nazywam się Sylwia. Jestem, czy też inaczej, wciąż uczę się być kobietą, żoną, matką. Wychodzi mi to różnie. Mieszkam juz szmat czasu na Zielonej Wyspie. Tak to się ułożyło, nie planowałam tego tak, ale to życie rozdaje karty... Więc jestem też cudzoziemką...

2 myśli na temat “How are you? Dziękuję, dobrze… część 5”

  1. Rozumiem Cię bardzo dobrze. Jest w człowieku taki rodzaj tęsknoty, nie wiem jak u Ciebie, ale ja często mam wrażenie, że tak naprawdę tęskni się za błogim dzieciństwem, które z jakimś miejscem nam się kojarzy. Z czasem, w którym nie było jeszcze zawistnych spojrzeń, cichej obłudy etc. I kiedy człowiek powraca spotyka teraźniejszość. Nic lepszego czy gorszego, ale czuje niedosyt, a po dłuższej chwili czuje, że to już nie jest jego miejsce. Jeśli chodzi o Polskę, to wciąż na zadupi prym wiodą kompleksy.

    Polubione przez 1 osoba

  2. i jak się przyjedzie z zadupia do Londynu to się nadal tymi kompleksami żyje,bo kompleksów trudno się pozbyć. No, można jeszcze nadrabiać miną i innym kompleksy wytykać zanim się człek na wielkim świecie wyrobi

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s